Wyróżniony wpis
recykling

Mity na temat odnawialnych źródeł energii

Mit 1 – mała wydajność odnawialnych źródeł energii w stosunku do zapotrzebowania

Przy dzisiejszej technologii odnawialne źródła energii mogą pokryć nawet 5 krotnie nasze zapotrzebowanie w sposób o wiele czystszy i tańszy niż elektrownie konwencjonalne. Warto chociażby przypomnieć iż codziennie na Ziemię słońce dostarcza tyle energii ile zużyliby wszyscy jej mieszkańcy przez ponad 25 lat. Wiec sama energia słoneczna może pokryć w pełni nasze potrzeby. Sama energia wiatru na jednym z mórz w Europie (Morze Północne) zaspokoiłaby zapotrzebowanie wszystkich sąsiadujących krajów. Nie istnieje więc niedobór czystej energii. Mało tego – już dziś technologie energii odnawialnej są tańsze i mniej zawodne niż konwencjonalne, a ich budowa jest o wiele szybsza i tańsza. Sama budowa elektrowni wiatrowej trwa kilka tygodni, jednak jej planowanie i niezbędna procedura administracyjna trwa od roku do nawet kilku lat. Energia odnawialna jest wokół nas więc czemu jej nie wykorzystać? Oczywiście malkontenci zaraz znajdą sto powodów przeciw, a w chwili braku prądu zapewne chcieliby być uniezależnieni od zakładu energetycznego i produkować prąd dla siebie tak jak ludzie korzystający z oze. Energia odnawialna jest dostępna dla każdego i ponosząc małe koszty można być niezależnym energetycznie – nie martwimy się wtedy podwyżkami prądu, jego brakami itp. Nawet dla zakładów energetycznych jest to korzystne bo nie ponoszą aż takich kosztów na przesyle energii. Mówi się nawet że prąd to najtrudniejszy do transportu ”produkt”. Scentralizowana produkcja i przesył energii jest bardzo mało efektywny. Potrzebna jest dywersyfikacja źródeł energii – korzystna pod każdym względem, gdyż nie uzależnia od jednego czy kilku surowców.

Mit 2 – Wiatr nie zawsze wieje, słońce nie zawsze świeci, a przepływ w rzekach zmniejsza się okresowo

Co wtedy? Tak naprawdę to wiatr zawsze gdzieś wieje i to, że w jednym miejscu wiatraki nie produkują prądu nie znaczy iż wszędzie stoją. Tak samo jest ze słońcem czy wodą. Od dostarczenia prądu z miejsc gdzie jest produkowana energia odpowiedzialna jest sieć energetyczna. Dobrze jest oczywiście korzystać również z różnych rodzajów energii odnawialnej czyli słonecznej, wiatrowej, wodnej itp., aby równoważyć wady i zalety każdej z nich.

Mit 3 – Elektrownie wodne, wiatrowe i słoneczne psuja krajobraz

Można by powiedzieć , że to kwestia gustu – jednym mogą się podobać innym nie, lecz to też często nieświadomość ludzi – być może widzieli jakąś zaniedbaną drewnianą elektrownię wodną, głośną i trzęsącą się, bo i takie bywają choć większość to tak naprawdę piękne obiekty i atrakcje turystyczne. Patrząc na nie widzimy stabilny klimat produkujący czystą energię – czy to psucie krajobrazu aż tak znaczne?

Mit 4 – Elektrownie wodne i wiatrowe są głośne

Pierwsze elektrownie wiatrowe mocno hałasowały, a dziś ciężko je usłyszeć nawet z niewielkiej odległości. Nowoczesne turbiny wiatrowe i wodne są tak ciche, że można prowadzić spokojną rozmowę bez podnoszenia głosu tuz przy nich. Oczywiście istnieje problem z infradźwiękami produkowanymi przez duże turbiny wiatrowe przy źle zaplanowanej inwestycji. Infradźwięki są szkodliwe dla zdrowia ludzi w przypadku dużego natężenia. Dlatego dobrze zaplanowana farma wiatrowa powinna znajdować się w odpowiedniej odległości od zabudowy mieszkaniowej. W przypadku tak zaplanowanej farmy nie ma problemu z infradźwiękami. Aby nie było takiego problemu po oddaniu inwestycji robione są niezależne pomiary stwierdzające czy spełniają wymagania norm. Pomiary te nie są robione na życzenie właściciela inwestycji lecz z urzędu przez Państwową Inspekcję Sanitarną.

Mit 5 – w Polsce nie ma korzystnych warunków klimatycznych dla odnawialnych źródeł energii

To bardzo rozpowszechniony niestety mit. Często ośmieszający jednak jego wyznawców. Mamy rozbudowaną sieć rzeczną z licznymi piętrzeniami. Aż trudno uwierzyć że w Polsce przed wojną było około 6500 urządzeń wykorzystujących energię wody (młyny, fabryki, elektrownie). Dziś działających elektrowni wodnych jest niewiele ponad 700. A wszystkich urządzeń hydrotechnicznych aż około 20000, więc potencjał jest co najmniej taki jak przed wojną lecz niewykorzystany od wielu lat. Są to piętrzenia istniejące więc budowa na nich elektrowni jest o wiele mniej niekorzystna dla środowiska niż budowa od początku nowego piętrzenia.

Mit 5 – Wyprodukowany prąd trzeba sprzedawać do sieci

Bardzo rozpowszechniony mit nie wiedzieć czemu chyba przez ludzi którzy nie mieli doświadczeń z energia odnawialną. Otóż nie trzeba sprzedawać produkowanego prądu do sieci – mało tego, ciężko jest takie pozwolenie na sprzedaż zdobyć. Prąd wyprodukowany można używać w wydzielonej sieci w domu – nie można natomiast „pompować” własnego prądu do sieci. Tak to jest dziś ale ma się zmienić na korzyść oze i sieć będzie służyć jako akumulator przy nadwyżkach produkowanej energii.

SONY DSC

Ekoedukacyjne fundusze ruszyły!

Wojewódzki Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Krakowie przyznał pierwsze w tym roku dotacje na edukację ekologiczną w Małopolsce. Dzięki nim dzieci będą uczyły się jak bezpiecznie poruszać się po mieście rowerem, a dorośli – jak chronić obszary NATURY 2000.

W Kopenhadze około 40% mieszkańców codziennie porusza się po mieście… rowerem. W innych europejskich dużych miastach jest to od 10 do nawet 30% całego ruchu w mieście. – Kraków jest z natury przyjazny dla rowerzystów, choćby przez swój układ urbanistyczny. Jest miastem „ciasnym”, z wąskimi uliczkami, po których samochody nie mogą poruszać się z dużą prędkością, przez co nie zagrażają rowerzystom – mówi Jan Szpil ze Stowarzyszenia Kraków Miastem Rowerów. Jednym z pomysłów na przekonanie mieszkańców miasta do zamiany aut na rowery jest projekt Cykloedukacja.

- Chcemy w ten sposób edukować dzieci i młodzież z zagadnień zrównoważonego transportu – mówi Jan Szpil – Przygotowaliśmy zajęcia dla trzech grup wiekowych. Najstarszych, czyli gimnazjalistów i uczniów szkół ponadgimnazjalnych, chcemy edukować przede wszystkim w zakresie zrównoważonego rozwoju miasta i ekologii. Ale dla uczniów IV i V klas szkół podstawowych mamy ofertę bardziej praktyczną. Dzieci w tym wieku zdają egzaminy na karty rowerowe i im najbardziej przyda się wiedza praktyczna. Chcemy ich uczyć jak bezpiecznie poruszać się po mieście rowerem – dodaje Szpil.

Cykloedukacja obejmie również przedszkolaki. 4 i 5latki będą mogły uczyć się przepisów drogowych podczas zabaw. Ale największą atrakcją, przygotowaną specjalnie dla nich, będzie z pewnością prezentacja specjalnego roweru cargo. – Takie rowery w Europie Zachodniej są często używane przez rodziców do podwożenia dzieci do przedszkola czy szkoły – tłumaczy Jan Szpil, współautor projektu Cykloedukacji – Mamy nadzieję, że dzieci po przejażdżce takim rowerem w trakcie naszych zajęć, zarażą tym pomysłem swoich rodziców i cała rodzina zostawi auta w garażu.

Cykloedukacja ma ruszyć na początku maja. Stowarzyszenie Kraków Miastem Rowerów wciąż zbiera zgłoszenia od szkół i przedszkoli zainteresowanych zorganizowaniem takich zajęć. Wystarczy wysłać mail na adres edukacja@kmr.org.pl. Projekt finansowany jest przez Wojewódzki Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Krakowie. – To nasza pierwsza dotacja, jaką otrzymaliśmy z WFOŚiGW w Krakowie, ale wcześniej uczestniczyliśmy w innych programach finansowanych w taki sposób, więc mieliśmy doświadczenie – mówi Jan Szpil – Wniosek o dotację na Cykloedukację napisały 4 osoby, które wcześniej nigdy nie zajmowały się dotacjami. Najtrudniejsze było tak naprawdę wymyślenie spójnej całości, zaplanowanie działań na kilka miesięcy do przodu. Ale muszę przyznać, że sam formularz wniosku jest przyjazny i każdy sobie z nim poradzi.

Stowarzyszenie Kraków Miastem Rowerów na Cykloedukację otrzymało prawie 37 tys. zł dotacji. – W pierwszym tegorocznym konkursie na zadania edukacji ekologicznej dofinansowaliśmy 12 projektów z terenu całej Małopolski – mówi Małgorzata Mrugała, prezes WFOŚiGW w Krakowie – Przeznaczyliśmy na nie 400 000 zł. Są wśród nich projekty takie jak Cykloedukacja, skierowana do dzieci i młodzieży, ale są również projekty edukujące dorosłych. Na przykład „Z NATURĄ 2000 za pan brat”, projekt Uniwersytetu Rolniczego w Krakowie, ma kształtować świadomości mieszkańców, właścicieli i użytkowników terenów włączonych w sieć Natura 2000 – dodaje prezes Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Krakowie. Uniwersytet Rolniczy otrzymał na ten cel niemal 90 tys. zł, ponad 50 tys. zł dotacji otrzymała gmina Poronin na edukację z zakresu segregowania odpadów, a Trzyciąż 47 tys. zł na kształtowanie zachowań proekologicznych na terenach NATURA 2000.

- Na drugi tegoroczny konkurs na zadania nieinwestycyjne z zakresu edukacji ekologicznej przeznaczyliśmy kolejnych 400 tys. zł – mówi prezes Małgorzata Mrugała – Wojewódzki Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Krakowie od 20 lat skutecznie finansuje ochronę środowiska w Małopolsce. Dotowanie edukacji ekologicznej jest dla nas nie tylko obowiązkiem, ale też prawdziwą przyjemnością. Tym bardziej, że projekty edukacyjne naszych beneficjentów są coraz bardziej kreatywne – dodaje prezes WFOŚiGW w Krakowie.

Wybór rowerów to nie tylko wybór zdrowego trybu życia. Dzięki temu w mieście nie trzeba będzie budować szerokich dróg i wprowadzać ich do centrum miasta. – Zamiast rozbudowywać miejskie parkingi, będziemy mogli w ich miejsce sadzić drzewa i tworzyć nowe parki – podkreśla Jan Szpil ze Stowarzyszenia Kraków Miastem Rowerów – Wybór rowerów to także wybór ciszy i zwiększenie bezpieczeństwa na drogach. To nie są marzenia organizacji ekologicznych, ale fakty, potwierdzone doświadczeniem największych europejskich miast – dodaje.

ekoswiat

Ekoturystyka?

Cóż to tak naprawdę to ta ,,turystyka ekologiczna”? Czy do końca przeciętny obywatel potrafi to określić?Najlepiej chyba definiuje ją Wikipedia:,,Turystyka ekologiczna – forma ruchu turystycznego, minimalizująca negatywny wpływ turystyki na stan środowiska przyrodniczego (miejsca recepcji turystycznej) bez względu na motywy podjęcia podróży.

Turystyka ekologiczna jest często utożsamiana z ekoturystyką. Jest to oparte na założeniu, że turysta, dla którego przyroda stanowi główny walor turystyczny, będzie chronił jej zasoby” a więc:

,,Ekoturystyka to ruch turystyczny, którego głównym celem jest zachowanie trwałego, zrównoważonego rozwoju zasobów i walorów turystycznych poprzez: integrację działalności turystycznej z celami ochrony przyrody oraz życiem społeczno-gospodarczym, kształtowanie nowych postaw i zachowań turystów i organizatorów ruchu turystycznego, bazowanie na potencjale społecznym i gospodarczym danego obszaru.

Ekoturystyka kładzie szczególny nacisk na:

rozwijanie aktywności turystycznych związanych z bezpośrednim kontaktem turysty z przyrodą w obrębie otwartych niezdewastowanych obszarów (szczególnie przyrodniczych obszarów chronionych), co pozwala na poznawanie, podziwianie i czerpanie przyjemności z piękna krajobrazu naturalnego, ciszy i spokoju, ze społecznością lokalną, co pozwala na poznawanie tradycyjnego stylu jej życia i kultury regionalnej oraz nawiązywaniu bezpośrednich kontaktów międzyludzkich;dostosowanie wielkości ruchu turystycznego do chłonności turystycznej oraz preferowanie małej skali rozwoju w odniesieniu zarówno do grup uczestników ruchu, jak również bazy i urządzeń turystycznych; aktywizowanie życia społeczno-gospodarczego w obrębie obszarów Natura 2000 oraz w ich otoczeniu, poprzez wskazywanie działań związanych z tworzeniem pakietów usług dla różnych form aktywności w ramach ekoturystyki.

Według Dominiki Zaręby, autorki pierwszej w Polsce książki o ekoturystyce („Ekoturystyka”, Dominika Zaręba, Wyd. Naukowe PWN, Warszawa, 2000, 2006 i 2008) ekoturystyka stanowi rdzeń koncepcji turystyki zrównoważonej. Jest „najczystszą” formą podróżowania przyjaznego środowisku, ponieważ odby­wa się zwykle na obszarach o najwyższych walorach przyrodniczych i krajo­brazowych, bezpośrednio przyczynia się do ochrony środowiska naturalnego i kulturowego tych regionów, a jej uczestnikami są ludzie o dużej świado­mości ekologicznej i wrażliwości przyrodniczej. Dominika Zaręba wyodrębnia trzy najważniejsze cechy ekoturystyki wyróżniające ją spośród innych form podróżowania:

ekoturystyka jest formą aktywnego i dogłębnego zwiedzania obszarów o wybitnych walorach przyrodniczych i kulturowych; ekoturystyka strzeże harmonii ekosystemów przyrodniczych i odręb­ności kulturowej lokalnych społeczności;

ekoturystyka dostarcza środków finansowych skutecznej ochronie war­tości dziedzictwa przyrodniczego i kulturowego oraz przynosi realne korzyści ekonomiczno-społeczne ludności miejscowej.,,

Jestem więc prawdziwym ekoturystą a nawet ekoprzewodnikiem.Już we wczesnych latach osiemdziesiątych moi rodzice otrzymali adres kobieciny wynajmującej kwatery w gospodarstwie rolnym nieopodal Ustronia Morskiego i tam przez kilka lat z rzędu spędzaliśmy coś w rodzaju ekowakacji agroturystycznych.To jednak temat rozległy na zupełnie inną opowieść.Teraz warto skupić się na kraju tak niedalekim a tak właściwie nam nieznanym-Ukrainie.Oprócz opisów wspaniałej przyrody pragnę przybliżyć czytelnikom tę ,,odrębność kulturową lokalnych społeczności”.Jak wspaniale jest zwiedzać dzikie ostępy ale i znane miasta i kurorty innymi ścieżkami niż te wytyczone przez biura podróży.A co najważniejsze obcować z miejscową ludnością bo to pozwala nam naprawdę poznać dokładnie każdy odwiedzany kraj.

NA DACZY

Dacza to coś w rodzaju domku letniskowego.Dla wielu obywateli Związku Sowieckiego była to jedna z oznak luksusu i dobrobytu.Szczyt marzeń niektórych,nie dla wszystkich osiągalna.Często to coś w rodzaju naszych polskich altanek na ogródkach działkowych,czasami jakaś budowla kojarząca się nam raczej z szopą ale są też piękne osiedla i miejscowości gdzie stoją dacze luksusowe z kanalizacją,pełną infrastukturą,wszelkimi podłączeniami,telewizją satelitarną i internetem.Oczywiście chronione.

Widziałem te budowle często przejeżdżając przez podmiejskie miejscowości.Architektura i pomysłowość właścicieli wszelaka.Ale przecież chodzi głównie o to aby odpocząć, pogrillować,spotkać się z rodziną lub znajomymi ,,na prirodie”.Opowiadał mi znajomy jak kiedyś został zaproszony na daczę gdzieś pod Leningradem.Drewniana stodoła i Grisza-gospodarz pił wodę z wiadra.Te czasy już chyba minęły.

Znajomi, od których wynajmowałem mieszkanie pochwalili się jednej z kuzynek,że jest u nich ,,innostrannyj” gość.Ta postanowiła nas wszystkich zaprosić do siebie na daczę.Było to w Odessie więc klimat pozwalający na kilka miesięcy w roku zamienić mieszkanie w rozgrzanym mieszkaniu na położony gdzieś nad morzem domek.Zaproszenie przyjąłem z wielkim zadowoleniem.W końcu poczuję na własnej skórze co to takiego odpoczynek na daczy.

