recykling

Mit 1 – mała wydajność odnawialnych źródeł energii w stosunku do zapotrzebowania […]

SONY DSC

Wojewódzki Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Krakowie przyznał pierwsze w […]

Układ solarny

Kolektory słoneczne – innowacyjny jak na Polskie warunki system, który cieszy się coraz […]

Mity na temat odnawialnych źródeł energii
recykling

Mit 1 – mała wydajność odnawialnych źródeł energii w stosunku do zapotrzebowania

Przy dzisiejszej technologii odnawialne źródła energii mogą pokryć nawet 5 krotnie nasze zapotrzebowanie w sposób o wiele czystszy i tańszy niż elektrownie konwencjonalne. Warto chociażby przypomnieć iż codziennie na Ziemię słońce dostarcza tyle energii ile zużyliby wszyscy jej mieszkańcy przez ponad 25 lat. Wiec sama energia słoneczna może pokryć w pełni nasze potrzeby. Sama energia wiatru na jednym z mórz w Europie (Morze Północne) zaspokoiłaby zapotrzebowanie wszystkich sąsiadujących krajów. Nie istnieje więc niedobór czystej energii. Mało tego – już dziś technologie energii odnawialnej są tańsze i mniej zawodne niż konwencjonalne, a ich budowa jest o wiele szybsza i tańsza. Sama budowa elektrowni wiatrowej trwa kilka tygodni, jednak jej planowanie i niezbędna procedura administracyjna trwa od roku do nawet kilku lat. Energia odnawialna jest wokół nas więc czemu jej nie wykorzystać? Oczywiście malkontenci zaraz znajdą sto powodów przeciw, a w chwili braku prądu zapewne chcieliby być uniezależnieni od zakładu energetycznego i produkować prąd dla siebie tak jak ludzie korzystający z oze. Energia odnawialna jest dostępna dla każdego i ponosząc małe koszty można być niezależnym energetycznie – nie martwimy się wtedy podwyżkami prądu, jego brakami itp. Nawet dla zakładów energetycznych jest to korzystne bo nie ponoszą aż takich kosztów na przesyle energii. Mówi się nawet że prąd to najtrudniejszy do transportu ”produkt”. Scentralizowana produkcja i przesył energii jest bardzo mało efektywny. Potrzebna jest dywersyfikacja źródeł energii – korzystna pod każdym względem, gdyż nie uzależnia od jednego czy kilku surowców.

Mit 2 – Wiatr nie zawsze wieje, słońce nie zawsze świeci, a przepływ w rzekach zmniejsza się okresowo

Co wtedy? Tak naprawdę to wiatr zawsze gdzieś wieje i to, że w jednym miejscu wiatraki nie produkują prądu nie znaczy iż wszędzie stoją. Tak samo jest ze słońcem czy wodą. Od dostarczenia prądu z miejsc gdzie jest produkowana energia odpowiedzialna jest sieć energetyczna. Dobrze jest oczywiście korzystać również z różnych rodzajów energii odnawialnej czyli słonecznej, wiatrowej, wodnej itp., aby równoważyć wady i zalety każdej z nich.

Mit 3 – Elektrownie wodne, wiatrowe i słoneczne psuja krajobraz

Można by powiedzieć , że to kwestia gustu – jednym mogą się podobać innym nie, lecz to też często nieświadomość ludzi – być może widzieli jakąś zaniedbaną drewnianą elektrownię wodną, głośną i trzęsącą się, bo i takie bywają choć większość to tak naprawdę piękne obiekty i atrakcje turystyczne. Patrząc na nie widzimy stabilny klimat produkujący czystą energię – czy to psucie krajobrazu aż tak znaczne?

Mit 4 – Elektrownie wodne i wiatrowe są głośne

Pierwsze elektrownie wiatrowe mocno hałasowały, a dziś ciężko je usłyszeć nawet z niewielkiej odległości. Nowoczesne turbiny wiatrowe i wodne są tak ciche, że można prowadzić spokojną rozmowę bez podnoszenia głosu tuz przy nich. Oczywiście istnieje problem z infradźwiękami produkowanymi przez duże turbiny wiatrowe przy źle zaplanowanej inwestycji. Infradźwięki są szkodliwe dla zdrowia ludzi w przypadku dużego natężenia. Dlatego dobrze zaplanowana farma wiatrowa powinna znajdować się w odpowiedniej odległości od zabudowy mieszkaniowej. W przypadku tak zaplanowanej farmy nie ma problemu z infradźwiękami. Aby nie było takiego problemu po oddaniu inwestycji robione są niezależne pomiary stwierdzające czy spełniają wymagania norm. Pomiary te nie są robione na życzenie właściciela inwestycji lecz z urzędu przez Państwową Inspekcję Sanitarną.