   Kuzynka ma na imię Marinka.Pracownica administracyjna jednego z odesskich teatrów.Jej mąż Serioża,wysokiej klasy znany okulista.Wydaje mi się,że nie odpoczywają w szopie i nie piją wody z wiadra.Znajomi bardzo ich chwalą,to podobno ichnia klasa średnia.Co prawda dawno się nie widzieli ale teraz wraz z gościem zagranicznym odświeżą rodzinne związki.

Jedziemy komunikacją miejską więc wnioskuje,że bez alkoholu się nie obędzie.Umówieni jesteśmy  pod teatrem gdzie czekać ma Marinka i dalej już razem.Wsiadamy w marszrutkę i niedługo jesteśmy pod teatrem.Marszrutka to wspaniały wynalazek i udogodnienie dla pasażerów przynajmniej w moim mniemaniu.,,Marszrutnoje taxi” to rodzaj autobusu właściwie busa,kilkanaście miejsc siedzących i stojące.Kursuje bardzo często na każdej trasie.Przemieszczać się można nim bardzo szybko,jedzie jak samochód osobowy.Takie skrzyżowanie autobusu z taksówką.Bywają wersje trochę większe,takie mini autobusy ale zasada działania taka sama.Cena trochę wyższa niż tramwaj czy trolejbus ale warto ze względu na czas podróży.W każdym mieście jest trochę inaczej,czasami płaci się przy wsiadaniu,gdzie indziej przy wysiadaniu.I zatrzyma się tam gdzie się poprosi czy zamacha stojąc przy drodze.W Odessie na przykład opłatę regulujemy przy wysiadaniu.W zależności od ilości przejechanych przystanków płaciło się 1,5 lub 2 hrywny.Nikt nie pilnuje odległości i nie liczy oprócz samych pasażerów.Nie zauważyłem nigdy żeby ktoś nie przyznał się do tej dłuższej trasy.W większej wersji marszrutki bywają drzwi z tyłu pojazdu.Czasami jeśli jest duży tłok kierowca wpuszcza lub wypuszcza nimi ludzi.Jest ciasno i kto nie ma możliwości podejść i uregulować opłaty prosi współpasażerów o pomoc.Wtedy pieniądze wędrują z ręki do ręki lub nad głowami do kasy:

-,,za dwa płacę z Morwagzała”- i podaj dalej

-,,za dwa z Morwagzała”- powtarzają uczynni współpodróżni i podają sobie banknoty.Tą sama drogą wraca też ,,zdacz” czyli wydana reszta.Jeśli ktoś chce wysiąść a cięzko się dostać do przedniego wyjścia wystarczy tylko krzyknąć tak żeby kierowca usłyszał a jeśli nie usłyszy to ktoś zaraz to samo powtórzy głośno -,,zadnie !!!” i wtedy otworzą się drzwi z tyłu.I wysiada ponoć zawsze ten kto zapłacił.Jakoś nie moge sobie wyobrazić tego w Polsce,mogłoby wyskoczyć i pół autobusu.Nie wiem czy to mentalność inna czy tak  porządku nauczyła ich władza totalitarna,w każdym bądź razie działa.I nikogo nic nie dziwi,nikomu nic nie przeszkadza.Raz jechałem z dworca z wypchaną torbą,zająłem miejsce na końcu żeby nikomu nie przeszkadzała.Ponieważ był to dzień przedświąteczny marszrutka zapełniła się do oporu,wszyscy wsiadali pod dużymi sklepami z większymi zakupami.Na moim przystanku wcale się nie rozluźniło więc przepychałem się wąskim przejściem środkiem między fotelami a torbę dźwigałem nad ludzkimi głowami trochę je też obijając.Nie usłyszałem żadnej uwagi a jeszcze wyciągały się ręce i chętnie pomagały.A kierowca cierpliwie czekał aż przebrnę.

 Pod teatrem wita nas Marinka.Kobieta pod pięćdziesiątkę,wysoka,postawna,elegancka i bardzo sympatyczna.Ma bardzo miły i przyjemny głos.Zaraz podjeżdża inna marszrutka i szybko wskakujemy.Jedziemy i jedziemy.To duże miasto.W Polsce wielu moim rozmówcom wydaje się,że Ukraina to małe miasteczka i wioski.A to potężne miasta z wielkim zapleczem olbrzymich fabryk,szerokie kilkupasmowe drogi-prospekty i masa ludzi na ulicach.Osiedla bloków-sypialnie wraz z całą infrastukturą.Taka Odessa jest chyba wielkości Warszawy a gdzie jeszcze Donieck,Dniepropietrowsk,Zaporoże,Charków,Połtawa…Taki Lwów też przecież jest duży..i Tarnopol i Stanisławów…o Kijowie już nie wspominam.Wysiadamy pod jakimś większym sklepem spożywczym,marketem.Wchodzimy na zakupy,Marinka twierdzi,że czegoś by tam można jeszcze dokupić.Pakujemy do koszyka jakieś słodycze,czipsy,owoce,to co moze się przydać na takim pikniku.Nie zapominamy o kilku kartonach miejscowego czerwonego wina.Przy kasie znajomi szepczą mi dyskretnie,że to ja powinienem za to wszystko zapłacić.Trochę mnie dziwi taka bezpośredniość bo nie jechałem w gości z pustą ręką jak oni ale płacę.Żaden problem.I znowu do marszrutki.Teraz jedziemy już po terenach podmiejskich.Domki jednorodzinne,ośrodki wczasowe,obozy pionierskie-młodzieżowe,jakiś przepiękny klasztor.Autobus kończy bieg.Pętla gdzieś w lesie.Trasa widać,że ruchliwa sądząc po ilości odpoczywających kierowców.Marszrutki się wietrzą.Nie wiem czy mi się zdaje czy to już słychać szum morza.Po drodze stoją jakieś muzealne wagony,czytam tablice pamiatkowe, gdzieś tu przebiegała linia frontu.

 Przechodzimy na skróty przez jakiś dawny ośrodek wczasowy.Całkiem jak w PRL-u tylko dużo większe.Domki się rozpadają, na placu zabaw odrapane karuzele i huśtawki.I nagle przed nami przepiękny widok.Stoimy na górze,ostre zejście w dół a tam osiedle-kilka uliczek domków i przepiękne morze.Cudo.Docieramy pomału.Dacze przeróżne.Raczej niewielkie ale i dwupiętrowe murowane i kamienne i drewniane.Drogi wybrukowane,wąskie chodniczki i całkiem niezłe samochody.Trochę to jednak przypomina mi nasze ogródki działkowe.Jeszcze tylko jedna,druga furtka i jesteśmy.Powierzchnia działki niewielka.Trawka trochę wypalona słońcem bo tu jednak panują wysokie temperatury,kilka drzewek owocowych i tradycyjnie leżaki,krzesła ogrodowe i grill.Dacza niewielka,z płaskim dachem.Dwie sypialnie,pokoik o bliżej nieokreślonym przeznaczeniu,kuchnia i niewielka łazienka.Wszystko po generalnym remoncie,gipsokartony,ładnie odmalowane.Kuchnia i łazienka wykafelkowane,oczywiście w pełni wyposażone-lodówka,pralka,kuchenka mikrofalowa i tradycyjna.Z zewnątrz budyneczek obłożony panelami.Na wszystkich drzwiach zauważam bardzo potężne i solidne zamki.Najważniejsza część i centralne miejsce całej posiadłości to taras, przez który wchodzi się do wszystkich pomieszczeń.Na tarasie wielki stół,fotele,krzesła i rozkładana kanapa. Na niej podobno chętnie śpi gospodarz.Bardzo zdrowo,wspaniałe powietrze.W Odessie wogóle jest świetny i zdrowy klimat.Kurort.Wiele sanatoriów.Oprócz wszelkich innych walorów leczniczych okolica ta słynie z leczenia alergii.I faktycznie.Sam cierpiałem na to, każdy sierpień był dla mnie bardzo ciężkim miesiącem.Męczył mnie zawsze sienny alergiczny katar.W dzieciństwie obrywałem zawsze:

-znowu smarkasz!Biegasz z chłopakami,pijesz zimne napoje, jak tak można.-Kto wtedy miał pojecie o jakiś alergiach.Po trzech tygodniach przebywania w Odessie ustąpiły wszelkie objawy

Rozsiadamy się na tarasie.Marinka krząta się,na stole pojawiają się oprócz naszych zakupów różne cuda.Pierożki ze wszystkim:ze szpinakiem,z serem i kartoszką,z mięsem i jeszcze z owocami.Pełen wybór.To jako przekąski.Skwierczy też coś już na grillu,to moi znajomi przejęli inicjatywę.Najbardziej smakuje mi tutejszy bigos.W przeciwieństwie do naszego to różne rodzaje świetnie przyprawionych mięs troszeczkę tylko obłożone kapustą.Rewelacja.Naprawdę wspaniała kuchnia.Są i słodkości,niczego nie brakuje.Wino lokalne też świetnie smakuje schłodzone.Dobrane smakiem i mocą do tych dań i klimatu.Znowu duży plus dla Marinki.Gospodyni szczerze się stara.Zrozumiałem teraz dlaczego tak znajomi cieszyli się z tego zaproszenia.I skrzętnie ze wszystkiego korzystają.Przypominam sobie jak wujek opowiadał jak to pojechał do Leningradu i poszedł na imprezę.Podano jedzenie,zakotłowało się zaraz.Stwierdził,,zaczekam aż się uspokoi,wszyscy sobie nałożą a potem ja spokojnie.I to był mój błąd”.

Jak to na imprezie rozmawiamy o wszystkim i o niczym.O dzieciach,o życiu.Marina jako długoletnia pracownica teatru opowiada jakie to sławy widziała i poznała.Odbieram sms-a,muszę pilnie skorzystać z internetu.Ale laptopa nie ma,Serioża ze swoim jeździ do pracy.Może pomoże sąsiad.Idziemy za płot,sąsiad mówi,,net problema”.Drewniana chata,BMW na podjeździe.W środku pełen wypas.

-Ale komputer jest tylko w sypialni,zaprowadzę- i prowadzi mnie do pokoju.Tam wielkie łóżko a na ścianie wieeelki monitor LCD,bezprzewodowa klawiatura gdzieś leży.

-A lubię tak,leżę sobie na łóżku i piszę ze znajomymi-opowiada skromnie sąsiad.Myślę sobie,że wody z wiadra chyba nikt tu raczej nie pije.

Od sąsiada już tylko dwa kroki na plażę.Czyściutko i pusto.Tu prawie nie ma  turystów.Sami mieszkańcy osiedla.Trochę im zaczynam zazdrościć.Można zapomnieć o wszystkich problemach.Niech się schowają wszystkie zatłoczone Tunezje,Egipty,Chorwacje.

Ded Wasia czyli gościłem u prawdziwego NKWD-dzisty

Wszyscy chyba słyszeli o takiej instytucji jak NKWD.Czym się zajmowała,co do niej należało-jakie miała prawa i obowiązki i jak się dała zapamiętać każdemu kto miał z nią styczność.Otóż na Ukrainie żyje jeszcze wielu ,,kombatantów” mających zaszczyt służyć w jej organach.Cieszą się ogólnym szacunkiem,płaci się im wysokie emerytury,biorą udział we wszystkich świętach państwowych,utrzymali wszelkie przywileje bo to w końcu weterani.Ich służba ojczyźnie właśnie na tym polegała. U moich znajomych w rodzinie był również taki ktoś.

Nazywany wujkiem i dziadkiem zdaje się brat babci czyli wujek ich matki czy jakoś tak.Ogólnie Died albo Dieduszka Wasia.Opowiadają o nim często przy okazji obchodów np.Dnia Zwycięstwa.Intryguje mnie to bardzo,chciałbym go poznać bo gdzie jeszcze osobiście zobaczę kogoś takiego?Może coś ciekawego od niego się usłyszy,może ,,pracował” w jakimś znanym nam mniej lub bardziej miejscu.Po prostu odzywa się we mnie żyłka historyka.I któregoś dnia Died Wasia zaprasza na obiad.Mnie oczywiscie też.Jedziemy gdzieś daleko na drugi koniec Odessy.Blokowisko ale jakoś dziwnie dużo zieleni,trawa nie wypalona słońcem czyli ktoś podlewa.Wszystko czyste i zadbane.Musi to być faktycznie lepsza dzielnica.Kiedyś idąc na skróty zapuściłem się w podwórka pomiedzy blokami i widziałem tam facetów w podkoszulkach pijących napoje wyskokowe i jednocześnie dbających i konserwujących swoje żiguli różnych roczników,mamy z dziećmi w piaskownicach grillujące przy ładnie zaścielonych ławeczkach ceratowymi obrusami,taki piknik osiedlowy.Tutaj tego nie było.Po drodze wstępujemy do osiedlowego marketu bo podobno Dieduszka lubi słodycze więc nabywam ja oczywiście kilogram dobrych lodów i butelkę wina bo może staruszek chociaż tego będzie mógł się odrobinkę napić.Wysłuchuję też opowieści o Zoji to jest drugiej jego żonie,że ponoć to nienajlepsza gospodyni itp.Otwiera nam postawny sprawny jeszcze mężczyzna,chodzi niby o lasce…ubrany w bielusieńki podkoszulek ale spodnie w kancik.Maleńkie mieszkanko,proszą od razu do salonu.Stół już prawie zastawiony,chyba wygłupiłem się z tym winkiem.Na ścianach zdjęcia przedstawiające naszego gospodarza w różnych epokach.W młodości pozuje chyba na Dzierżyńskiego bo na portrecie twarz z charakterystyczną bródką, nawet profil podobnie ujęty.Rozsiadamy się za stołem,ciocia Zoja zaraz poda obiad.

 -To co?Porozmawiamy po polskiemu?-zaczyna rozmowę Died Wasia ale na tym kończy się jego znajomość naszego języka.Mój talerz coś dziwnie niedomyty,chyba prawda to co opowiadają o gospodyni ale tłumaczę sobie,ze staruszka może już nie dowidzi.Przy posiłku takie tam pogaduchy.Dziadek opowiada jak to właśnie był na pogrzebie pułkownika KGB wspomina jak poznał swoją obecną żonę.Wracał z jakiegoś spotkania kombatantów z wielkim bukietem kwiatów,który mu tam podarowano.Zoja siedziała na wprost niego w tramwaju czy autobusie,wstał i po szarmancku jej go wręczył.I tak to się zaczęło.Enkawudzista romantyk.Ze swoją córką nie widuje się od momentu ślubu za to bryluje u nich Igor-pasierb.Pomaga ojczymowi,wozi go do lekarzy,kupuje lekarstwa,prezenty,ogólnie bardzo o niego dba.Jak zauważa moja znajoma chyba głównie ze względu na wysoką emeryturę i inne dobra doczesne jakie on posiada.Do i po posiłku oczywiście wódeczka.Gospodarz domu obowiązek napełniania kieliszków scedował na mnie i mojego kolegę Saszę.,,Tej wódki nalewajcie sobie a tej mnie,ta mi szkodzi a Zojce tak na razie też możecie lać ale tylko po połóweczce”.Widzę,że Dieduszka darzy mnie sympatią a już jak wypowiedziałem się niezbyt pochlebnie o inteligencji,polityce i mocarstwowości amerykanów byłem swój.,,Co to za duracki naród” podsumował zadowolony.Rozmawiamy o historii,całkiem nieźle się orientują oboje.O polskich rodach,o rozbiorach,o Napoleonie a już o szlaku bojowym Ludowego Wojska Polskiego wszystko.W końcu kobiety przenoszą się do kuchni,mają swoje sprawy,tam można zapalić bo tu absolutny zakaz i wiedzą też doskonale,że dziadek zaraz zacznie wspominać a niekoniecznie to jest dla wszystkich interesujace. A my tu sobie w końcu porozmawiamy-mam taką nadzieję.Ded Wasia zaczyna pokazując na ściany:,,popatrz na fotografie jaki byłem młody i przystojny,jakie miałem włosy,wyglądałem jak Dzierżyński”.Nareszcie!!! ,,Wiesz,na wszystkie swoje medale i ordery szczerze zasłużyłem.Są tacy co je teraz sprzedają,nie szanują.A ja wiernie służyłem ojczyźnie,ojczyznę trzeba kochać”.Nieistotne,że to już teraz niepodległa Ukraina.Na myśli ma Związek Radziecki.We wszystkich jego dawnych republikach teraz już niepodległych państwach żyją tacy ludzie.I przez większość ich obywateli są traktowani jako zasłużeni kombatanci.Takie stawianie sprawy jak robi to wielu naszych polityków,że Rosja jest be a Ukraina w jak najlepszym porządku przypomina to jacy Niemcy z NRD  zawsze dla nas byli wspaniali,dobrzy,przyjacielscy a ci z RFN to spadkobiercy nazistów.

,,Miałem 18 lat jak się zaczęła wojna,byłem słuchaczem w szkole wojskowej.Mieliśmy służbę z kolegą,patrolowaliśmy teren przyległy do naszej instytucji.Nagle nadlatuje samolot,taki mały kukuruźnik.Przy lądowaniu ma problemy.Siada ale uderza mocno w ziemię,rozbija się ale na razie nic nie wybucha.Podbiegamy i wyciągamy nieprzytomnego pilota i jakiegoś wyższego oficera.Ten jest połamany,nie moze się podnieść,ledwo się rusza.Kolega coś grzebie przy rozbitym silniku,posypuje rozlane paliwo piaskiem.Ratujemy im życie.Pierwsze pochwały i odznaczenie.

Niemcy posuwali się błyskawicznie,zostaliśmy odcięci i przebijałem się na wschód do naszych.Ciężko było bo to jednak do przejścia była linia frontu ale jakoś się udało.Rosjanie mnie zatrzymali i odstawili do jakiejś mieściny gdzie było już wielu takich jak ja.Musieliśmy stanąć przed komisją,takim właściwie sądem wojskowym.Każdy kto przyszedł z niemieckiej strony był podejrzany,właściwie to uznany był już za szpiega.W wielkiej sali za stołem siedzieli oficerowie,doprowadzano do nich żołnierza,chwila rozmowy i przeważnie decyzja-rozstrzelać.A mi już było wszystko jedno. Wykończony,zmęczony,psychicznie zdołowany.Miałem 18 lat ale już byłem gotowy,niech rozstrzelają.Moja kolej.Staję przed komisją nawet nie podnoszę głowy,nie przyglądam się.Jakieś pytania i nagle za stołu podnosi się oficer.Podchodzi do mnie i słyszę-chłopie,tyś mi życie uratował,wyciągnąłeś mnie z rozbitego samolotu-podchodzi,poklepuje.Pułkownik NKWD.I zabrał mnie do siebie,załatwił przydział.Całą wojnę z nim przesłużyłem.Dobry był chłop.”

Jak przebiegała dokładnie ta służba jakoś ciężko jest to z niego wydobyć.Może tajemnica,może nie chce opowiadać.Wiem tylko-1 Front Ukraiński i ,,I tak my razem doszliśmy do Budapesztu”.Gdzieś po drodze słyszę,że był służbowo w Polsce, w Czechosłowacji.Widział bunkry UPA-,,Co to było za wojsko,jak oni walczyli,siedzieli tylko w tych bunkrach i wychodzili mordować.Jak tam weszliśmy to było wszystko,pełne wyposażenie,wentylacja,oświetlenie,woda….no myśmy rozbijali te bunkry”.

  -Może wam zrobić zdjęcie?-Sasza proponuje a dziadek momentalnie się podnosi,wyciąga z szafy marynarkę obwieszoną medalami,zakłada i dopiero teraz pozuje.Wszystko bardzo sprawnie jak na swój wiek.

- Potrzebna Panu wogóle ta laska?-nie wytrzymuję i pytam..

-A tak trochę,tak mnie ubezpiecza…

,,A w latach wczesnych 50-ych dowiedzieliśmy się,że jest jakaś szajka złożona z samych dyrektorów przedsiębiorstw,sekretarzy i zwykłych spekulantów.Chodziło o łapówki i czarny rynek.czasy były ciężkie,wszystkiego brakowało.A oni nagle mieli wielkie pieniądze,żony w futrach,luksusy.Jeździli i balowali po kurortach,na Krym,do Gruzji,sam namierzałem kogoś tam w Soczi”.Dieduszka się rozkręca po kolejnym kielichu.,,Normalna robota czekisty wtedy była.No i co.Rozbiliśmy tę bandę.Ludzie co jeść nie mieli,po kilkanaście osób w mieszkaniu mieszkało a oni co?Okradali wszystkich.Siedem osób rozstrzelano,sukces był”…

Nareszcie zaczyna o czymś ciekawym,chyba pociągnę go trochę za język.

 ..Wiesz jak Tatiana to jest córka mojej siostry piła za młodu i jak guliała?”.Tu ma na myśli teściową Saszy siedzącego z nami przy stole.To mama Swiety,która teraz jest zajęta w kuchni z babcią Zoją babskimi sprawami.Faktycznie obijało mi się o uszy jak to lubiła zabalować za młodu.Dziecko poszło do pierwszej klasy na rozpoczęcie szkoły a mamusia nie dotarła bo jeszcze trwała impreza.Drugim jej mężem był jakiś kapitan okrętu szkoleniowego,jak wracał z rejsu zabierał ją na maraton knajpiany bo też za kołnierz nie wylewał,woził do Gruzji,Abchazji ale właściwie to przy nim sporządniała,pilnował jednak.Teraz babcia to już raczej spokojna emerytka.W przeliczeniu jakieś 50 euro emerytury na wiele nie pozwala,dorabia gdzieś jeszcze czasami bo na Ukrainie o dziwo jest praca dla emerytów.Mieszka u córki i czasami dochodzą od nich odgłosy świadczące o niezbyt miłym współżyciu.Kiedyś nieśmiało,, pożyczyła „ode mnie 20 hrywien i najbardziej widocznym zakupem była duża butelka piwa.Myślałem pić się chce bo temperatury tu strasznie wysokie panują.

 ,,Piła,balowała po nocach,szlajała się…ale ja ją oduczyłem..Nikomu to się nie podobało,wszyscy jej zwracaliśmy uwagę,prosiliśmy,tłumaczyliśmy,groziliśmy ale nie skutkowało.Aż raz wychodzę rano a tu ciągnie się taka ledwo żywa,przewraca i jeszcze odgraża mi się.O czekaj swołocz,po co ty masz żyć,powiesze cię..Wyciągnąłem z komórki kawał liny,zarzuciłem za gałąź, zawijam pętlę i jej na szyję.I ciągnę do góry.Wtedy do niej dotarło,płakać zaczęła,obiecywać,przepraszać i tak ja ją właśnie na ludzi wyprowadziłem”

 Metoda drastyczna ale skuteczna.Zaraz zacznę dyplomatycznie wypytywać znowu o wojnę skoro tak na szczerość się zebrało ale nagle Ded Wasia podrywa się czujnie,coś mu nie pasuje :

-Gdzie kobiety ,chodźcie do nich zobaczymy,mi się coś nie podoba.-i pomaszerowali z Saszą do kuchni

-Ile wyście wódki przynieśli?-pyta dziadek

-My wódki wogóle,tylko to winko-odpowiadamy.A Wasia już węszy,prowadzi dochodzenie.

-To dlaczego one takie pijane?-a w kuchni Sweta nieźle podchmielona,babcia Zoja ledwo trzyma się na nogach ale wie,że to nie przelewki,że mąż trzyma wszystko w domu za mordę i zaraz się zacznie więc sprytnie wymyka się do łazienki i zamyka od środka.Dziadek zły,krzyczy.Swieta próbuje jej bronić ale z czekistą nie tak łatwo.Okazuje się,że małżonka ma problemy z alkoholem dlatego dziadek tak pilnował przy nalewaniu,pozwalał tylko połóweczkę.Okazało się,że kiedy zniknęły w kuchni babcia wyjęła ukryte pieniądze zamotane gdzieś za spinką we włosach i posłała Swietę na zakupy:,,weź Złociutka dwie buteleczki wódki i papieroski,wypijemy sobie bo ten kozioł na nic mi nie pozwala,takie to przy nim życie…”Dały radę wypić tylko jedną.

Babcię trzeba ratować.Co z tego jak z łazienki nie odpowiada.Dieduszka zarządza wyłamanie zamka,Saszka sobie szybko z tym poradził a na sedesie śpi babcia.Przenoszą ją i układają troskliwie na łóżko(a nie jest to łatwe).Sytuacja nieprzyjemna,odwiedziny trzeba kończyć.Alkohol pokrzyżował mi badania naukowe,trudno.Jeszcze tylko dochodzi do spięcia między Swietą a dziadkiem,zapytała tylko co z daczą,czy jeżdżą tam jeszcze.

-Ja już stary jestem,sił nie mam tam cokolwiek zrobić,Igorowi zapisałem,on tam teraz gospodarz….

-To jak to,to ja mam syna,on prawie jak Twój wnuk,jemu trzeba było zapisać….jak tak można..-podpita to też sobie pozwala…To Dieduszce wystarczyło,widocznie drażliwy temat.Podniósł laskę i próbował jej przyłożyć przy czym leciały epitety typu swołocz,suczara,paszła ty na…..,ubiju ty taka.Kończymy imprezę.Zrozumiałem teraz to powiedzenie ukraińskie jak to goście się żegnają i na koniec zawsze,,przepraszamy,że bez draki”.

 Wychodzimy a o dziwo Dieduszka żegna mnie bardzo serdecznie,ściska i wręcza niewypitą butelkę wódki.

 -Wypij sobie,twoja zdobyczna…jak będziesz miał ochotę wpadnij to Ci poopowiadam jeszcze…

Tak się pije w Ukrainie I

Któregoś pięknego,słonecznego i upalnego dnia naszła mnie ochota napić się zimnej wódeczki i przegryźć to bułeczką z czerwonym kawiorem.Zapowiadało się całkiem wolne popołudnie i wieczór,moi podopieczni odpoczywali po trudach cięzkiej wyprawy w Step Akermański więc dlaczego właściwie nie?Ale przecież nie będę pił sam.W Odessie nie ma zbyt wielkiego problemu ze znalezieniem towarzystwa do butelki to i mnie się udało.Kwatery wynajmowały nam dwie kobiety,mama z córką.W ciągu dnia pracowały też na okolicznym bazarze,jedna sprzedawała w kiosku z kosmetykami,druga z pamiatkami odesskimi(nota bene identycznymi jakie mój syn przywiózł sobie z Mrzeżyna).Przechodziłem tamtędy i wpadłem na pomysł żeby moze napić się wieczorem z nimi.W końcu to nasze gospodynie,dbają też o nas,trzeba je jakoś uhonorować.Zaproszenie przyjęły z zadowoleniem,trochę tylko krępowały sie tym kawiorem bo to uchodzi za drogi rarytas.

-U nas to się nazywa,,carska kolacja”.Tylko nie Kupujcie tu-zaproponowała młodsza.-

-Jak zamkniemy sklepiki to podejdxiemy tam trochę dalej,ja zaprowadzę,tam jest taki duży market.Taniej i wybór dużo większy.Tak gdzieś o 18,dobrze?.

I tak zrobiliśmy.Spacerkiem przeszliśmy sobie do supermarketu takimi skrótami,że ja sam jeden nie wiem czy bym się odważył.Nabyłem bułeczki,masełko,jakieś piwko,papieroski,KAWIOR,butelke dobrej wódki(którą nieśmiało proponowała Młodsza,chyba ze względu na cenę.).Wracając postnowiliśmy podjechać te dwa przystanki tramwajem.Na przystanku siedziała kobieta,trzymała papierosa jak prawdziwa dama.Umalowana,wyczesana tylko trochę nadużyła alkoholu.Ludzi zagadywała o coś wydając z siebie takie dźwięki,że bez tłumacza nie pojmiesz:

-Eeeee aaaaaa,buuuuuuaaaaa, da.-i bądź tu mądry co ona chce.

Na wprost niej siedział mężczyzna,elegancki,w drogiej koszuli,w ręku trzymał tylko butelke wódki.To były całe jego zakupy.Kiedy wzrok baby skierował sie na niego podniósł flaszkę,pomachał nią jej przed oczami i zapytał:

-Wodki popijosz?-Dawno nie widziałem takie szczęścia w oczach,aż zaniemówiła.Ale minęło kilka minut,dotarło do niej,że facet robi z niej jaja i dopiero się zaczęło…:

-O ty durak,buuuuaaaaa,da,,,ooooooaaaaaa…

I akurat przyjechał tramwaj więc nie widziałem finału.

Zasiedliśmy w pokoju pełniącym funkcję jadalni,dziewczyny nakryły stół,zmroziły wódeczkę bo na dworze było ok. 40 stopni.Spojrzałem na butelkę,na te drobne kobiety i zaproponowałem,że wyskoczę jeszcze do sklepu obok,wezmę jakiegoś soku i coli.

-????A po co?Wam się chce Coca-coli?-zdziwiła się młodsza.

-Nie ,to dla Was-odpowiadam i mam przed oczami nasze damy wymyślające drineczka z sokiem takim a takim a moze ewentualnie z colą …..a może jeszcze cos innego byle nie czystą…

-A nieeeeee-zaczęła sie śmiać-mineralna jest jakby co….!!!

W miłej i przyjacielskiej atmosferze posiedzieliśmy sobie do bardzo poźnego wieczora i powiem szczerze-kobiety dotrzymywały pola.W między czasie pojawił się jeden z moich podopiecznych i był nieco zdziwiony.W końcu wszystko się pokończyło a i upał i zmęczenie też zrobiły swoje.Starsza pożegnała się i poszła do siebie piętro wyżej ale Młodsza mieszkała kilka ulic dalej.Mąż był na nocnej zmianie a w mieszkaniu tylko teściowa ze swoją córką.Przyjechały ze wsi spod Nikołajewska posiedzieć młodym trochę na głowie.O teściowej słyszałem,ze też za kołnierz chętnie nie wylewa ale z gotówką problemy.Śpi juz też na pewno więc my jako dżentelmeni zadecydowaliśmy szarmancko,że odprowadzamy Młodszą do domu.Zgodziła się chętnie a prowadziła nas tak,że akurat po drodze był sklep monopolowy.Z za żelaznej kraty,przez mały otwór nabyliśmy jeszcze kilka butli(chyba 1,5l) piwa.W domu teściowa i córka owszem spały już ale kiedy w mieszkaniu pojawili się goście i kilka butelek piwa momentalnie w szlafrokach siedziały za zastawionym stołem.W kieszeni miałem jeszcze paczkę mołdawskich papierosów bez filtra,którymi mozna się było raczej najeść niż napalić(kupiłem z ciekawości)i darując je Wali(imię teściowej)sprawiłem jej ogromną przyjemność.

Długo jeszcze słyszałem jak to Wali spodobało się u synowej.W nocy przyjdą,piwka i papierosków przyniosą.Raj w tej Odessie!

Po ,,ŻELAZNEJ DRODZE”

Bardzo lubię ukraińskie pociągi.We wszystkich krajach dawnego Związu Radzieckiego kolej chyba pozostała niezmieniona.Szerokie tory,wielkie, wysokie  przestronne wagony,wysuwane schodki i wycierane poręcze przez obsługę na każdym postoju żeby czasem pasażer się nie męczył i nie pobrudził.(Mam tu na myśli tylko pociągi dalekobieżne bo takie kursujące na krótszych trasach nazywane są ,,elektriczką”.)Pociągi dłuuugie i często ciągną je dwie lokomotywy.Na każdy wagon jeden opiekun-prowadnik ale przeważnie to prowadnica czyli kobieta.Do jej obowiązków należy kontrola i opieka nad pasażerem-wpuszcza go do wagonu bo bez biletu do tego pociągu nikt nie wsiądzie no chyba,że osoba odprowadzająca ale to tylko za zgodą prowadnika, wydaje pościel, robi herbatę alb kawę, u niej często znajduje się mini bufecik gdzie zaopatrzysz się w jakieś przekąski,ciasteczka,wafelki,czekoladki a czasami i piwko lub podobno nawet coś mocniejszego….Jest to taki konduktor-opiekun,postać bardzo ważna dla pasażera na czas jego podróży.Prowadnik jest oczywiście umundurowany więc odpowiedzialny jak urzędnik  na służbie.

Nie ma pierwszej i drugiej klasy.Najtańsza i najpopularniejsza chyba to plackarta.Wagony otwarte bez przedziałów z miejscami leżącymi.Wzdłuż korytarza wnęki z czterema kuszetkami-dwie na dole,dwie na górze i pod oknem naprzeciwko również dwa miejsca oczywiście leżące.Lepsze  wagony to kupe czyli normalny przedział z czterema miejscami do spania.W każdym wagonie samowar a w zimie prowadnik pali w piecu w korytarzu przy przejściu za toaletami.Na dalszych i poważniejszych trasach czyli między np. poważnymi miastami, stolicami itp. bywają też wagony LUX.Nie we wszystkich pociągach jest podczepiony wagon restauracyjny i pozostaje nam ratować się na postojach lub u prowadnicy.

Ludzie przyzwyczajeni do kilkunastogodzinnych i dłuższych podróży.W pociągach przebierają się w kapcie,dresy po domowemu,śpią, rozmawiają ale tak po cichu żeby nikomu nie przeszkadzać.Jedzą a jeśli piją to też bardzo spokojnie i nieuciążliwie dla otoczenia.Problem bywa tylko z paleniem.Do niedawna w każdym pociągu w przejściu między wagonami były popielniczki a teraz absolutny oficjalny zakaz.Palą dalej,prowadnice rozumieją problem, nic nie mówią albo ostrzegają bo to jednak przepis i mandat można dostać.A ponieważ na Ukrainie większość ludzi chyba jeszcze pali więc jest to faktycznie problem.Naród zmuszony jest łamać przepisy i łamie bo kto wytrzyma kilkanaście godzin bez dymka?

Podróżując często ukraińskimi pociągami widziałem już niejedno,prowadziłem wiele rozmów,poznało się naprawdę dużo ciekawych ludzi,cały przekrój społeczeństwa.Rozmowy o polityce,o świecie,o wszystkim i o niczym jak to zwykle w podróży.