Mit 5 – w Polsce nie ma korzystnych warunków klimatycznych dla odnawialnych źródeł energii

To bardzo rozpowszechniony niestety mit. Często ośmieszający jednak jego wyznawców. Mamy rozbudowaną sieć rzeczną z licznymi piętrzeniami. Aż trudno uwierzyć że w Polsce przed wojną było około 6500 urządzeń wykorzystujących energię wody (młyny, fabryki, elektrownie). Dziś działających elektrowni wodnych jest niewiele ponad 700. A wszystkich urządzeń hydrotechnicznych aż około 20000, więc potencjał jest co najmniej taki jak przed wojną lecz niewykorzystany od wielu lat. Są to piętrzenia istniejące więc budowa na nich elektrowni jest o wiele mniej niekorzystna dla środowiska niż budowa od początku nowego piętrzenia.

Mit 5 – Wyprodukowany prąd trzeba sprzedawać do sieci

Bardzo rozpowszechniony mit nie wiedzieć czemu chyba przez ludzi którzy nie mieli doświadczeń z energia odnawialną. Otóż nie trzeba sprzedawać produkowanego prądu do sieci – mało tego, ciężko jest takie pozwolenie na sprzedaż zdobyć. Prąd wyprodukowany można używać w wydzielonej sieci w domu – nie można natomiast „pompować” własnego prądu do sieci. Tak to jest dziś ale ma się zmienić na korzyść oze i sieć będzie służyć jako akumulator przy nadwyżkach produkowanej energii.

Posted in Odnawialne Źródła Energii | Tagged , | Leave a comment
Ekoedukacyjne fundusze ruszyły!
SONY DSC

Wojewódzki Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Krakowie przyznał pierwsze w tym roku dotacje na edukację ekologiczną w Małopolsce. Dzięki nim dzieci będą uczyły się jak bezpiecznie poruszać się po mieście rowerem, a dorośli – jak chronić obszary NATURY 2000.

W Kopenhadze około 40% mieszkańców codziennie porusza się po mieście… rowerem. W innych europejskich dużych miastach jest to od 10 do nawet 30% całego ruchu w mieście. – Kraków jest z natury przyjazny dla rowerzystów, choćby przez swój układ urbanistyczny. Jest miastem „ciasnym”, z wąskimi uliczkami, po których samochody nie mogą poruszać się z dużą prędkością, przez co nie zagrażają rowerzystom – mówi Jan Szpil ze Stowarzyszenia Kraków Miastem Rowerów. Jednym z pomysłów na przekonanie mieszkańców miasta do zamiany aut na rowery jest projekt Cykloedukacja.

Chcemy w ten sposób edukować dzieci i młodzież z zagadnień zrównoważonego transportu – mówi Jan Szpil – Przygotowaliśmy zajęcia dla trzech grup wiekowych. Najstarszych, czyli gimnazjalistów i uczniów szkół ponadgimnazjalnych, chcemy edukować przede wszystkim w zakresie zrównoważonego rozwoju miasta i ekologii. Ale dla uczniów IV i V klas szkół podstawowych mamy ofertę bardziej praktyczną. Dzieci w tym wieku zdają egzaminy na karty rowerowe i im najbardziej przyda się wiedza praktyczna. Chcemy ich uczyć jak bezpiecznie poruszać się po mieście rowerem – dodaje Szpil.

Cykloedukacja obejmie również przedszkolaki. 4 i 5latki będą mogły uczyć się przepisów drogowych podczas zabaw. Ale największą atrakcją, przygotowaną specjalnie dla nich, będzie z pewnością prezentacja specjalnego roweru cargo. – Takie rowery w Europie Zachodniej są często używane przez rodziców do podwożenia dzieci do przedszkola czy szkoły – tłumaczy Jan Szpil, współautor projektu Cykloedukacji – Mamy nadzieję, że dzieci po przejażdżce takim rowerem w trakcie naszych zajęć, zarażą tym pomysłem swoich rodziców i cała rodzina zostawi auta w garażu.

Cykloedukacja ma ruszyć na początku maja. Stowarzyszenie Kraków Miastem Rowerów wciąż zbiera zgłoszenia od szkół i przedszkoli zainteresowanych zorganizowaniem takich zajęć. Wystarczy wysłać mail na adres edukacja@kmr.org.pl. Projekt finansowany jest przez Wojewódzki Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Krakowie. – To nasza pierwsza dotacja, jaką otrzymaliśmy z WFOŚiGW w Krakowie, ale wcześniej uczestniczyliśmy w innych programach finansowanych w taki sposób, więc mieliśmy doświadczenie – mówi Jan Szpil – Wniosek o dotację na Cykloedukację napisały 4 osoby, które wcześniej nigdy nie zajmowały się dotacjami. Najtrudniejsze było tak naprawdę wymyślenie spójnej całości, zaplanowanie działań na kilka miesięcy do przodu. Ale muszę przyznać, że sam formularz wniosku jest przyjazny i każdy sobie z nim poradzi.