  •      Wsiadam we Lwowie.Pociąg już podstawiony, ja jadę do Z. ale pociąg jedzie dalej aż do Symferopola czyli na Krym.Lwów-Symferopol-skład elegancki,czyściutki,wagon restauracyjny.Prowadnica ładna młoda dziewczyna sprawdza bilet i kieruje mnie na moje miejsce.Jadę plackartą,miejsce nieciekawe pod oknem,dolne na korytarzu czyli nie we wnęce z kuszetkami.Nade mną też ktoś jeszcze będzie spał ale nieistotne,ważne,że mam bilet i jadę,zależało mi bardzo żeby pojechać akurat tym pociągiem i dojechać na czas.Chowam bagaż,zajmuję miejsce.W kuszetce na wprost mnie jakiś wąsaty facet,brunet w średnim wieku już rozściela pościel i układa się do spania.Obok dwóch młodych ludzi,jeden z może dziesięcioletnią córką również ścielą już kuszetki.pociąg odjeżdża chyba o 9.47 rano a on już idą spać?Ja mam za sobą  noc w podróży ale jakoś nie usnąłbym jeszcze.Pasażerów w wagonie niewielu.Wąsaty brunet już chrapie,obok chłopaki też jeszcze rozmawiają a córka już też leży i naprawdę śpi.Za chwilę jeden z nich również wdrapuje się na swoją kuszetkę i też zasypia,drugi gdzieś wychodzi.Siedzę i myślę.Jak zawsze jestem pod wrażeniem lwowskiego dworca.Piękny.Pamiętam go z opowieści dziadków.Zawsze słyszałem jaki to by wspaniały dworzec…W czasach sowieckich jak wszystko podupadł ale teraz po remoncie wrócił do świetności…Piękne sztukaterie,sufity,kamieniami wyłożone ściany i podłogi…A przede mną jeszcze jakieś 20 godzin jazdy.Zastanawiam się co robić.Kilka godzin na pewno pośpię ale póki co?
  • Pomału dosiadają się pasażerowie.Zajmują miejsca, przebierają się…wszyscy po domowemu.Widzę człowieka w eleganckim garniturze,wychodzi to toalety chyba i wraca w dresiku i w kapciach nie do rozpoznania.Korytarzem przechodzi dziewczyna z wagonu restauracyjnego z wózkiem.Piwo,czipsy,orzeszki,słodycze.Myślę napiję się piwka,może dwóch,trzech i spać pójdę,czas jakoś zleci.Wybieram piwko,płacę,ładna dziewczyna w białej bluzeczce i czarnych spodniach pięknie się uśmiecha i podaje mi butelkę.Już odchodzi ale piwo dostałem nieotwarte.Może zapomniała,może ma otwieracz więc proszę ją o otwarcie.Z pięknym uśmiechem wraca do mnie,bierze butelkę w rękę i szybkim uderzeniem o obręcz okna otwiera ,kapsel spada gdzieś na podłogę a ona podaje mi piwko,jeszcze raz błyska zębami w uśmiechu i znika.Teraz sączę napój chmielowy pomału.Następna większa stacja Tarnopol.Wsiada dużo ludzi.Na wprost mnie lokuje się małżeństwo.Zaczyna się krzątanina,na stole ląduje pieczona kura,worek kiełbasy,słodycze,termosy,napoje i oczywiście butelka wódki.Ponieważ Wąsal na wprost nich cały czas śpi spoglądają na mnie i zapraszają. -dawaj do nas !!! Trochę mi głupio ale nie ustępują więc się dosiadam z moją marną buteleczką piwka.
  •  -Wasyl-
  • przedstawia się meżczyzna i wyciąga rękę ,
  •  - a to moja żona,jedziemy do mojej siostry na Krym na 60 urodziny.
  • Nalewa mi kieliszek i częstuje wszystkim co na stole.Nie mam prawa odmówić,byłby to straszny nietakt.
  • -po ukraińsku rozumiesz?
  • -tak,bez problemu.
  • Wypijamy buteleczkę,najadłem się juz świeżych domowych wyrobów,pora odpocząć.Wraca jeden z braci,jak się okazało był w wagonie restauracyjnym.Nawiązujemy rozmowę,okazuje się,że to Lwowiak a brat,który śpi mieszka na Krymie.Jedzie do Jałty do pracy a córka jak się dowiedziała,że jest mozliwość pojechaćnad Morze Czarne uparła się i nie odpuściła.Nie było wyboru,musieli ją zabrać.Igor,bo tak ma na imię mój nowy kolega chce ze mną rozmawiać po polsku.Rozumie wszystko,mówi też bez akcentu ale brakuje mu słów.W między czasie budzą się Wąsal i Igora rodzina.Zaczyna się naprawdę ciekawie i przyjemnie.Biesiada podróżna.Dosiada się współpasażerka,zajmuje miejsce nade mną.Bardzo ładna młoda dziewczyna.Sportsmenka,jedzie na urlop do domu z miasta,którego barwy reprezentuje w klubie sportowym.Jedzie tak jak i ja do Z. więc dogadujemy się,że gdybym przysnął to dopilnuje i mnie obudzi żebym nie zajechał na Krym co byłoby wielce prawdopodobne bo niespałem już prawie 2 noce a impreza się rozkręca.Wasyl z Wąsalem popijają i nas z Igorem też ugaszczają.Przypominam sobie,że mam w torbie czekoladowe cukierki,zdążyłem kupić we Lwowie na bazarze,bardzo smaczne i na warunki ukraińskie dość drogie,towar wręcz luksusowy.Wyciągam je,częstuje ale za wyjątkiem córki Igora,która z zachwytem się za nie zabiera nie cieszą się zainteresowaniem.Biesiadnicy wolą coś konkretnego pod butelkę a sportsmenka odmawia bo  dieta.Alkoholu zresztą też nie dotyka ale nie przeszkadza jej i jak wszyscy pozostali współpasażerowie wykazuje się zrozumieniem sytuacji.Nikogo zresztą nic nie gorszy,prowadnica też spogląda sympatycznie.Przyzwyczajona pewnie do różnych podróżnych.Po korytarzu kursuje dziewczyna z wagonu restauracyjnego ze swoim wózeczkiem.Też już zaprzyjaźniła się z nami.Wąsal okazuje się lekarzem wojskowym.Bardzo sympatyczny,mówi tylko po rosyjsku.Rozmowa toczy się więc w trzech językach bo Igor cały czas upiera się szlifować swój polski.Podróż mija szybko i przyjemnie.Za długo siedzimy,pora już obiadowa,postanawiamy z braćmi przespacerować się trochę.Dochodzimy do wagonu restauracyjnego.Tu wita nas uśmiechem nasza znajoma,ta co chodzi z wózkiem po korytarzu.Wagon bardzo przyzwoity,białe obrusy,ceny przystępne.Do obiadu najpierw Igor a potem jego brat przynoszą po karafce.Wódkę zamawia się tu na gramy tzn. można wziąć 100,200,300 itd.Podaje się zamówioną gramaturę w karafce a do tego stawia odpowiednią ilość kieliszków.Panie z baru również zaprzyjaźniają się z nami.Na razie wracamy na nasze miejsca.Tam im zabrakło napitku.Siedzą spokojnie i rozmawiają o wszystkim i o niczym.Dokupują po piwku bo akurat pojawia się nasza koleżanka z wózkiem.Myślę sobie-taka fajna dziewczyna,Ukrainka i znalała pracę w WARSIE,udało się jej.Po chwili dopiero dociera do mnie,ze jestem na Ukrainie i to raczej nic dziwnego,ze pracują tu UkrainkiOHO !Trzeba zbastować z tym alkoholem!
  • Zatrzymujemy się na jakiejś stacji.Postój trochę dłuższy.Wychodzimy na peron jak zresztą wielu pasażerów.Ze wszystkich stron zjawiają się nagle sprzedawcy z wózkami:pierożki,piwo,ryba,wszystko co może być potrzebne w podróży.Zaczynają się zakupy.Sam planuję coś kupić ale nie bardzo daję sobie radę z targowaniem,nie czuję się w tym mocny.Daję 50 hrywien Igorowi,ten wymawia się ale w końcu chowa w kieszeń i przystępuje do dzieła zaczynając ostrą polemikę z jedną z babuszek.Widzę jak nasz Wąsal-doktor chowa już butelkę wódki do kieszeni.Igor też też się dogadał bo wraca już do wagonu z gorzałką i chyba metrową wędzoną rybą jakiegoś nieznanego mi gatunku.Ruszamy w drogę.Zakupy na stole,ryba fachowo pokrojona w dzwonki, całkiem smaczna.Oczywiście odwiedzamy jeszcze raz wagon restauracyjny.Tu nasza znajoma od wózka wciska mi butelkę koniaku,cena i tak dużo niższa niż w naszym sklepie więc się decyduję.Szybko na stole lądują kieliszki i ku mojemu zdziwieniu do mojego koniaku zasiadają również szefowa restauracji i jeszcze jakaś kobieta w fartuchu,chyba też pracownica.Oczywiście nasza koleżanka-wózkarka też.Butelka na długo nie starcza bo kobiety pociągają szybko,nie mają czasu na posiedzenia,są przecież w pracy.Jedynie Igor nie próbuje,twierdzi,że na koniak jest za młody.
  • Wreszcie zapada wieczór,przygaszają światła,pasażerowie już śpią.My też zapadamy w drzemkę.Zmęczenie i procenty.Po jakimś czasie otwieram oczy.Wszyscy chrapią na siedząco jedynie Igor na wprost mnie nie śpi i ma bardzo przerażoną minę.
  • _co się stało?-pytam
  • -pociąg jedzie w drugą stronę,przedtem siedziałem przodem do kierunku jazdy,teraz tyłem..-i po nim widać,że nie może zrozumieć jak to możliwe i co się stało.Ale jednak zauważył,znaczy nie był aż tak pijany.
  • - i co?myślisz,że nas porwali?albo zamienili pociągi?-chcę zażartować
  • -nieznaju !!!-odpowiedział i myśli.
  • -idziemy pospać.-mówię i siadam na swojej kuszetce.On też poszedł wdrapywać się na swoją.
  • Budzi mnie światło.Nade mną stoi moja sąsiadka Sportsmenka i już pakuje torbę.
  • -no i dojechaliśmy,zaraz będzie Z.-mówi do mnie,
  • -a Pan nic nie pospał,tak tylko na siedząco trochę-widać,że się martwi,tam są bardzo dobre i wyrozumiałe kobiety.
  • Rozmawiamy jeszcze chwilkę,4 rano dojeżdżamy,pomagam wypakować bagaż.Jedynie Igor złazi ze swojej pryczy i podaje mi rękę na do widzenia.Cała reszta towarzystwa śpi snem sprawiedliwych.Sportsmenkę odbiera mama,mówimy sobie,,spasiba i dasfidania”i każdy w swoją stronę. Tak minęło prawie niespostrzeżenie 20 godzin jazdy.Ja muszę jeszcze zaczekać na dworcu około godzinki zanim ktoś mnie odbierze,tak się umówiliśmy.Znajduję toaletę dworcową ale nie mogę skrzystać bo akurat panie myją podłogę i mnie przeganiają.Idę więc do damskiej i nikogo nic nie dziwi.Przypominam sobie ten rosyjski dowcip jak to facet musiał tak jak ja w tej chwili skorzystać z damskiej toalety.Stoi z rozpiętym rozporkiem a wpada ktoś z obsługi i krzyczy-,,Towarzyszu, to dla kobiet!!!” ,a on się odwraca dalej z tym rozpiętym rozporkiem i pyta-,,a co? a to nie dla kobiet?”.
  • Zaczekam na dworcu.Na każdym jest przynajmniej jeden bar i poczekalnie.Jest też tzw. ,,poczekalnia o podwyższonym standardzie” gdzie płaci się za wstęp lub za każdą godzinę oczekiwania.Tam są wygodne fotele,w zimie zawsze jest ciepło,gra telewizor,ochrona.Można spokojnie i bezpiecznie nawet się przespać.W poczekalni spotykam współpasażerów.Ojciec i syn,nie brali udziału w naszej biesiadzie ale gdzieś tam na korytarzu kilka razy rozmawialiśmy.W Z. mieli gdzieś się przesiadać.Przysiadają się do mnie i widać,że coś ich gnębi.
  • -zabrakło nam na bilet,nie wiedzieliśmy,że ceny podnieśli.3 ruble.- mówi ojciec.Często ludzie pamiętający Związek Radziecki na hrywnę mówią rubel.Sentyment chyba.
  • Wychodzę do kiosku,kupuję papierosy raczej po to tylko żeby rozmienić pieniądze i wręczam im 5 hrywien i kilka papierosów.Nie dowierzają,są zdziwieni.
  • -hwatit?-pytam
  • -hwatit,hwatit.- obściskują mnie i biegną do kasy….

Niedawno opowiadał mi kolega ze wschodniej Polski jak to jego ojciec postanowił spędzić urlop na Krymie.Znajomi zawieźli go do Lwowa,kupili bilety i wsadzili do pociągu(chyba tej samej relacji ,o którym właśnie pisałem tj. Lwów-Symferopol).Był pełen obaw jak to będzie.Ktoś mu doradził:

_,,daj konduktorowi 100-150 hrywien żeby się tobą zajął,zadbał o czystą pościel itp”.Próbował dać ale ten nie wziął.I tak wszystko było w porządku.Opowiadał potem:,,przyjechał długi pociąg,dwie lokomotywy i pociągnął, wszystko było super”.Podobno też była imprezka,zapraszali go,bał się ale w końcu się przełamał.Od tej pory jest wielkim propagatorem spędzania urlopu na Ukrainie.Czy to Morze Czarne,Krym czy Karpaty.

Nie zawsze bywa tak przyjemnie.Zmęczony wsiadam,prowadnicy (bo to pociąg dalekobieżny i jest ich dwoje-mężczyzna i kobieta,jadą długo i zmieniają siew obowiązkach co kilka godzin)wskazują mi miejsce,tym razem droższe kupe.Mam górną kuszetkę.Niespałem długo więc pokręciłem się trochę i kładę się na łóżko.Wagon prawie pusty a w moim kupe jescze nikogo.Zmęczenie bierze górę i zasypiam.Budzę się z bólem głowy i dziwnym smakiem w ustach.Godzina chyba 16 więc przespałem jakieś 6-7 godzin.Coś nie tak.Sięgam do kieszeni wewnętrznej,nie ma karty kredytowej.Zgodnie z zasadami dokumenty i gotówkę porozkładałem po różnych kieszeniach….paszport jest,pieniądze,portfel w kieszeniach spodni też….brak tylko karty…Trzeba zgłosić żeby nie było potem problemów.Idę do prowadników.Opowiadam wszystko.Twierdzą,że właściwie nikogo obcego nie zauważyi w wagonie ale mógł ktoś przechodzić.Przecież to złodziej pilnuje ofiary.Po moich objawach tj. bólu głowy i niesmaku w ustach stwierdzają,że najprawdopodobniej dostałem ,,balonik”.To znaczy śpiącemu przykłada się do nosa jeszcze jakiś środek usypiający,najczęściej właśnie w baloniku.Prowadnicy wzywają przez radio milicję.Na najbliższej stacji ma ktoś się zgłosić.Nie dowierzam ale faktycznie na peronie już czekają.Dwóch oficerów operacyjnych-operatiwniki w cywilu i jeden umundurowany.Jeden młody,postawny, drugi trochę starszy,obaj w drogich skórzanych kurtkach.Wzbudzają zaufanie ale i respekt.Zaczynają przesłuchiwać i mnie i prowadników,obszukują wagon.Pociąg rusza a oni jadą z nami.Wynajdują jakiegoś pana zalanego w trupa,który podobno kręcił się między przedziałemi i ku mojemu zdziwieniu dokładnie rewidują.Kazali mu się rozebrać do majtek…Wygląda podejrzanie i nieciekawie ale on raczej nie ma z tym nic wspólnego.Dzwonią ciągle telefony.Operatiwniki do kogoś,ktoś do nich.Okazuje się,ża na moją kartę ktoś już kupił telewizor plazmowy.Jak to ustali nie wiem ale potrzebuję już faktycznie zaświadczenie o kradzieży do banku.Wypełniam dokumenty,podpisuję , młodszy z oficerów informuje mnie,ze w tej chwili to podpada już ,,pod sprawę kryminalną” i ktoś tam to zacznie jutro prowadzić.Ja dostanę wszystkie dokumenty na adres domowy do Polski.Mam prawo potem domagać się odszkodowania od ukraińskich kolei i takie tam..Właściwie to wymuszam na nim,żeby wystawił od ręki jakieś zaświadczenie.W koncu wystawił i bogu dzięki bo informacja i dokumenty do Polski do dnia dzisiejszego nie dotarły.Widocznie jeszcze prowadzą to kryminalne śledztwo.Na odchodne młodszy oficer wyraz swój żal i ubolewanie,że tak się stało,mówi ,że Ukraina nie jest wcale taka zła itp.Ma racje. Właściwie to przecież mogło się zdarzyć wszędzie,kradzieże w pociągach to nic dziwnego.Tu była moja wina,nie powinienem zasypiać w pustym przedziale.Ale trudno,stało się.Do końca podróży pozostałem pod czułą i serdeczną opieką prowadników Stiopy i Hałki za co im jestem ogromnie wdzięczny.