Stowarzyszenie Kraków Miastem Rowerów na Cykloedukację otrzymało prawie 37 tys. zł dotacji. – W pierwszym tegorocznym konkursie na zadania edukacji ekologicznej dofinansowaliśmy 12 projektów z terenu całej Małopolski – mówi Małgorzata Mrugała, prezes WFOŚiGW w Krakowie – Przeznaczyliśmy na nie 400 000 zł. Są wśród nich projekty takie jak Cykloedukacja, skierowana do dzieci i młodzieży, ale są również projekty edukujące dorosłych. Na przykład „Z NATURĄ 2000 za pan brat”, projekt Uniwersytetu Rolniczego w Krakowie, ma kształtować świadomości mieszkańców, właścicieli i użytkowników terenów włączonych w sieć Natura 2000 – dodaje prezes Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Krakowie. Uniwersytet Rolniczy otrzymał na ten cel niemal 90 tys. zł, ponad 50 tys. zł dotacji otrzymała gmina Poronin na edukację z zakresu segregowania odpadów, a Trzyciąż 47 tys. zł na kształtowanie zachowań proekologicznych na terenach NATURA 2000.

Na drugi tegoroczny konkurs na zadania nieinwestycyjne z zakresu edukacji ekologicznej przeznaczyliśmy kolejnych 400 tys. zł – mówi prezes Małgorzata Mrugała – Wojewódzki Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Krakowie od 20 lat skutecznie finansuje ochronę środowiska w Małopolsce. Dotowanie edukacji ekologicznej jest dla nas nie tylko obowiązkiem, ale też prawdziwą przyjemnością. Tym bardziej, że projekty edukacyjne naszych beneficjentów są coraz bardziej kreatywne – dodaje prezes WFOŚiGW w Krakowie.

Wybór rowerów to nie tylko wybór zdrowego trybu życia. Dzięki temu w mieście nie trzeba będzie budować szerokich dróg i wprowadzać ich do centrum miasta. – Zamiast rozbudowywać miejskie parkingi, będziemy mogli w ich miejsce sadzić drzewa i tworzyć nowe parki – podkreśla Jan Szpil ze Stowarzyszenia Kraków Miastem Rowerów – Wybór rowerów to także wybór ciszy i zwiększenie bezpieczeństwa na drogach. To nie są marzenia organizacji ekologicznych, ale fakty, potwierdzone doświadczeniem największych europejskich miast – dodaje.

Posted in Bez kategorii | Leave a comment
Solary – czyli kolektory słoneczne.
Układ solarny

Kolektory słoneczne – innowacyjny jak na Polskie warunki system, który cieszy się coraz to większą popularnością w naszym kraju poprzez możliwość uzyskania dopłaty i skuteczność samego systemu. Zasadą działania kolektorów jest odbieranie promieniowania słonecznego(energia słoneczna) i przekazywanie jej czynnikowi grzewczemu którym może być woda czy też inny płyn niemarznący. Systemy używane są przez cały rok, jednak swoją największą efektywność osiągają w miesiącach MARZEC-PAŹDZIERNIK.

Budowa systemu kolektorów słonecznych:

  • zbiornik płynu – czyli zwykły zbiornik z wymiennikiem ciepła – nasz ogrzany płyn będzie przepływał przez niego i oddawał swoje „ciepło”
  • pompa cyrkulacyjna – wymusza obieg czynnika chłodniczego przez co wymiennik do kolektora
  • czynnik grzewczy – czyli nasz płyn zwany dalej medium stosowany w obiegu. Często jako płyn stosowana jest woda jednak kiedy w nocy temperatura spada poniżej zera może to być bardzo niebezpieczne dlatego stosowany jest też płyn –glikol.
  • naczynie wzbiorcze – wyrównywacz ciśnienia w układzie
  • sterowniki automatyczne – cała instalacja elektroniczna, która cały czas kontroluje temperaturę i w razie potrzeby alarmuje nas
  • wymiennik ciepła z zbiornika – najczęściej spiralna metalowa rura (miedziana) przez która przepływa medium i ogrzewa nasz płyn w zbiorniku.

Systemy solarny jako główne źródło ogrzewania domu ?

Zacznijmy od tego, że kolektory słoneczne głównie są sprzedawane w celu ogrzewania wody czyli instalacji c.w.u. Niektóre systemy mogły by się sprawdzić przy ogrzewaniu podłogowym gdzie nie potrzeba nam większych jak 45 stopni temperatur. Jeżeli chcielibyśmy nasz system solarny wykorzystywać jako główne źródło ciepła instalacji C.O byłby to bardzo duży wydatek w postaci kilku większych kolektorów. Moim zdaniem nie miałoby to sensu inwestycyjnego jeżeli chodzi o zwykły dom.

Posted in Odnawialne Źródła Energii | Tagged , , | Leave a comment
Tanie ogrzewanie podczerwienią

Ogrzewanie na podczerwień Czy wiesz… Jak wydajnie, tanio, ekonomicznie i zdrowo ogrzać dom, mieszkanie, magazyn, biuro lub dogrzać miejsce pracy? Nie używając do tego celu szpecących, nieefektywnych i nieekonomicznych grzejników lub farelek. Czy w twoim mieszkaniu lub domu mimo ogrzewania jest zimno? Często bywa tak przy ogrzewaniu grzejnikami ponieważ wykorzystują one głównie konwekcję i mimo że są gorące to osobom przebywającym jest zimno. Jak się to dzieje? Otóż temperatura odczuwalna przez człowieka jest różna w zależności od rodzaju ogrzewania pomieszczenia. Zakumulowane w ścianach, podłodze i suficie ciepło jest oddawane znacznie dłużej niż zakumulowane ciepło w powietrzu, kiedy po wyłączeniu grzejnika robi się zimno. Powietrze niemal od razu wychładza się gdy niema nośności cieplnej. Inaczej jest z oddawaniem ciepła przez ściany, sufit i podłogę. Dlaczego nie ogrzewanie podłogowe lub ścienne? Oczywiście ogrzewanie podłogowe i ścienne działa podobnie jednak jego koszty są znacznie większe i ciężko jest z innego ogrzewania przejść na takie. O wiele łatwiej jest przymocować panele na suficie lub ścianach niż robić nową podłogę lub ogrzewanie w ścianie. Ponadto ogrzewanie podłogowe powoduje konwekcję i podnosi kurz z podłogi co negatywnie wpływa na atmosferę. Koszt inwestycji W porównaniu do wszystkich innych źródeł ciepła koszt ogrzewania na podczerwień jest najniższy. Dla domu ok. 85 – 95 m2 zestaw paneli zakupisz w cenie ok. 3500 zł z gwarancją na 5 lat. I jest to kompletna instalacja! Pomyśl tylko, że tradycyjnie tyle właśnie musiałbyś wydać na sam piec – a gdzie reszta – grzejniki instalacja itp.? Dla mieszkań o powierzchni 40 – 60 m2 zestaw kupisz już za 2 – 3 tys. zł. Montaż jest prosty i może wykonać go każdy (panele są lekkie) – nie potrzebujesz dodatkowych instalacji – wystarczy podłączyć do prądu. Koszty eksploatacji Typowy panel grzewczy na podczerwień emituje tyle samo energii cieplnej ile pobiera. Jest wiec bezstratny – przez to ekonomiczny. Przy ogrzewaniu węglem lub gazem powstają duże straty idące w komin do atmosfery – spalamy więcej paliwa niż potrzebujemy na ogrzanie dlatego jest to mniej ekonomiczne. Technologia paneli grzewczych Infrared pozwoli zmniejszyć Państwu straty finansowe związane z ogrzewaniem. Właściwie dobrany do pomieszczenia system paneli grzewczych pozwoli zaoszczędzić od 30 do 60 % na kosztach ogrzewania. Koszty ogrzania domu wahają się od 7 zł/m2/rok z bardzo dobrą izolacją do 15 zł/m2/rok bez izolacji. Porównując to z ogrzewaniem tradycyjnym (20 – 40 zł/m2/rok) można łatwo dojść do wniosku że ogrzewanie podczerwienią jest bardzo ekonomiczne i bije na głowę pozostałe rodzaje ogrzewania przy bezobsługowości. Zdrowie Promieniowanie podczerwone jest zupełnie nieszkodliwe dla człowieka i jegootoczenia. Panele na podczerwień są od lat używane w inkubatorach dla noworodków! Lampy podczerwone używane są także do wykluwania się piskląt kurczaków. Ponadto podczerwień ma zastosowanie w lecznictwie różnych schorzeń. Każdemu z nas poprawia samopoczucie promieniowanie podczerwone wysyłane przez Słońce. Ponieważ promieniowanie w odróżnieniu od innych źródeł ciepła nie podgrzewa tylko powietrza w pomieszczeniu powodując konwekcję (ruch powietrza) jest idealne dla alergików i astmatyków. Powietrze w pomieszczeniu nie ulega wysuszeniu jak w przypadku tradycyjnego ogrzewania powodującego wysychanie śluzówki nosa. Ciepło absorbowane jest przez ściany, sufit i podłogę, dzięki czemu zapobiega powstawaniu wilgoci, grzybów, pleśni tworząc zdrową atmosferę dla człowieka. Dofinansowanie W ramach programu operacyjnego Kawka ruszyły dofinansowania na wymianę węglowych i gazowych systemów grzewczych na oszczędne i ekologiczne ogrzewanie podczerwienią. Pomagamy w wymianie ogrzewania oraz zdobyciu środków na bardzo ekonomiczne, bezpieczne, bezobsługowe i wydajne panele grzewcze.   Chcesz dowiedzieć się więcej napisz na: kamilb9@gmail.com lub zapisz się z w panelu z boku.