Prowadnice bywają bardzo różne ale z reguły są sympatyczne.Nie raz nawiązywałem rozmowy,opowiadały jak zwykle jak to ciężko żyć w takim kraju jak Ukraina,ile zarabiają, o rodzinie,o znajomych.Mnie oczywiście wypytywały co tu robię,jak jest na zachodzie bo Polska to dla nich już zachód.Jeżdżąc na tych samych trasach już się rozpoznajemy,witamy i pozdrawiamy jak starzy znajomi.Ostatnio wsiadam do wagonu,tym razem trafiam na mężczyznę.Też bardzo przyjemny chłopak.Jeszcze jakieś 20 minut do odjazdu to wychodzę jeszcze na powietrze na peron.Patrzę w lewo-sąsiedni wagon obsługuje znajoma.Pamiętam jak częstowałem ją polską kawą i herbatą a ona mnie ciasteczkami.Zauważa mnie,kłaniam się,podchodzi i zaprasza do siebie na herbatkę jak ruszymy.Potem patrzę w prawo a tu też znajoma.Ta znowu mieszka w Z. na ulicy Wrocławskiej, jej córka pracuje w Niemczech, ostatnio jak wysiadałem prosiła ,,przekażcie ode mnie polskiej ziemi pokłon” a pochodzi zdaje się z Moskwy.Sama nałogowy palacz i problem z zakazem palenia doskonale rozumiała.Przed każdym dłuższym postojem szła przez swój rewir i informowała palaczy,że,, zaraz będzie postój” tyle i tyle minut i można spokojnie wyskoczyć na peron na papierosa.Albo nawet w nocy ,że co prawda to nie żadna stacja ale pociąg bedzie stał jakiś czas w polu to otworzy drzwi i w korytarzu będziemy palić.Też mnie zauważa,witamy się:

-zapraszam do mnie w gości wieczorkiem,herbatki się napijemy. -i leci gdzieś dalej wzdłuż wagonów.

Ale mam zaproszeń,ta podróż też może szybko zlecieć.Nie korzystam jednak.Zapadam się w kuszetkę z ciekawą książką i czas jakoś mija.Drugiego dnia rano jakąś godzinę przed przyjazdem do stacji docelowej nagle w korytarzu pojawia się ta z prawego wagonu.Teraz to się dopiero ze mną wita!!! Łapie i ściska za szyję,obejmuje…

-a dlaczego w gości nie przyszedł? Wstydził się ?..pyta z uśmiechem.

Tłumaczę się chyba chorobą czy bólem nerek, życzy mi zdrowia i rozstajemy się.Niedługo chyba się znów spotkamy bo na tej trasie podróżuję często.

Lubię patrzeć przez okno ,,pędzącego” pociągu.Ukraina jest piękna,duża i widoki zróżnicowane,zależnie od okolic.Pagórki,lasy to za Lwowem.Karpaty i step.Wielkie przestrzenie.Czasami nie widać nic za horyzontem.Miasteczka i wioski.Maszerujące stada kaczek i gęsi.Na wszystkich mijanych stacyjkach ludzie z towarem próbujący coś sprzedać.Raz mijaliśmy miejscowość, wktórej chyba musi być jakaś fabryka zabawek bo wszystkie stragany zawalone były pluszakami wszelkich rozmiarów.Niektóre więsze od samych sprzedających.Czytam napisy na mijanych dworcach,staram się się zawsze skojarzyć czy wiem coś o tych miejscach:

Tarnopol-to wiadomo,masa repatriantów,dawne polskie wojewodztwo itp.,

Winnica-kwatera Hitlera na wschodnim froncie,teren działania agenta sowieckiego Kuźniecowa-jak Hans Kloss przebierał się w mundur niemieckiego porucznika i szerzył dywersję

Szewczenko to chyba od nazwiska poety Tarasa Szewczenki….. i takie ćwiczenia pamięci i szarych komórek…Zaporoże też jasne-kozacy,Chmielnicki,,,Ogniem i mieczem”……Ciekawa tu wszędzie historia wiążaca się i z Polską i ukraińska i sowiecka…..Czego ta ziemia nie widziała.Tatarów,Turków,kozaków,Połowców,zbrojne chorągwie Rzeczypospolitej ,pancerne zagony niemieckie i sowieckie,partyzantów polskich,sowieckich,rezunów UPA i tak można bez końca.Powstało o tym wiele książek,filmów,opracowań i prac naukowych. W ślimaczym tempie przejeżdżamy przez jakąś mieścinkę.Już niedaleko do Lwowa.Odsuwam zasłonkę i tłumaczę nazwę na polski-Zadwórze.I kojarzę taką pieśń ,,Kwiaty Zadwórza czy pamiętacie” i dalej szło ,,Termopile,polskie Termopile,to ofiara młodej polskiej krwi, pod kurhanem we wspólnej mogile wolna Polska harcerzom się śni”. Tak to musi być tu.Miejce bitwy z bolszewikami.,,Wyszło ich ze Lwowa ponad trzystu by zatrzymać Konnej Armii trzon,obronić Polskę od bolszewizmu….”i jakoś dalej.I rzeczywiście.Za stacją zaraz rzędy niskich wojskowych białych krzyży i jeden wysoki .Taki cmentarzyk.Wszysto odnowione,wysprzątane i zadbane.

Zadwórze było traktowane jako dalekie strategiczne przedpole Lwowa.Podczas wojny polsko-bolszewickiej kiedy Konarmia Siemiona Budionnego zbliżała się do miasta w celu opóźnienia jej marszu wyruszył oddział 330 Obrońców Lwowa ze zgrupowania rotmistrza Romana Abrahama,młodych ludzi,ochotników,często jeszcze uczniów i harcerzy, Orląt Lwowskich w tym wiele dziewcząt.Dowodził kapitan Bolesław Zajączkowski.Przemieszczali się wzdłuż linii kolejowej.Znienacka ostrzelani zostali z broni maszynowej od strony Zadwórza zajętego już przez bolszewików.Polacy formują 3 tyraliery i nacierają.Obok stacji stoją sowieckie działa.Porucznik Antoni Dawidowicz prowadzi pluton,chce je zdobyć.Wtedy z lasu szarżuje sowiecka kawaleria.Polacy odpierają natarcie i kontratakują.W południe zdobywają stację kolejową,która potem w wyniku zaciętych starć przechodzi  z rąk do rąk.Żołnierze polscy zajmują również pobliskie wzgórze..Odparto kilka szarż bolszewików.Zaczyna brakować amunicji.Ze Lwowa nadlatują trzy polskie samoloty.Atakują nieprzyjaciela bombami i ostrzałem z karabinów maszynowych.Przybywają kolejne oddziały bolszewików i zacieśniają okrążenie.Polaków ostrzeliwuje ciężka artyleria.Kończy sie amunicja.W ruch idą szable,bagnety i kolby.Ocalałych około 30 ludzi wraz z kapitanem Zajączkowskim próbuje przebić sie do pobliskiego lasu.Otoczeni w pobliżu budki dróżnika podejmują jeszcze walkę na bagnety i kolby.Nie ma już szans.Sowieci wściekli dobijają ich szablami i bagnetami.Aby nie dać się pojmać kpt. Zajączkowski i kilku żołnierzy popełnia samobójstwo.Ginie 318 Lwowskich Orląt.Nieliczni trafiają do niewoli.Zwłoki są obdarte z odzieżyi ograbione.Strasznie zmasakrowane,nie ma możliwości identyfikacji.Wsród poległych jest kawaler Krzyża Walecznych i Virtuti Militari Konstanty Zarugiewicz.Dziewiętnastoletni uczeń,obrońca Lwowa z 1918 roku.Jego matka wybiera później trumnę ze szczątkami N.N,która później zostaje umieszczona w Warszawie w Grobie Nieznanego Żołnierza.Wszystkich poległych pochowano właśnie w pobliżu miejsca bitwy.

Być może ich ofiara nie poszła na marne.Może opóźnili faktycznie atak na Lwów.Budionny 20 sierpnia odstępuje od swoich planów i kieruje się na pomoc Tuchaczewskiemu w okolicach Warszawy.Pod Komarowem w pobliżu Zamościa zostaje  zatrzymany i całkowicie wycofuje się na wschód.

Tu co krok to historia.Ta najbliższa czyli najbardziej bolesna.Wspomnienia cudem ocalałych,w porę ostrzeżonych często przez sąsiadów Ukraińców ludzi,którzy wymknęli się mordercom UPA.Mógłbym tu teraz przytoczyć setki przykładów.Czystki etniczne, Zbyt to brutalne i bolesne aby tu o tym  teraz pisać ale trzeba pamiętać.Jesteśmy im to winni.Zwłaszcza teraz kiedy zostali w imię jakiś wyższych niezrozumiałych przyczyn,układów i potrzeb politycznych zapomniani a wręcz często niewygodni.Ich jedyną winą jest to,że zginęli z rąk nie tego wroga,gdyby to zrobiło NKWD byli by ,,wymordowaną elitą Polską”a tak są tylko ,,naszą trudną wspólną historią”….

Przeważnie wszystkie swoje eskapady po Ukrainie zaczynam we Lwowie.Stąd łatwo i niedrogo można znaleźć połączenia ze wszystkimi miejscami dawnego imperium.Wspaniały,przepiękny dworzec świadczący o wielkości, bogactwie i znaczeniu miasta.Lwów to przecież stolicja Galicji.Mieszanka kultur,wielonarodowościowość.Często nazywany Paryżem czy Rzymem wschodu(Rzymem to z powodu tego,że podobnie wznosi się na wzgórzach).Wiele o nim napisano,toczą się cały czas dyskusje o jego status historyczny,kulturowy,narodowy.Ja przede wszystkim staram się go poznać po swojemu.Znam go od dziecka z opowieści dziadków,sąsiadów,znajomych.Zawsze wspominali go z zachwytem wręcz czcili jako coś niepowtarzalnego, jedynego.Słyszało się te oczywiście złe i ironiczne uwagi o Lwowiakach typu,,chlib,mliko,tajojki,lwowskie chamstwo i prostactwo” od ludzi pochodzących z innych stron naszego wspaniałego kraju ale byc może powodowała to zazdrosć,kompleksy itp.Łatwo to udowodnić ale nie czas i miejsce na to.A także nie ma najmniejszego sensu.W ich przypadku postępujmy tak jak to śpiewali lwowskie batiary w jednej z licznych,cudownych piosenek,,a kto Lwowa nie szanuji naj nas w dupe pocałuji”.

Do lwowskich korzeni przyznaje się w tej chwili tylu obywateli,że jak to policzył jeden naukowiec miasto musiało przed wojną mieć ok. 6 milionów mieszkańców.Bycie Lwowiakiem chyba ich w jakiś sposób musi nobilitować.Jest to w łatwy sposób wytłumaczalne.Lepiej jeśli przodkowie pochodzą z europejskiej metropolii gdzie rozwija się wspaniale kultura,nauka,architektura,jeżdżą elektryczne tramwaje,tętni życie towarzyskie,ulica dyktuje style,modę,działają znane teatry,kabarety niż z zacofanej wsi ukraińskiej gdzie o toalecie nawet takiej drewnianej czesto nikt nie słyszał.

Osobiście spotkałem się z przypadkiem,gdzie facet pochodzący z rodziny niemającej pojęcia o czymś takim jak polskość we Lwowie,gdzie lwowianie traktowani byli jako zawzięci,wredni,zacofani,parszywi ewentualnie może spolszczeni Ukraińcy,którzy z przyczyn materialnych kiedyś przeszli na katolicyzm( ale jednak te straszne geny w nich biorą często górę) pod wpływem swojej drugiej żony stał się prawdziwym batiarem i piewcą polskości kresowej.Oczywiście rodzina jego teściowej była najważniejszą,najbardziej popularną,wpływową i opiniotwórczą w Galicji.Wydała najlepszych prawników,posiadała niezmierzone bogactwa m.in. szyby naftowe w Borysławiu o takich drobnostkach jak luksusowe automobile już nie wspominam.Cały czas słyszy się od niego jak to smakuje karp po lwowsku,jak wygląda lwowska zastawa stołowa,jaki to w domu wisi piękny lwowski obraz…no i oczywiście tu muszę zacytować,,Mieszkali przed wojną we Lwowie w polskiej dzielnicy”.Jakiś czas temu wrzuciłem ten temat na jedno z for internetowych historycznych i do dzisiaj amatorzy historii,zawodowi badacze i historycy oraz dawni mieszkańcy łamią sobie głowę gdzie to była dokładnie ta dzielnica polska.Koledzy z pracy(kiedy akurat pracował,bo jak   u serialowego Ferdka nie zawsze w tym kraju jest praca dla ludzi z jego kwalifikacjami) mieli go za prawdziwego batiara.I na tym poprzestańmy bo to temat na naprawdę inną opowieść być może fantastyczną i pole do popisu dla psychologa lub psychiatry.Lwów więc do dzisiaj nobilituje i leczy kompleksy.

Prawdą jest,że w dawnym Lwowie jak w każdym dużym mieście istniał równiez półświatekDziewczyny lekich obyczajów,batiarka,kieszonkowcy,mordercy,złodzieje i włamywacze-dżentelmeni,kasiarze.Koloryt tego pięknie oddają piosenki lwoskiej ulicy.Polecam:,,Na Łyczakowskiej,,,Ballada o Białoniu”,,,Na Batorego” i wiele,wiele innych.Mówiono nawet,że we Lwowie to tylko,,kurwa i złodziej”.Taką scenkę opowiadał mi dziadek,,wysiadam na dworcu we Lwowie a tam prostytutki na peronie dorwały starego Żyda,zabrały mu kapelusz i grały nim jak piłką,podawały sobie a on biedny motał się od jednej do drugiej,skakał z wyciągniętymi rękami,próbował złapać i -aj,aj,aj,Panie oddajcie”

A babcia opowiadała:,,Żyliśmy wszyscy razem,wspólne.Miałam koleżanki Ukrainki i Żydówki.Jako dzieciaki biegaliśmy na jakieś ceremonie i do cerkwi i pod synagogę,oni przychodzili do nas.Mieszkaliśmy niedaleko torów kolejowych,jeździł wtedy taki pociąg międzynarodowy bardzo drogi i elegancki<Lux Torpeda>.Patrzyło się na zegarek i leciało szybko na nasyp go oglądać jak przejeżdżał<Chodźcie,zaraz będzie Lux Torpeda!!!>.A torpeda tylko przeleciała i tyle ją było widać.”

Tego miasta już nie ma ale nadal jest piekny i pasjonujący.Urokliwe zaułki,zakamarki i uliczki.Udawał Paryż w radzieckiej wersji ,,Trzech Muszkieterów”.Grała tam też Odessa a Kamieniec Podolski znany nam z ,,Pana Wołodyjowkiego” był twierdzą La Rochelle.