Posted in Odnawialne Źródła Energii, Przegląd eko branży | Leave a comment
Koncepcja farmy wiatrowej
odnawialne-zrodla-energii

Koncepcja farmy wiatrowej w pobliżu lotniska sportowego w Aleksandrowicach w Bielsku-Białej

Bielsko-Biała jest miastem zamieszkiwanym przez ok. 176000 mieszkańców leżącym na południu Polski. Stanowi centrum administracyjne rejonu zwanego Podbeskidzie. Pomimo dużych walorów krajobrazowych, jak i estetycznych – ponad 24 % terenu miasta to
lasy – jest silnie zurbanizowaną jednostką osadniczą, w której w ciągu ostatnich dwu dekad zachodzą liczne przeobrażenia. Kolejną, proponowaną zmianą jest wybudowanie pierwszej w najbliższej okolicy elektrowni wiatrowej składającej się z siedmiu turbin wiatrowych. Koncepcja ta ma na celu pokazanie, że można z powodzeniem zagospodarować przestrzennie – choć kosztownie – połacie terenu w taki sposób, aby okoliczni mieszkańcy mieli z tego zysk energetyczny, ekologiczny, a także w pewnym stopniu rekreacyjny. Natomiast w skali kraju wybudowanie kolejnej elektrowni wykorzystującej odnawialne źródła energii byłoby kolejnym małym kroczkiem w kierunku stopniowego odejścia od paliw kopalnych, co jest jedną z wytycznych Unii Europejskiej.

Główne cele elektrowni wiatrowej
w Bielsku-Białej:

  • produkcja ekologicznej energii elektrycznej,
  • odciążenie konwencjonalnej elektrowni
    w Bielsku-Białej,
  • wykorzystywanie energii elektrycznej na miejscu,
  • zwiększenie udziału procentowego produkowanej energii elektrycznej w Polsce przez odnawialne źródło energii, jakim jest wiatr.

Problem z energią elektryczną w Bielsku-Białej

Energię elektryczną w mieście wytwarza Zespół Elektrociepłowni Bielsko-Biała składający się z dwu oddzielnych konwencjonalnych elektrowni: w Bielsku-Białej i leżących kilkanaście km na północ Czechowicach-Dziedzicach. Ich łączna moc elektryczna osiągalna wynosi 132 MW, a roczna produkcja energii elektrycznej to 550000 MWh, natomiast produkcja cieplna (również w skali roku) to 3,3 mln GJ. Główne paliwo stanowi tu węgiel kamienny, a w marginalnym stopniu także gaz ziemny i olej napędowy. Działalność owej elektrowni powoduje emisję dużej ilości szkodliwych substancji do atmosfery, co ma negatywny wpływ m.in. na florę oraz zarówno wody opadowe, jak i powierzchniowe nie tylko w najbliższej okolicy, a także w całym rejonie Beskidu Śląskiego i Małego. Warto zaznaczyć, że niemal wszystkie cieki wodne zlokalizowane na terenie miasta Bielsko-Biała są zanieczyszczone już u ich źródeł, chociaż powoli i systematycznie stężenia szkodliwych substancji maleją. 

Kolejnym argumentem za oduzależnienie się od tychże elektrowni jest fakt, iż produkowana przez nich energia jest dostarczana do krajowego systemu energetycznego, a nie wykorzystywana bezpośrednio na miejscu. Deficyt energetyczny, jaki istnieje niejednokrotnie doprowadza do awarii przeciążonych sieci elektrycznych, w wyniku czego całe osiedla pozbawione są prądu. Czynnik ten oraz narzucony na Polskę przez Unię Europejską wymagany udział wytwarzanej energii elektrycznej przez źródła odnawialne są wystarczającym powodem, by zainstalować na zachodzie Bielska-Białej turbin wiatrowych.

Lokalizacja

Zlokalizowanie elektrowni wiatrowej  w bezpośredniej bliskości lotniska sportowego w Aleksandrowiczach jest śmiałą koncepcją. Może się ona wydawać ryzykowna ze względu na lądujące  i startujące liczne małe samoloty  i szybowce, lecz odpowiednie rozmieszczenie turbin minimalizuje ryzyko wypadku lotniczego. Lotnisko Aeroklubu Bielsko-Bialskiego dysponuje dwoma pasami, zlokalizowanymi na północny i południowy zachód. Pasy te (w pewnym stopniu zalegające na siebie) mają ok. 600-700 m długości, z czego zazwyczaj 40-60 % jest wykorzystywana do lądowania, kołowania i startowania samolotów. Również sekcja spadochroniarska swoje punkty lądowania posiada we wschodniej części lądowiska, tj. 600-800 m od proponowanych wirników wiatrowych. Na zachodzie lotniska działa prężnie jedynie sekcja modelarska. To właśnie tutaj – ok.200 m na północny zachód miałyby się znajdować turbiny wiatrowe.

Warunki meteorologiczne

Największą zaletą tej lokalizacji jest bez wątpienia występowanie silnych, a co najważniejsze, stałych wiatrów. Na obszarze lotniska znajduje się stacja meteorologiczna IMGW, która notuje najsilniejsze wiatry w Polsce zaraz po stacji na Kasprowym Wierchu. Dominują tu wiatry zachodnie i południowo-zachodnie. W okresie zimowym obserwuje się bardzo częste  i silne południowe wiatry halne o średniej prędkości przekraczającej dobowej 20 m/s. Taka zmienna charakterystyka róży wiatru spowodowana jest przez bezpośrednie położenie masywu Beskidu Śląskiego, który ma bezpośredni wpływ na klimat Bielska-Białej. Co ciekawe, praktycznie nie notuje się tutaj zjawiska ciszy (a więc wiatru wiejącego poniżej 1 m/s) w skali dziennej. Oczywiście, trudno sobie wyobrazić, żeby elektrownia wiatrowa wytwarzała efektywnie energię elektryczną przy wietrze o prędkości 4 m/s, jednak bardzo duży odsetek tutejszych wiatrów mieści się w przedziale 10-12 m/s. Na przykładzie roku 2010 widzimy uśrednione (dzienne) prędkości wiatru, zmierzone na stacji IMGW Bielsko-Biała Aleksandrowice.

Na powyższym wykresie widać szczególnie silne wiatry mające miejsce od lutego do końca marca oraz od września (z nielicznymi przerwami) do końca grudnia. Czerwoną prostą zaznaczono prędkość wiatru (15 m/s) dla osiągnięcia nominalnej mocy 2 MW przez proponowaną turbinę typu HAWT. Średnia prędkośćw Aleksandrowiczach w 2010 roku wyniosła 5,8 m/s. Rejon Beskidów (więc także miasto Bielsko-Biała) został zaklasyfikowany przez IMGW do III kategorii strefy energetycznej wiatru.

Strefy te zostały wyznaczone na podstawie 30-letniego cyklu pomiarowego (w tym przypadku lata 1971-2000). W meteorologii właśnie cykle o takim czasie trwania są bardzo często wykorzystywane do różnych analiz. Wydaje się, że klasyfikacja ta nie odzwierciedla obiektywnie warunków panujących lokalnie w obrębie lotniska w Aleksandrowicach. Jest ona wynikiem licznych pomiarów, ekstrapolacji i uśrednień z wielu stacji meteorologicznych – nie mówi ona o warunkach panujących lokalnie. Na przykładzie roku 2010, kiedy średnia roczna prędkość wiatru na wysokości 10 m nad poziomem gruntu wyniosła 5,8 m/s widzimy, że w rejonie Aleksandrowic mogą wiać wiatry należąc do
I kategorii, bowiem dolna granica tej kategorii to 5,0 m/s. Co więcej, rok 2010 zdaje się być dość umiarkowany pod względem odnotowywanych prędkości wiatrów przez miejscową stację meteorologiczną IMGW – tylko
w jednym dniu odnotowano średnią dobową prędkość wiatru powyżej 20 m/s. Niemniej jednak, III klasa według IMGW jest – jak sama nazwa na to
wskazuje – korzystna, a więc zbudowanie elektrowni wiatrowej w tymże rejonie jest wystarczająco uzasadnione warunkami meteorologicznymi.

Typ i ilość zastosowanych turbin wiatrowych

Koncepcja budowy elektrowni wiatrowych zakłada zainstalowanie siedmiu turbin wiatrowych typu HAWT, sprawdzonych już m.in. na farmie wiatrowej w Zagórzu. Są to turbiny wiatrowe o klasycznej, poziomej osi obrotu silnika wirowego, posiadająca trzy łopaty.

Specyfikacja turbiny typu HAWT:

  • wysokość wieży:80 m,
  • średnica rotora:80 m,
  • długość płatu rotora:40 m,
  • masa całkowita turbiny wiatrowej: 265 t,
  • prędkość obrotowa rotora: 9-19 obr./min,
  • prędkość wiatru włączająca turbinę: 4 m/s,
  • prędkość wiatru wyłączająca turbinę: 25 m/s,
  • moc elektryczna: 2 MW (przy wietrze 15 m/s).

Jak widać, farma wiatrowa składająca się  z siedmiu takich turbin miałaby maksymalną łączną moc elektryczną na poziomie 14 MW (przy wietrze 15 m/s), a więc 10,6 % mocy wytwarzanej przez Zespół Elektrociepłowni Bielsko-Biała (132 MW). Natomiast teoretyczna roczna produkcja energii elektrycznej przez zespół siedmiu turbin (33000 MWh) to 6 % produkowanej rocznej energii przez elektrociepłownię.

Mierzona na miejscu średnia roczna prędkość wiatru jest znacznie niższa niż 15 m/s. Nie zapominajmy jednak o ważnym fakcie: turbina ma znajdować się na wysokości 80 metrów, a więc 8-krotnie wyżej niż zainstalowane wiatromierze na stacji meteorologicznej IMGW Bielsko-Biała Aleksandrowice. Wraz ze wzrostem wysokości zwiększa się także prędkość wiatru, a więc należy się spodziewać znacznie większej efektywności turbin wiatrowych, niż sugerowałyby to dostępne dane meteorologiczne.

Koszta

Niewątpliwą wadą wszelkich elektrowni wiatrowych jest koszt instalacji i zespołu urządzeń. Technologia wiatrowa jest wciąż bardzo droga, przez co niektórzy na starcie skreślają ją  twierdząc, iż jest nieopłacalna. Sceptycy zdają się nie zauważać ważnej kwestii dotyczącej pracy turbin wiatrowych – są one przecież bezobsługowe, w dodatku nie potrzebują paliw tak, jak konwencjonalne elektrownie, np. na węgiel kamienny. Pełna automatyzacja wyklucza także potrzebę utrzymania personelu, co jedynie wymaga wykwalifikowanych pracowników zobowiązanych do przeprowadzania okresowych przeglądów technicznych. Na przykładzie farmy wiatrowej w Zagórzu oddanej do użytku w 2003 roku, łączny koszt inwestycji wyniósł 33,5 mln euro. Koszt podobnego, lecz ponad dwukrotnie mniejszego zespołu turbin w przedstawianej koncepcji oscylowałby zapewne w granicach 15-20 mln euro.