Tanie ogrzewanie podczerwienią

Ogrzewanie na podczerwień Czy wiesz… Jak wydajnie, tanio, ekonomicznie i zdrowo ogrzać dom, mieszkanie, magazyn, biuro lub dogrzać miejsce pracy? Nie używając do tego celu szpecących, nieefektywnych i nieekonomicznych grzejników lub farelek. Czy w twoim mieszkaniu lub domu mimo ogrzewania jest zimno? Często bywa tak przy ogrzewaniu grzejnikami ponieważ wykorzystują one głównie konwekcję i mimo że są gorące to osobom przebywającym jest zimno. Jak się to dzieje? Otóż temperatura odczuwalna przez człowieka jest różna w zależności od rodzaju ogrzewania pomieszczenia. Zakumulowane w ścianach, podłodze i suficie ciepło jest oddawane znacznie dłużej niż zakumulowane ciepło w powietrzu, kiedy po wyłączeniu grzejnika robi się zimno. Powietrze niemal od razu wychładza się gdy niema nośności cieplnej. Inaczej jest z oddawaniem ciepła przez ściany, sufit i podłogę. Dlaczego nie ogrzewanie podłogowe lub ścienne? Oczywiście ogrzewanie podłogowe i ścienne działa podobnie jednak jego koszty są znacznie większe i ciężko jest z innego ogrzewania przejść na takie. O wiele łatwiej jest przymocować panele na suficie lub ścianach niż robić nową podłogę lub ogrzewanie w ścianie. Ponadto ogrzewanie podłogowe powoduje konwekcję i podnosi kurz z podłogi co negatywnie wpływa na atmosferę. Koszt inwestycji W porównaniu do wszystkich innych źródeł ciepła koszt ogrzewania na podczerwień jest najniższy. Dla domu ok. 85 – 95 m2 zestaw paneli zakupisz w cenie ok. 3500 zł z gwarancją na 5 lat. I jest to kompletna instalacja! Pomyśl tylko, że tradycyjnie tyle właśnie musiałbyś wydać na sam piec – a gdzie reszta – grzejniki instalacja itp.? Dla mieszkań o powierzchni 40 – 60 m2 zestaw kupisz już za 2 – 3 tys. zł. Montaż jest prosty i może wykonać go każdy (panele są lekkie) – nie potrzebujesz dodatkowych instalacji – wystarczy podłączyć do prądu. Koszty eksploatacji Typowy panel grzewczy na podczerwień emituje tyle samo energii cieplnej ile pobiera. Jest wiec bezstratny – przez to ekonomiczny. Przy ogrzewaniu węglem lub gazem powstają duże straty idące w komin do atmosfery – spalamy więcej paliwa niż potrzebujemy na ogrzanie dlatego jest to mniej ekonomiczne. Technologia paneli grzewczych Infrared pozwoli zmniejszyć Państwu straty finansowe związane z ogrzewaniem. Właściwie dobrany do pomieszczenia system paneli grzewczych pozwoli zaoszczędzić od 30 do 60 % na kosztach ogrzewania. Koszty ogrzania domu wahają się od 7 zł/m2/rok z bardzo dobrą izolacją do 15 zł/m2/rok bez izolacji. Porównując to z ogrzewaniem tradycyjnym (20 – 40 zł/m2/rok) można łatwo dojść do wniosku że ogrzewanie podczerwienią jest bardzo ekonomiczne i bije na głowę pozostałe rodzaje ogrzewania przy bezobsługowości. Zdrowie Promieniowanie podczerwone jest zupełnie nieszkodliwe dla człowieka i jegootoczenia. Panele na podczerwień są od lat używane w inkubatorach dla noworodków! Lampy podczerwone używane są także do wykluwania się piskląt kurczaków. Ponadto podczerwień ma zastosowanie w lecznictwie różnych schorzeń. Każdemu z nas poprawia samopoczucie promieniowanie podczerwone wysyłane przez Słońce. Ponieważ promieniowanie w odróżnieniu od innych źródeł ciepła nie podgrzewa tylko powietrza w pomieszczeniu powodując konwekcję (ruch powietrza) jest idealne dla alergików i astmatyków. Powietrze w pomieszczeniu nie ulega wysuszeniu jak w przypadku tradycyjnego ogrzewania powodującego wysychanie śluzówki nosa. Ciepło absorbowane jest przez ściany, sufit i podłogę, dzięki czemu zapobiega powstawaniu wilgoci, grzybów, pleśni tworząc zdrową atmosferę dla człowieka. Dofinansowanie W ramach programu operacyjnego Kawka ruszyły dofinansowania na wymianę węglowych i gazowych systemów grzewczych na oszczędne i ekologiczne ogrzewanie podczerwienią. Pomagamy w wymianie ogrzewania oraz zdobyciu środków na bardzo ekonomiczne, bezpieczne, bezobsługowe i wydajne panele grzewcze.   Chcesz dowiedzieć się więcej napisz na: kamilb9@gmail.com lub zapisz się z w panelu z boku.

Układ solarny

Solary – czyli kolektory słoneczne.

Kolektory słoneczne - innowacyjny jak na Polskie warunki system, który cieszy się coraz to większą popularnością w naszym kraju poprzez możliwość uzyskania dopłaty i skuteczność samego systemu. Zasadą działania kolektorów jest odbieranie promieniowania słonecznego(energia słoneczna) i przekazywanie jej czynnikowi grzewczemu którym może być woda czy też inny płyn niemarznący. Systemy używane są przez cały rok, jednak swoją największą efektywność osiągają w miesiącach MARZEC-PAŹDZIERNIK.

Budowa systemu kolektorów słonecznych:

  • zbiornik płynu - czyli zwykły zbiornik z wymiennikiem ciepła – nasz ogrzany płyn będzie przepływał przez niego i oddawał swoje „ciepło”
  • pompa cyrkulacyjna - wymusza obieg czynnika chłodniczego przez co wymiennik do kolektora
  • czynnik grzewczy - czyli nasz płyn zwany dalej medium stosowany w obiegu. Często jako płyn stosowana jest woda jednak kiedy w nocy temperatura spada poniżej zera może to być bardzo niebezpieczne dlatego stosowany jest też płyn -glikol.
  • naczynie wzbiorcze - wyrównywacz ciśnienia w układzie
  • sterowniki automatyczne - cała instalacja elektroniczna, która cały czas kontroluje temperaturę i w razie potrzeby alarmuje nas
  • wymiennik ciepła z zbiornika - najczęściej spiralna metalowa rura (miedziana) przez która przepływa medium i ogrzewa nasz płyn w zbiorniku.

Systemy solarny jako główne źródło ogrzewania domu ?

Zacznijmy od tego, że kolektory słoneczne głównie są sprzedawane w celu ogrzewania wody czyli instalacji c.w.u. Niektóre systemy mogły by się sprawdzić przy ogrzewaniu podłogowym gdzie nie potrzeba nam większych jak 45 stopni temperatur. Jeżeli chcielibyśmy nasz system solarny wykorzystywać jako główne źródło ciepła instalacji C.O byłby to bardzo duży wydatek w postaci kilku większych kolektorów. Moim zdaniem nie miałoby to sensu inwestycyjnego jeżeli chodzi o zwykły dom.

zrodlowfosigwwkrakowie

Ekologiczne dwa miliardy złotych w 20 lat

Ponad połowa terenu Małopolski to tereny objęte ochroną prawną ze względu na ich wyjątkową wartość przyrodniczą. 6 parków narodowych, 11 krajobrazowych, 84 rezerwaty przyrody – wszystkie te cenne przyrodniczo tereny wymagają szczególnej, kompleksowej ochrony. Już od 20 lat skutecznie finansuje ją Wojewódzki Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Krakowie.

 

SYSTEMOWA OCHRONA

Cennych przyrodniczo terenów nie wystarczy ogrodzić czy utworzyć na ich terenie parku narodowego lub krajobrazowego. Zanieczyszczenia środowiska nie da się przecież ograniczyć tylko do pewnego terytorium, zatrzymać na granicy obszarów chronionych, zamknąć pod kloszem tak, aby działalność człowieka nie miała na nie wpływu. Skuteczna ochrona przyrody to ochrona kompleksowa – obejmująca powietrze i redukcję zanieczyszczeń do niego trafiających, efektywną gospodarkę odpadami czy kompleksową ochronę wód. Unia Europejska zobowiązała wszystkie państwa członkowskie do skutecznej ochrony przyrody. Wiele z tych zobowiązań udało nam się wypełnić z nadwyżką (np. ograniczenie emisji dwutlenku węgla do atmosfery – do 2012 roku mieliśmy ograniczyć ją o 6% w stosunku do wartości bazowych z 1988 roku, ale już w 2010 udało się osiągnąć 29% redukcji). Ma to nierozerwalny związek z coraz większymi środkami finansowymi przeznaczanymi na inwestycje prośrodowiskowe. Tylko w 2011 roku nakłady na ochronę środowiska w Polsce wyniosły około 12 mld zł, ponad połowę tych środków przeznaczono na gospodarkę ściekową i ochronę wód. Tak znaczący wzrost środków i inwestycji to jednak nie tylko zasługa wymogów unijnych.

 

POLSKA EKOLOGICZNA

Przypadający na lata 70. rozwój energetyki, hutnictwa, przemysłu chemicznego oraz górnictwa przyczynił się do znacznego pogorszenia stanu środowiska naturalnego m.in. w Galicji. Aby temu zapobiec w 1989 roku wydzielono z budżetu państwa środki na ochronę środowiska a do zarządzania nimi powołano Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. Cztery lata później utworzono wojewódzkie fundusze ochrony środowiska, finansujące ochronę środowiska w regionach. NFOŚiGW, tylko w ciągu pierwszych 20 lat funkcjonowania, na finansowanie przedsięwzięć ekologicznych przeznaczył 21,4 mld zł.

 

MALOPOLSKA EKOLOGICZNA

Turystyczna siła Małopolski to nie tylko stolica regionu, do której rocznie zjeżdża nawet 9 mln turystów. Tatrzański Park Narodowy w ubiegłym roku odwiedziło ponad trzy miliony amatorów górskich wędrówek. Pozostałe pięć małopolskich parków narodowych to kolejne półtora miliona turystów. Śmiało można  więc powiedzieć, że jest to,  poza stolicą regionu, główny kapitał turystyczny Małopolski.

 

Niestety małopolskie stacje monitoringu powietrza wciąż odnotowują znaczne przekroczenia stężeń dopuszczalnych pyłów, zwłaszcza zanieczyszczeń nad Krakowem czy Zakopanem. Dlatego w 2013 roku Wojewódzki Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Krakowie kontynuuje finansowanie programu Ograniczenia Niskiej Emisji na terenie województwa Małopolskiego. – Dotychczas udało nam się znacznie zmniejszyć zanieczyszczenie powietrza dzięki wymianie palenisk domowych na ekologiczne źródła ciepła – mówi Małgorzata Mrugała, prezes WFOŚiGW w Krakowie – Dzięki naszym dofinansowaniom zlikwidowano aż 4600 tradycyjnych palenisk domowych. To wymierna korzyść dla środowiska: o 5 462 Mg mniej SO2 i aż o 10 644 Mg mniej CO w powietrzu.

 

CIEPŁO Z WNĘTZRA ZIEMI

Wojewódzki Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Krakowie dofinansował między innymi instalację ekologicznych pomp ciepła w Centrum Jana Pawła II „Nie lękajcie się!” w Łagiewnikach. Będzie to główne źródło ciepła w olbrzymim kompleksie – Zdecydowaliśmy się na innowacyjne rozwiązanie, jakim są pompy ciepła głównie ze względów ekonomicznych – mówi Piotr Sionko, rzecznik prasowy Centrum Jana Pawła II w Krakowie – W ramach Centrum już dziś działają trzy budynki, powstają kolejne. Cały kompleks będzie miał powierzchnię użytkową nawet kilkudziesięciu tysięcy metrów kwadratowych. Większość z nich to ogromne, otwarte przestrzenie, które trudno ogrzać. Kaskada pomp ciepła z pionowym wymiennikiem gruntowym, zastosowana w Centrum, nie tylko ogrzewa budynki zimą, ale również klimatyzuje je latem. Dodatkowo w systemie zastosowano agregat kogeneracyjny.  – Charakter kompleksu i jego patron, Jan Paweł II, zobowiązują. Zależało nam na tym, żeby dawać dobry przykład dla podobnych inwestycji nie tylko w Małopolsce, ale w całym kraju – tłumaczy Piotr Sionko – Kiedy rozpoczynaliśmy inwestycję, byliśmy jednymi z pierwszych w Polsce, którzy wykorzystali kogenerację. Kraków jest trudnym miastem, jeżeli chodzi o zanieczyszczenie powietrza. Centrum Budujemy w niezurbanizowanym zakątku Krakowa, zdarza się, że widujemy tu sarny i inne dzikie zwierzęta. Nie chcieliśmy przyczyniać się do zanieczyszczania powietrza.

 

KANALIZOWANIE ZANIECZYSZCZEŃ

Największym zagrożeniem dla jakości wód powierzchniowych, w które Polska jest wyjątkowo uboga, jest duży pobór wody do celów przemysłowych i prywatnych, a także wprowadzenie do wód powierzchniowych ścieków komunalnych i przemysłowych. W 2010 roku mieszkańcy i zakłady produkcyjne Małopolski wyprodukowały ponad 557 milionów metrów sześciennych ścieków. Taką ilością można by wypełnić jednocześnie Jezioro Czorsztyńskie, Rożnowskie i Dobczyckie. Największym zagrożeniem dla środowiska wodnego przy takich ilościach ścieków są znaczne braki w sieci kanalizacyjnej. W 2010 roku w Małopolsce osiągnęła ona zaledwie połowę długości sieci wodociągowej.

- Budowa kanalizacji w Małopolsce jest niestety sprawą kosztowną, ze względu na duże zróżnicowanie terenu i trudną logistycznie, przez znaczne rozdrobnienie własności terenów – tłumaczy Małgorzata Mrugała – Jej brak znacząco odbija się na jakości wód powierzchniowych w regionie. W 2011 roku prawie 70%  zbiorników wodnych i rzek miała zły stan wody. Są wśród nich Zbiornik Czchów, Poprad, Dunajec, Łososina, Wisła, czy Wilga w Krakowie. Niestety podobnie wyglądają wyniki czystości wód dla terenów prawnie chronionych. Dlatego ponad 60% inwestycji, które dofinansowujemy, to właśnie inwestycje związane z gospodarką ściekową.

 

Dzięki dofinansowaniom WFOŚiGW w Krakowie w regionie wybudowano już ponad 3 202 km kanalizacji (można by nią dwa razy połączyć Kraków z Rzymem) i podłączono do niej ponad pięćdziesiąty tysięcy budynków. Planowane jest wybudowanie kolejnego tysiąca kilometrów sieci kanalizacyjnej w ramach 22 projektów samorządowych, które Fundusz dofinansuje kwotą 700 mln zł. WFOŚiGW w Krakowie jest liderem we wspieraniu samorządów gminnych w realizacji projektów pro środowiskowych w Polsce. – Finansujemy nie tylko zadania z zakresu gospodarki wodno-ściekowej i ochrony powietrza, ale także termomodernizacje, gospodarkę odpadami, ochronę przed hałasem oraz edukację ekologiczną – mówi prezes WFOŚiGW w Krakowie – Dofinansowań ze środków krajowych udzielamy w formie pożyczek i dotacji, oraz na przykład dopłat do spłaty kredytów bankowych.

 

20 LAT FINANSOWANIA

W ciągu 20 lat istnienia Wojewódzki Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Krakowie na ochronę środowiska w Małopolsce wydał 2 mld zł. Ze środków tych skorzystało ponad 1,5 mln beneficjentów. Finansowanie objęło nie tylko kanalizację czy ekologiczne źródła ciepła, ale także zakup 50 samochodów ratowniczo-gaśniczych dla jednostek Państwowej i Ochotniczej Straży Pożarnej, czy finansowanie wypoczynku dzieci i młodzieży. Dzięki WFOŚiGW na zielone szkoły wyjechało ponad 15 tys. uczniów.

 

ekodom

Budownictwo zrównoważone

Budownictwo zrównoważone to szeroki i bardzo pojemny temat, obejmujący trzy podstawowe segmenty – środowiskowy, ekonomiczny oraz społeczny. Budownictwo zrównoważone to połączenie odpowiedniego projektowania i budowania, ze szczególnym poszanowaniem otaczającej przyrody poprzez wykorzystanie materiałów i technologii przyjaznych środowisku. Głównym założeniem jest zmniejszenie zużycia energii oraz oszczędne gospodarowanie dostępnymi surowcami począwszy od etapu projektowania budynku poprzez realizacje, a skończywszy na wykończeniu. Dlatego też obecnie, przy kurczących się zasobach surowców energetycznych oraz rosnących cenach paliw i energii, to już nie tylko modny trend na rynku, ale rzeczywista potrzeba, która została usankcjonowana prawnie przez Unię Europejską. Budownictwo zrównoważone jest zatem wynikiem połączenia wielu rozwiązań i technologii, które przekładają się na zmniejszenie zapotrzebowania na energię pierwotna i ograniczenie negatywnego oddziaływania na środowisko.

Mówiąc o domu energooszczędnym, jego realizacja rozpoczyna się już od odpowiedniego planowania i wykonania projektu. Kluczowe znaczenie ma ograniczenie strat ciepła przez przegrody zewnętrzne, w tym ściany i okna. Bryła budynku powinna być dość prosta i zwarta, bez zbędnych lukarn czy wykuszy, zmniejszając powierzchnię ścian zewnętrznych, a tym samym ilość traconego przez nie ciepła. Prawidłowo dobrane i rozmieszczone okna nie tylko ograniczą straty ciepła przez przenikanie, ale w bezchmurne dni, wpadające przez promienie słoneczne ogrzeją wnętrze budynku,

Odpowiednie usytuowanie budynku na działce oraz odpowiednia aranżacja zieleni wokół domu, pozwala znacznie ograniczyć straty ciepła zimą, zaś latem skutecznie chronić przed znacznym wzrostem temperatury.

Z jakich materiałów zbudowany jest dom energooszczędny?

Materiały wykorzystane w budownictwie zrównoważonym powinny posiadać niezbędne atesty i certyfikaty, i pochodzić od renomowanych producentów. Domy energooszczędne najczęściej powstają jako konstrukcje dwuwarstwowe, trójwarstwowe lub szkieletowe. Najlepszym materiałem do ich budowy jest beton komórkowy lub ciepła ceramika. Najgorsze właściwości termoizolacyjne posiadają cegły ceramiczne i silikatowe, które są najczęściej stosowane. Bardzo ważnym aspektem jest również odpowiednia izolacja cieplna. Warstwa izolacji ścian oraz podłóg powinna mieć grubość min.20 cm. Z racji, iż najwięcej ciepła ucieka przez dach, w tym miejscu izolacja cieplna powinna być znacznie większa. Nawet 35-45 cm. Izolację ścian stanowi styropian, zaś dachów wełna mineralna lub jej odpowiednik.

Zastosowana stolarka okienna powinna mieć współczynnik przenikania ciepła na poziomie U=0,9 W/(m²K). Uzyskanie takich parametrów izolacyjności termicznej dla całego okna możliwe jest tylko przy odpowiednim doborze profili okiennych i zastosowaniu zespolonych szyb, wypełnionych gazem szlachetnym: kryptonem lub ksenonem.

Zastosowane technologie.