Rozwianie niepewności i kontrowersji

Ludzie zajmujący się ochroną przyrody zarzucają elektrowniom wiatrowym ich zgubne działanie dla migrujących zarówno ptaków, jak i nietoperzy.
W rzeczywistości nie stanowią one aż tak dużego zagrożenia. Całe stada ptaków są w stanie na tyle dobrze nawigować, aby dotrzeć do celu omijają większe przeszkody, takie jak turbiny wiatrowe. To samo dotyczy nietoperzy, wyposażonych w niezwykle czuły zmysł echolokacji.

O wiele większe zagrożenie elektrownie wiatrowe stanowią dla lotnictwa. Właśnie dlatego koncepcja jej lokalizacji nieopodal lotniska sportowo-rekreacyjnego jest tak śmiała, a pewnie według wielu mocno kontrowersyjna. Jednak to właśnie na tej równinie wiatry są w stanie osiągnąć na tyle wysokie prędkości, by budowa turbin wiatrowych była opłacalna. Propozycja umieszczenia przestrzennego tychże turbin minimalizuje wystąpienia kolizji z samolotem czy szybowcem – mini farma wiatrowa ma się znajdować poza prostymi wytyczonymi przez dwa pasy startowe, a także z dala od wschodniej części płyty lotniska. To właśnie ta połowa lotniska B-B Aleksandrowice jest najbardziej eksploatowana – samoloty m.in. typu Cessna 150 potrzebują zazwyczaj zaledwie ok. 200-300 metrów na bezpieczny odlot i lądowanie.

Niektórzy wytykają elektrowniom wiatrowym ich nieestetyczność, wskazując na zakłócenie miejscowego krajobrazu. Być może jest w tym nieco racji, ale istnieje druga strona medalu – nawet nie wiadomo jak niegustowne byłyby turbiny wiatrowe, to i tak pod tym względem górują nad osmolonymi, wielkimi kominami z konwencjonalnych, żelbetonowych elektrowni.

Uciążliwym problemem wielu typów turbin wiatrowych jest generowanie przez nie hałasu. W proponowanych turbinach typu HAWT problem ten jest dużym stopniu rozwiązany poprzez zastosowanie automatycznego systemu, który reguluje prędkość obrotową wirnika (9-19 obr./min) w zależności od prędkości wiejącego wiatru, a więc tym samym zmniejsza poziom hałasu.

Korzyści

Polska jako kraj należący do Unii Europejskiej jest zobowiązany do powolnego zastępowania konwencjonalnych elektrowni technologiami proekologicznymi wytwarzającymi energię elektryczną. Należą do nich odnawialne źródła energii, jak: wiatr, słońce czy woda. Energia elektryczna produkowana przez Polskę w aż 97 % pochodzi z paliw kopalnych, takich, jak węgiel kamienny czy brunatny. Aby zwiększyć udział alternatywnych źródeł energii w produkcji elektryczności w skali kraju, musimy wykorzystać efektywnie warunki geograficzne i klimatyczne na danym obszarze. Instalacja farm wiatrowych jest najbardziej opłacalna na Suwalszczyźnie, Pomorzu, Polsce centralnej, a także w innych, lokalnych obszarach, jak omawiane Aleksandrowice.

Ważnym aspektem istnienia farmy wiatrowej na terenie Bielska-Białej jest zaopatrywanie w prąd elektryczny tutejszych mieszkańców. Przesyłanie produkowanej przez nią energii wiązałoby się ze zbyt dużymi stratami,
a hipotetyczna produkcja roczna na poziomie 33000 MWh odpowiada rocznemu zużyciu energii elektrycznej przez 16500 gospodarstw domowych. Teoretycznie więc farma wiatrowa mogłaby z powodzeniem zaopatrywać w energię elektryczną kilka dzielnic Bielska-Białej.

Dzięki odciążeniu Zespołu Elektrociepłowni
Bielsko-Biała, możliwe jest mniejsze produkowane przez niego energii elektrycznej, a co za tym idzie zmniejszenie emisji szkodliwych substancji do atmosfery, który ma negatywny wpływ na środowisko naturalne. Oczywiście, byłoby to możliwe jedynie w przypadku uzyskania stabilnej rezerwy mocy. Poza tym farma wiatrowa – w Polsce jeszcze dość „egzotyczny” zespół urządzeń – stałaby się zapewne atrakcją turystyczną obok i tak już jednego z najchętniej odwiedzanych obiektów w mieście przez Bielszczan, a więc lotniska sportowego w Aleksandrowicach.