Najwięcej ciepła tracone jest przez niewłaściwą wentylację. Zastosowanie wentylacji wymuszonej z rekuperatorem ciepła pozwala uniknąć strat ciepła. W tradycyjnym budownictwie największe straty ciepła wynikają z wentylacji. Z tego względu w budownictwie energooszczędnym stosuje się rekuperator. Jest to urządzenie, dzięki któremu możliwe jest odzyskanie ciepła z powietrza wywiewanego wentylacją, na zewnątrz danego budynku. Proces rekuperacji jest w stanie ograniczyć straty ciepła, wywoływane wentylacją domu. Proces ten umożliwia znaczne obniżenie zużycia energii (nawet do 80%), niezbędnej do ogrzania nawiewanego powietrza.

Ciepłą wodę w domu energooszczędnym zapewniają kolektory słoneczne. Wykorzystując energię słoneczną są w stanie ogrzać wodę zużywaną przez przeciętną rodzinę. Kolektory montowane są w przechyle 25-45 stopni, w kierunku południowym. Ciepło zgromadzone w kolektorach słonecznych, może zostać częściowo przekazane do systemu ogrzewania centralnego. Pozwoli to na zmniejszenie kosztów jego użytkowania.

Do ogrzewania całego budynku i wody może służyć pompa ciepła. To urządzenie, które pobiera ciepło z otoczenia (między innymi wody, gruntu, czy powietrza), a następnie skumulowaną w ten sposób energię wykorzystuje w systemie centralnego ogrzewania.

W domu energooszczędnym można zastosować bardziej zaawansowane technologie w postaci systemu regulacji pogodowej. System pozwala dopasować temperaturę wewnątrz budynku do warunków zewnętrznych, co obniża koszty ogrzewania.

Ważną kwestią, która musi zostać rozwiązana jest odprowadzanie ścieków. Najczęściej stosuje się albo centralne podłączenie do kanalizacji albo zainstalowanie szamba. Te rozwiązania pociągają za sobą znaczne koszty. Szczególnie, w przypadku szamba. Mają one określone pojemności, co wiąże się z koniecznością częstego opróżniania, a to powoduje wysokie koszty eksploatacji. Lepszym rozwiązaniem jest przydomowa oczyszczalnia ścieków. Jest znacznie tańsza w użytkowaniu, sprzyja środowisku i jest prosta w obsłudze. Takie oczyszczalnie stosuje się w domach energooszczędnych.

Domu powinien być wyposażony w odpowiedni sprzęt elektroniczny, sprzyjający środowisku oraz w oświetlenie LED-owe, które pobiera minimalne ilości energii i będzie służyć przez wiele lat. Decydując się na zakup urządzeń AGD i RTV, wybiera się te, o najwyższej klasie energooszczędności. Takie działania sprzyjają nie tylko środowisku, ale również naszym portfelom.

Co zyskujesz?

- korzyści dla Twojego portfela w postaci zmniejszenia kosztów eksploatacji domu

-korzyści dla środowiska w postaci zmniejszenie emisji zanieczyszczeń do Twojego najbliższego otoczenia 

-korzyści dla Ciebie i Twojej rodziny- wysoki komfort mieszkania w domu energooszczędnym, pozytywny wpływ na zdrowie

art1-small

Jak możemy oszczędzić energię w domu?

O oszczędzaniu energii mówi się ostatnio dużo. W telewizji możemy zobaczyć przekonujące reklamy, by wyłączać prąd i włączać oszczędzanie. Jednak nie wystarczy na noc wyciągnąć wtyczkę z kontaktu i pamiętać, by sprzęt AGD i RTV zawsze był zgaszony jak wychodzimy z domu. Co prawda, jest to dobry start, ale trzeba się bardziej postarać.

Zanim doradzimy Wam, jak oszczędzić energię w domu, prostymi metodami, zastanówmy się, po co mamy to robić? Otóż dla środowiska oraz by odłożyć trochę pieniędzy. Jednak ten pierwszy argument jest kluczowym. Dużo się mówi o tym, że kończą się źródła naturalne (typu węgiel, ropa czy gaz), a nowe są dopiero w fazie prób i testów. Nie możemy ryzykować, zużywając bezsensownie energię, powinniśmy ją tak dawkować, by wystarczyła nam na długie lata. Dlatego przekaz z ust profesora Bralczyka jest początkiem. Co dalej?

 

Gdy już wejdzie Ci w nawyk, wyłączanie urządzeń elektrycznych i odłączanie od prądu wtyczek od sprzętu, który nie jest wykorzystywany, możemy przejść do bardziej zaawansowanych metod. Niestety, nadal mamy tendencję do pozostawiania światła w pomieszczeniach, w których nie przebywamy – zapominamy wyłączyć lampkę przy biurku, na korytarzu całą noc świeci się żyrandol, no i ta łazienka.. Zawsze umknie nam kliknięcie w włącznik i po kilku godzinach znowu wchodzimy do rozświetlonego pomieszczenia. Przerzuć się również na energooszczędne żarówki lub te najnowszej technologii (led), chociaż one kosztują dużo więcej. Zmień też zwykłe baterie na akumulatory. Będzie oszczędniej i wyjdzie na zdrowie środowisku naturalnemu.

Także, nie przesadzaj z temperaturą w domu. Zaprogramuj sobie system tak, żeby było o jeden stopień zimniej, niż do tej pory, a żeby nie czuć dyskomfortu, ubierz się cieplej. Również wietrz dom z głową, zbyt mocne wyziębienie, powoduje, że piec znowu nam się włączy i od nowa będzie pracować, by wyrównać temperaturę. Możesz też podgrzewać obiad w mikrofali, nie potrzebujesz do tego całej kuchenki i piekarnika. Gotuj w czajniku tyle wody, ile rzeczywiście potrzebujesz! A jeżeli jesteśmy w temacie kuchni, pamiętaj by lodówka stała w chłodnym i nienasłonecznionym miejscu, a otwieraj ją na krótko. Nie wstawiaj do niej też gorących potraw czy dopiero, co ugotowanych dań i.. kup zmywarkę, którą uruchamiaj, gdy będzie pełna. Oszczędza ona nawet do 30% energii i wody.

Jak sami widzicie, nie musimy radykalnie zmieniać naszego życia, by wprowadzić oszczędności, które są „zdrowe” dla środowiska. Wystarczy pamiętać o świetle i tym, by wyłączyć sprzęt elektryczny, a nie do uśpić. Możemy też się przesiąść w komunikacje miejską, by oszczędzać paliwa, ale to już jest temat na inny artykuł.

art3

Ekologia zawsze w modzie

Jon Frontchain z Uniwersytetu Deleware w Nowym Jorku, przeprowadzał szereg badań, które wykazały, iż mieszkając z dala od lasów i zielonych łąk, człowiek popada w sukcesywną depresję. Według jego obserwacji wynika, że my ludzie XXI wieku, wiedząc tak wiele o ekologii, żyjemy w ciągłym niebezpieczeństwie zatruć własnego organizmu. Oddychamy zatrutym spalinami powietrzem, pijemy zatrutą ściekami chemicznymi wodę, a także nasza żywność, aż ocieka od trujących nasz organizm konserwantów. Aby zatem nie być ciągle narażonym na utratę naszego drogocennego zdrowia, musimy być coraz bliżej z ekologią – informuje nas Jon Frontchain.

Kapitał leży w naturze

Jak podają opracowania ekologiczne ziemi mrągowskiej, kapitałem tej okolicy jest czyste powietrze i pozbawiona skażeń gleba i woda. Doktor Anna Chmielewska- Drubień na łamach lokalnego tygodnika Warmii i Mazur, stwierdziła, iż tylko wyżej wspomniane warunki bytowe, są w stanie zapewnić danemu rejonowi należyty rozwój. Czysta gleba i woda, będzie sprzyjać zdrowemu rozwojowi rolnictwa, zaś chroniąc środowisko naturalne, chronimy siebie i nasze rodziny. Zatem jak mawia pani Chmielewska- Drubień należy zjednoczyć się w działaniu dla ratowania Ziemi przed zagładą. Jest to podstawą życia każdego mieszkańca naszej planety.

Przeludnienie naszego globu

Jak podają najnowsze dane z roczników statystycznych, jest nas na Ziemi około 6,9 miliarda. Ostatnimi czasy notuje się spadek liczby zgonów, do liczby przyrostu naturalnego. Ziemian jest za dużo w stosunku do wielkości naszej planety. Każdy człowiek potrzebuje mieszkania, ubrania, jedzenia, energii cieplnej i elektrycznej, lekarstw oraz innych dóbr konsumpcyjnych. To powoduje, że zużywamy ogromne ilości surowców naturalnych, czego dostawcą jest ziemia. Skutkiem powyższego zjawiska, jest niszczenie środowiska naturalnego. Konsekwencją ogromnego przeludnienia jest emisja nadmiernej ilości gazów cieplarnianych oraz dymu, który jest przyczyną złego ocieplenia klimatu. Aby ekologii wyjść naprzeciw, musimy nasze życie dostosować do odpowiednich wymogów, które w mniejszym stopniu będą wpływać na zatruwanie naszej planety. Jednym z ekotrendów jakie proponują naukowcy, jest zastosowanie katalizatorów spalinowych do samochodów, jak również katalizatorów ekosystemowych, na kominy domów mieszkalnych, ogrzewanych węglem i olejem opałowym.

Drzewa

Mówiąc o nowych trendach w ekologii, nie wolno nam pominąć wielu aspektów, dotyczących drzew. Jak wiadomo, drzewa są surowcem, z którego możemy wykonywać szereg mebli, schodów, a także można je wykorzystać jako opał. Już w dziewiętnastym stuleciu, oświeceniowy ksiądz i uczony Stanisław Staszic, pisał w swoich doktrynach i rozprawach, aby człowiek odpowiednio postępował z drzewami. Nie wolno obcinać im zdrowych gałęzi, nie wolno wycinać żywych choinek, a jeżeli już musimy ściąć jakieś drzewo musimy w to miejsce posadzić dwa nowe drzewka. Profesor filozofii Halina Łęczycka, sugeruje, że gdyby człowiek z doby dwudziestego pierwszego stulecia, choć trochę poczytał rad staszicowskich, w ogóle nie musielibyśmy mówić o ekologii. W jej traktatach dotyczących ochrony przyrody, wyczytać można, że posiadanie antyków, bardzo chroni dzisiejszą przyrodę. Miłość do starych mebli powoduje, że nie kupujemy nowych. Brak popytu na drewniane meble, hamuje wycinkę nowych drzew. A gdy nastąpi ewentualność, że znudzi nam się takowy antyk, zawsze możemy go przekazać drugiemu użytkownikowi, który go poszanuje prze kolejne lata.

Korzystaj z bibliotek

Kolejną nowalijką w zakresie ekologii, jest namawianie ludzi do korzystania z bibliotek. Kupowanie nowych książek, jest gwoździem do trumny w aspekcie wycinania drzew. Bardzo chlubnie postępowano w czasach, gdy podręczniki szkolne były przekazywane kolejnemu rocznikowi młodszych kolegów szkolnych. Zaś w dobie dzisiejszej, zmiana goni kolejną zmianę, co powoduje, że z roku na rok podręczniki mamy inne. Jak podają ostanie sondaże, rzadko kiedy człowiek pamięta o czymś takim jak skup makulatury. Raczej każdy, woli wyrzucać ją na śmietnik lub spalać. Ekotrendem naszego stulecia, jest odpowiednie zaopatrywanie się w papier. Na wielu produktach papierniczych, widnieje napis,… wyroby papierowe pochodzące tylko z przerobu makulatury, i takie właśnie produkty powinniśmy nabywać. Priorytetem w ochronie środowiska jest zniesienie zakazu uprawy konopi. Z konopi można wyprodukować papier, odzież, liny i lekarstwa. Produkując papier z konopi mniej wytniemy drzew.

Budynek ekologiczny XXI wieku

Ekotrendy dotyczą także naszych domów. Dom budować należy z lokalnych surowców naturalnych takich jak kamień, glina, cegła, trzcina itp. Wspomniany budynek mieszkalny, należy tworzyć z wykorzystaniem technologii energooszczędnych, wymagających mało energii cieplnej do ogrzania wszystkich pomieszczeń. Ważnym i zarazem znaczącym trendem ekologicznym, jest korzystanie z naturalnych, a co najważniejsze z odnawialnych źródeł energii. Tymi źródłami energetycznymi jest wodna, energia wiatrowa, słoneczna, biomasy, pompy ciepła, pompy paliwa wodorowego. Do ogrzewania mieszkania mniej szkodliwy jest gaz ziemny niż olej opałowy czy węgiel kamienny.

Śmiecie

Aby czyściej było wokół nas, a znane nam ekosystemy nie były zagrożone, należy bacznie przyjrzeć się temu, co robimy ze śmieciami i co tak naprawdę je stanowi. Z wyjątkiem tego co zjemy, wszystko kiedyś będzie śmieciem i znajdzie się ono na śmietniku. Należy, zatem kupować mniej produktów. Jedząc mniej będziesz zdrowszy, to teza nowojorskich lekarzy pierwszego kontaktu. Produkty żywnościowe należy nabywać luzem. Najczęściej bowiem opakowania żywności, są materiałem niebiodegradowalnym. Na zakupy trzeba brać ze sobą lnianą torbę, koszyk wiklinowy, plecak lub inne nosidełko z materiałów naturalnych. Śmieciami nieraz są także i nasze ubrania. Zatem nie wyrzucajmy ubrań i innych przedmiotów nadających się jeszcze do użytku, na śmietnik.

Jak nie trudno zauważyć, wszystkie te trendy ekologiczne, nie przyczynią się do zubożenia naszej kieszeni. Warto jest zatem ich przestrzegać, a i my i nasza natura będziemy bogatsi.

Układ solarny

Jakie problemy występują przy eksploatacji termicznej instalacji słonecznej?

W MOMENCIE URUCHOMIENIA TERMICZNEGO SYSTEMU SŁONECZNEGO WAŻNE JEST, ABY POSIADAĆ WIEDZE DOTYCZĄCĄ JEGO UŻYTKOWANIA I KONSERWACJI.

Instalacja kolektorów słonecznych nie jest skomplikowanym systemem niemniej jednak należy zwrócić uwagę na trudności, jakie mogą wystąpić podczas eksploatacji zarówno dużej jak i małej instalacji kolektorów słonecznych.

Przyczyną kłopotów dla użytkownika kolektorów słonecznych jest kurz, który osiada na powierzchni przesłony przezroczystej lub na powierzchni absorbera (w przypadku nieszczelności obudowy) i powoduje, że promieniowanie słoneczne zamiast docierać bezpośrednio do absorbera jest odbijane i rozpraszane na drobinach kurzu.  Powierzchnia kolektorów powinna być przynajmniej raz w roku myta wodą, najlepiej pod ciśnieniem i z dodatkiem detergentu.

Kolejnym problemem związanym z przesłoną przezroczystą kolektora słonecznego  jest zaparowywanie i skraplanie się wody na szybie, co powoduje tak jak w poprzednim przypadku utrudnienie przenikania promieni słonecznych.

Absorber kolektora słonecznego z biegiem lat podlega procesowi starzenia. Proces ten polega na zmniejszonej zdolności do absorbowania promieniowania słonecznego przy jednoczesnym zwiększeniu wypromieniowania podczerwonego. Konsekwencją jest zmniejszenie sprawności kolektorów słonecznych

Powłoki absorbujące są narażone na trudne warunki pracy takie jak wysokie temperatury i wilgoć, szczególnie w kolektorach płaskich co w daleko  idącej konsekwencji skutkuje zmianą kształtu i struktury tej części instalacji, tak jak to widać na zdjęciu poniżej.

Przyczyną strat ciśnienia i ubytków płynu w instalacji są przecieki zlokalizowane w przewodach rurowych i na połączeniach, pomiędzy kolektorami oraz w zaworach odciążających lub odpowietrzających. W takim przypadku należy wymienić uszkodzony element i uszczelnić połączenia. Często powodem usterki jest zanieczyszczenie występujące w połączeniach lub pęknięciach. W miarę możliwości należy usunąć zanieczyszczenia a jeżeli to nie zapobiegnie przeciekom wymienić element.

W skład instalacji słonecznej często wchodzą pompy obiegowe które jako część bardziej skomplikowana pod względem budowy podlega często oddzielnemu serwisowaniu.

Kolejną częścią instalacji słonecznej jest zbiornik. Problemem może być nadmiernie wychłodzony zbiornik a przyczynami tego problemu są  :

–         niewłaściwie wykonana lub niedostateczna izolacja termiczna rur instalacji

–         uszkodzenie zaworu zwrotnego

–         nieustannie pracująca pompa cyrkulacyjna.

Wyżej wymienione problemy i ich przyczyny nie stanowią zbioru wszystkich problemów jakie występują w instalacjach słonecznych ale obrysowują zakres informacji w tym temacie.

OKRESOWA KONSERWACJA

Każda nowopowstała instalacja słoneczna powinna być objęta umową o konserwację dla solarnych instalacji grzewczych, które to umowy dotyczą wyłącznie do instalacji solarnych. Konserwacja powinna być przewidziana w odpowiedniej klauzuli kontraktu gwarantującego rezultaty pracy systemu solarnego. Umowa o konserwację wchodzi w życie wraz z dniem odbioru systemu.

Służby konserwatorskie powinny prowadzić:

–        wymianę (dostawę i instalację) wszystkich zużywających się elementów (uszczelki, bezpieczniki, lampki kontrolne),

–        ewentualne uzupełnianie płynu w obwodzie pierwotnym,

–        naprawę ewentualnych przecieków układu hydraulicznego,

–        sprawdzanie ciśnienia w obwodzie:

–        ciśnienie minimalne:

–        ewentualną wymianę komponentów (szyby kolektora),

–        inne czynności kontrolne niewymienione powyżej, ale wnioskowane przez klienta.

Wymiana większych elementów może być prowadzona po uzyskaniu akceptacji kosztów przez właściwą jednostkę.

wodna

Elektrownia Wodna w Zaporożu

Rzeka Dniepr jako najbardziej ,,zasobna w energię” na Ukrainie ,w czasach sowieckich zabudowana została kaskadą 6 elektrowni wodnych o łącznej mocy ponad 3700 MW. Krzemieńczucka,kachowska,dnieprodzierżyńska,zaporoska,kijowska i kaniowska.I tam gdzie sięgały Kresy dawnej Rzeczypospolitej,gdzie bywali Chmielnicki,Skrzetuski,Tuhaj-bej, dosłownie vis a vis Zaporoskiej Siczy wznosi się majestatycznie kolos wielkiej zapory na Dnieprze o wysokości 60 i długości 760 metrów.Wchodzi ona w skład hydrowęzła obejmującego zbiornik wodny o powierzchni 420 km2 i Elektrownię Dnieprogres.Budowę obiektu rozpoczęto w 1927-28 roku zgodnie z założeniami stalinowskich ,,pięciolatek” industrializacji i elektryfikacji ZSRR.Ujarzmienie tak potężnego żywiołu nie było proste ale naród wspomagany strachem i pojony ideologią potrafił dokonywac cudów.Już w 1932 roku na ukończonej zaporze oddano do użytku drogę dla ruchu kołowego i kursować zaczęły nawet tramwaje a elektrownia osiągnęła moc 560 MW.Powstanie zbiornika wodnego spowodowało też zalanie słynnych dnieprzańskich progów skalnych i umozliwiło żeglugę w dolnym i środkowym biegu rzeki.Niestety nie ma możliwosći poznania szczegółów tych osiągnięć.Jak to w systemie totalitarnym nie pozostało zbyt wiele dokumentacji a dostęp do niej jest w zasadzie niemożliwy.Świadków też już nie znalazłem.Na moje pytania tyczące się tego wszyscy zagadnięci odpowiadali tylko coś w rodzaju:,,człowieku,ilu tam ludzi zginęło…”.Jedynym materiałem chyba ogólnie dostępnym to książka L.I. Kucharenki z lat pięćdziesiątych ale to same peany na cześć wyższości społeczeństwa komunistycznego nad kapitalistycznym,walce klas,przemówienia i pochwały czerwonych wodzów itp.

Podczas II wojny światowej po wyzwoleniu Zaporoża rozpoczęto rozbudowę i modernizację elektrowni do stanu w zasadzie zbliżonego do tego z dnia dzisiejszego.Było to równiez niemałe przedsięwzięcie.I tu udaje mi się dotrzeć do jego uczestników.Bez większego trudu umawiam się na rozmowę.Małe mieszkanko przy Prospekcie Lenina(podobno jest to najdłuzsza ulica w Europie).Wita mnie uśmiechnięte starsze małżeństwo.Poznali się i pokochali pracując jako młodzi komsomolcy na tej właśnie wielkiej budowie.Bardzo romantyczne.Chętnie podzielą się swoją wiedzą i przeżyciami z czytelnikami.Pamiętajmy,że to pokolenie urodzone i wychowane juz w czasach stalinowskich więc wnioski wyciągnijmy sami.Pijemy herbatę i spokojnie słucham opowieśći.

,,23 lutego 1944 roku Narodowy Komitet Obrony zadecydował o zwróceniu władzom cywilnym Elektrowni Dnieprogres im. W. I. Lenina.Dyrekcji przedsiębiorstwa polecono przeprowadzenie wielu pilnych zadań,ustaleń,a w szczególności wykształcenie i zorganizowanie specjalnych budowlano-montażowych ekip zwanych Dnieprostrojcami(budowniczowie Dniepru).Dla rozwiązania tego problemu do Zaporoża przybyła grupa kadry kierowniczej prowadzonej przez głównego inżyniera F.G. Łoginowa-zastępcę Ludowego Komisarza elektrowni ZSRR.Rozpocząć należało od usunięcia przeszkadzającego gruzu-rozbitego  betonu,którego zalegało na jakieś ćwierć milona metrów3.W tym samym czasie prowadzono też inne roboty przygotowawcze.Wkrótce został przebity pierwszy tunel-otwór dolny,których potem było 16-i umieszczony silniczek o mocy 3 kW.I to tam gdzie dawniej energetyczne mozliwości mierzyło się setkami tysięcy kilowatów! 7 lipca 1944 roku w rany tamy wylano pierwszy metr sześcienny betonu.

W związku z trudnosciami bo był to jeszcze czas wojenny przy robotach przewidywano maksymalne wykorzystanie lokalnych dostępnych materiałów.Opierano się na takich urządzeniach i maszynach jakie były dostepne w tej chwili lub wykonane we własnym zakresie.Uruchamiać Dnieprogres zjeżdżali się dawni jego budowniczowie i pracownicy a także młodzież,która dopiero stawiała pierwsze kroki w swoim życiu.Dla niej jak i dla weteranów słowo<odbudowa> stanowiło symbol.Trudno było budowniczym odnawiać tamę.Złe warunki mieszkaniowe,brak żywności a w pracy ani narzędzi,materiałów,maszyn.Nikt nie narzekał.Przecież na froncie było jeszcze trudniej.Jak całej Radzieckiej Ukrainie tak i nam ogromną pomoc okazywały bratnie republiki a przede wszystkim wielki naród rosyjski.Z rezerw przeznaczonych dla frontu Narodowy Komitet Obrony przyznał nam 44 samochody ciężarowe.Armia przysłała brygadę inżynieryjno-budowlaną a flota grupę płetwonurków.Kolej kilka parowozów i trzysta zdobycznych wagonów.W czasie wykonywania najbardziej czasochłonnych prac z dalekiej Buriacko-Mongolskiej Autonomicznej Republiki przybyły 252 konie a zaraz potem jeszcze 127 z Mołdawii.Dięki temu udało się częściowo zrekompensować braki maszyn budowlanych.

1 grudnia 1944 roku Narodowy Komitet Obrony orzekł <<W sprawie środków pomocy w odbudowie Elektrowni im. W.I. Lenina>> jej zwiększenie.Coraz większa liczba pociągów wysyłana została do Zaporoża z Uralu i Syberii,z Moskwy,Leningradu,Baku,Petrozawodska,Taszkientu i innych miast kraju.Drewno budowlane spławiano Dnieprem przez progi,które pojawiły się w związku z obnizeniem poziomu wody uciekającej przez ubytki w zniszczonej tamie.Na tratwach znowu stanęli smagli od wiatru,barczyści flisacy-piloci z Kamienki Dnieprowskiej.Wsród nich wyróżniał się i był darzony wielkim szacunkiem przez budowniczych Kuźma Iwanowicz Kazaniec.Prowadził on karawany flisaków przy pierwszej budowie tamy i chętnie podjął sie tej niełatwej,często niebezpiecznej pracy przy jej odbudowie.

Za wynik i jakośc pracy budowniczowie odpowiadali przed całym krajem.Prawie wszystkie komsomolsko-młodzieżowe kolektywy przyznały sobie prawa i obowiązki frontowe.Jednym z pierwszych takich był zespół Ani Łoszkariewej,która przyjechała na naszą budowę z Uralu.

W ulotkach <<Prawdy>> razem z wiadomościami o ilosci ulic zajętych przez nasze wojska w Berlinie publikowano raporty o ilości betonu wlanego w zraniona tamę i nazwiska tych,którzy tego dokonywali-Marii Bielik,Żeni Romanko i wielu,wielu innych.

Budowniczowie rozumieli,że dla ożywienia gospodarki jest bardzo potrzebna stal,której do wojny głównym producentem była fabryka ZAPOROŻSTAL.Tak i samej <<ZAPOROŻSTALI>> jak i innym dużym przedsiębiorstwom Przydnieprza potrzebna była praca Dnieprogresu.Dlatego właśnie odbudowa tych obiektów stała się priorytetem.Były to dwa główne projekty budowlane kraju.

W sierpniu 1946 roku pierwszym sekretarzem zaporoskiego komitetu partii wybrany został Leonid Ilicz Breżniew.O tych trudnych warunkach wspominał później Leonid Ilicz:

<<Potrzebna była ogromna praca organizacyjna wśród mas,polityczna uwaga,operacyjne umiejętności zarządzania żeby prawidłwo oceniać sytuację,zarys głównych obszarów działania,skoncentrować wysiłki i zasoby na głównych odcinkach.Potrzebne były bolszewicki cel,bezgraniczna wiara w nasze siły,silna wola i ogromna pracowitość żeby pokonać wszystkie przeciwności i osiągnąć sukces>>

Wciąż przed budowniczymi i monatażystami wyrastały niezmiernie trudne zadania.I zawsze pierwszemu sekretarzowi partii udawało się razem z kolektywem rozwiązywać problemy i brać udział w osiąganiu sukcesów.Było to mozliwe tylko dzięki ciągłemu przebywaniu i wręcz przyjaźni z ludźmi.L.I. Breżniew znał nie tylko kierownictwo budowy ale i wielu prostych,zwykłych robotników.Znał nie tylko z widzenia ale dobrze!!!On często wyrażał się ciepło i serdecznie o przodujących pracownikach.

Zaporoskij Komitet Partii mobilizował na pomoc Dnieprostrojcom także pracowników rolnych.Na czele tych grup stawali po prostu rejonowi sekretarze komsomołu.

Duże trudności pojawiły się podczas wybijania dolnych otworów.Tunele przeprowadzono i wykonano w sposób nieznany na świecie i przez specjalistów od inżynierii wodnej-wybuchami uwalniającymi.Były problemy z zamykaniem otworów z powodu wielkiego ciśnienia wody.Ogłoszono konkurs na najlepsze inżynieryjne rozwiązanie problemu.pomysły nie dawały zadowalających rezultatów.Sprowadzono płetwonurków.Opuszczano ich do wody w specjalnej żelaznej klatce uniemożliwającej wessanie ich w otwory.A kiedy przepływ wody udawało się zmniejszać przychodziła kolej budowniczych.Oni docierai krok po kroku w tunel,w dole którego z prędkoscią pociągu kurierskiego przesuwała się woda na wys. metra.Inżynierowie i zwykli robotnicy wykazywali się prawdziwym bohaterstwem.Popularne był wtedy takie powiedzenie-Kto się boi wody,ten nie ma czego szukać w tunelach..Nie każdy mężczyzna ośmielił się tam wejść a dziewczyny z brygad Poliny Szyło czy Paszy Korobowej pracowały tam.Nigdzie i nigdy tak głęboko jeszcze nie betonowali jak przy renowacji Dnieprogresu.Njlepiej ze wszystkich z tą trudną pracą poradziła sobie brygada majstra Praskowej Iwanowny Kancelarist.

Komuniści Dnieprostroja dobrze zapamiętali dobrze Pierwszą Konferencję Dnieprostojewską z udziałem Leonida I. Breżniewa.On skoncentrował uwagę komitetu i wszystkich delegatów na takich ważnych zadaniach jak organizacja masowej pracy politycznej i szerokiego wdrażania współzawodnictwa socjalistycznego.

Kiedy w styczniu 1947 roku miał ruszyć próbnie pierwszy hydrogenerator,zaszczyt przecięcia czerwonej wstęgi na regulatorze turbiny budowniczowie zaproponowali Leonidowi I. Breżniewowi.3 marca agregat zaczął pracować.Było to wielkie zwycięstwo na tym trudnym froncie.Przecież nie minęły jeszcze dwa lata od zakończenia wyniszczającej wojny a Dnieprogres-dzieło i duma całego radzieckiego narodu gotów do eksploatacji!W tym roku były juz pod ciśnieniem jeszcze dwa agregaty i tu należy też wspomniec o dwóch amerykańskich agregatach ,które montażystom naszym przysporzyły niemało kłopotów i na prawie dwa miesiące opóźniały uruchomienie wszystkiego.Z czterech kompletów łożysk oporowych jeden okazał się takim dobrej jakości.Start drugiego i trzeciego hydrogeneratora opóźniał się.Wtedy nasi montażyści postanowili przysposobić łozyska od starych zniszczonych agregatów.Przedstawiciele firmy <General-elektrik> kategorycznie się sprzeciwiali temu a było jasne,że robia to tylko z innych powodów.

Głównych inzynierów :Dnieprostroju I. Kandałowa i <Hydromontażu>K Mielniczenkę zaprosi do siebie L. I.Breżniew.Omawiano problemy w spokojnej,rzeczowej atmosferze.Pierwszy Sekretarz wnikał we wszystkie szczegóły,problemy techniczne,cierpliwie słuchał objaśnień,rozwiązań i propozycji.Upewniwszy sie w tym,ze eksperyment ze startem na starych łozyskach nie wymaga zadnych przeróbek i nie zagraża niczym generatorowi Leonid Ilicz wydał polecenia przygotowywać się do uruchamiana urządzeń a odpowiedzialność całą i za wszysko przed wszystkimi instytucjami wział na siebie.Na przerobionych łozyskach uruchomiono agregaty drugi i trzeci!Właściwie na wszystkich trzech amerykańskich generatorach pracowały nowe łożyska skonstruowane i wyprodukowane w leningradzkiej fabryce <Elektosiła>.

W 1948 roku ruszył bez problemów pierwszy agregat radzieckiej konstrukcji i produkcji.Obłudny <Głos Ameryki> zdążył ogłosić,że w związku z odjazdem amerykańskich specjalistów nic nie udaje się naszym energetykom i agregat pracuje nawet nie wykorzystując połowy swojej mozliwości.W rzeczywistości wszystko było odwrotnie!Przy normalnym trybie pracy wydajność amerykańskich turbin była dużo mniejsza.Radziecki sprzęt okazał się bardziej niezawodnym i wygodnym w eksploatacji.Wirnik amerykańskiej turbiny składał się z trzech części a nasze był lepsze,całościowe z usprawnionymi ostrzami.W amerykańskiej łożyska trzeba było smarować olejem,naszym woda nie przeszkadzała.Kiedy w amerykańskie woda się dostawała trzeba było je zatrzymywać,radzieckie pracowały nadal.Przewagę technologivzną nad sprzętem importowanym miały takze nasze generatory.Odbudowa obiektu jest prawdziwym przykładem zjednoczenia sił,środków na wszystkich odcinkach przy wielkiej pomocy partii.W grudniu 47 roku Leonid Ilicz i wielu innych działaczy zasłuzonych odznaczeni zostali orderami Lenina.

! maja 1948 Dnieprostroj otrzymał najwyższą nagrodę państwową!Na piersiach wielu budowniczych zawisły ordery!Około 646!Początkowo uruchomiono 3 hydrogeneratory zamiast planowanych 2!A przy instalowaniu 5 wykorzystywano już wiele nowoczesnych rozwiazań!Jeśli osuszanie importowanego generatora dawniej zajmował około miesiąca to radzieckiemu potrzeba było 5-8 dób!Kolejne agregaty były uruchamiane także przed planowanym terminem!W czerwcu 1950 roku pracowało juz wszystkie 9!!! Pięć lat od zakończenia wyniszczającej wojny Dnieprogres stał się piękniejszy,lepszy i mocniejszy!W porównaniu z osiągami przedwojennymi początkowo moc wzrosła o 16 procent a suma wyprodukowanej energii w końcu pierwszej powojennej pięciolatki przewyższyła dawną o 45 procent! Wartość dodatkowo wytworzonej energii właściwie w pełni pokryła koszty odbudowy!””

Tyle wyniosłem z opowieści mojego gospodarza.O sukcesach komunistycznych mógł opowiadać jeszcze długo ale może oszczędźmy sobie tego! Wyjaśnił mi jeszcze:

,,Dnieprogres po wojnie osiągnął wydajnosć 1400 MW.Linie wysokiego napięcia na Ukrainie(ponad 81 tys.km) łączyły wszystkie elektrownie w 2 systemy-wschodni,włączony do ogólnego systemu europejskiej części ZSRR i zachodni MIR z sąsiednimi krajami socjalistycznymi. Linia o napięciu 750 tys. V od roku 1975 łączyła Zagłębie Donieckie z Ukrainą Zachodnią”.

Kolejną modernizację elektrownia przechodziła w latach 1969-80, w wyniku której wydajnosc wzrosła do 1581 MW. W stanie niezmienionym właściwie funkcjonuje do dzisiaj.To jeden z symboli Ukrainy,pojawia sie na wielu fotografiach,turyści chętnie  spacerują po zaporze, do swoich celów wykorzystują tez samobójcy. W każdym bądź razie robi niesamowite wrażenie. To przeciez największa elektrownia wodna w europie.