Podsumowanie

Rejon Aleksandrowic na zachodzie Bielska-Białej cechuje się bardzo dobrymi warunkami wiatrowymi. Jest to jedyny w najbliższej okolicy tak rozległy, płaski teren sprzyjający silnym wiatrom. Co więcej, silne
i częste wiatry są potęgowane przez obecność masywu Beskidu Śląskiego. Kosztowna – lecz jednorazowa – inwestycja związana z założeniem tutaj farmy wiatrowej byłaby kolejnym małym kroczkiem Polski w kierunku wytycznych wyznaczonych przez UE w zakresie technologii proekologicznych i poziomu emisji zanieczyszczeń. Natomiast dla silnie rozwijającego się miasta Bielsko-Biała, jak i całego rejonu zwanego Podbeskidzie, byłby to olbrzymi skok w kierunku nowoczesnych technologii XXI wieku.

Posted in Odnawialne Źródła Energii | Tagged , | Leave a comment
Pompa ciepła w domu jednorodzinnym
ekodom

Darmowa energia przez 24 godziny na dobę? Brzmi niewiarygodnie, ale prawda jest taka, że Ziemia jest w stanie dostarczyć nam sporych pokładów energii cieplnej, za które nie musimy płacić. Trzeba tylko umieć te zasoby ciepła wydobyć i zamienić je na energię użytkową. Pompa ciepła korzysta właśnie z takich bezpłatnych źródeł energii odnawialnej, w dodatku nie jest uzależniona od przemysłowego wydobywania surowców. Ale prawa fizyki uczą, że w przyrodzie nie ma nic za darmo, zatem i pompa ciepła, mimo swoich niezaprzeczalnych walorów, będzie się wiązała z pewnymi kosztami.

Pompa ciepła różni się od tradycyjnych instalacji grzewczych (spalanie gazu, węgla, oleju) tym, że sama z siebie nie wytwarza energii, ale pobiera ją z otoczenia i transportuje do instalacji grzewczej w domu. Pompa do swojej pracy potrzebuje zasilania, ale rola prądu ogranicza się tutaj wyłącznie do podtrzymywania pracy urządzeń. Energia cieplna skumulowana w naturze nazywana jest dolnymi źródłami ciepła. Owo ciepło może pochodzić z nagrzanej promieniami słonecznymi wody gruntowej, powietrza lub gruntu. Te rodzaje źródeł energii określają system pompy – wyróżnia się pompy typu solanka/woda, woda/woda oraz powietrze/woda. W zależności od źródła ciepła, pompy mają inne konstrukcje, ale zasada działania jest generalnie taka sama. Energia ze środowiska trafia do parownika, w którym znajduje się czynnik chłodniczy. Jest to substancja, która ma bardzo niską temperaturę wrzenia, co oznacza, że zaczyna parować niemal w tym samym momencie, w którym „poczuje” ciepło. Para cieplna ma tendencję do unoszenia się do góry – w trakcie tej wędrówki wpada do sprężarki, gdzie jeszcze bardziej zwiększa się jej ciśnienie i temperatura. Kolejnym przystankiem jest skraplacz, w którym substancja znowu zamienia się w ciecz i oddaje ciepło wodzie grzewczej, po czym trafia z powrotem do dolnego źródła, a cały proces zaczyna się od nowa.

Pompa cieplna solanka/woda może funkcjonować w oparciu o kolektor gruntowy albo sondy gruntowe. Kolektor gruntowy wymaga dużej działki, ponieważ rury umieszcza się poziomo na głębokości około 1,5 metra. O powierzchni kolektora decyduje moc pompy, ale minimalnie będzie to obszar 200 m2. Rury grzewcze układane są spiralnie, a między poszczególnymi przewodami musi zostać zachowany odstęp przynajmniej dwóch metrów. Z kolei sondy gruntowe umieszcza się pionowo w głąb ziemi (ok. 100 metrów), w odległości sześciu metrów od siebie. Przy pompach woda/woda konieczne jest wykopanie studni czerpanej i zrzutowej, przy czym studnia zasilająca musi być pierwsza na linii określającej kierunek przepływu cieku wodnego. Najmniej kłopotliwa jest pompa ciepła powietrze/woda – nie trzeba robić żadnych głębokich odwiertów, z wyjątkiem dwóch przewodów do pobierania i odprowadzania powietrza. Przy pompie ciepła najlepiej sprawdza się ogrzewanie podłogowe w całym domu, ale równie dobrze można pozostać przy tradycyjnych grzejnikach. Instalacja pompy ciepła nie powinna zająć więcej niż tydzień, a w przypadku pompy powietrze/woda ustawienie urządzeń to kwestia jednego dnia.

Pompa ciepła to wydatek rzędu 30-50 tys. złotych, w zależności od producenta i rodzaju pompy. Do tego dochodzą koszty zamontowania ogrzewania podłogowego. To dużo, ale biorąc pod uwagę niskie koszty eksploatacji – nie więcej niż 2000 zł na rok – inwestycja przynosi minimum 30 procent oszczędności w porównaniu do nieodnawialnych źródeł energii. Najwięcej w trakcie użytkowania będzie kosztować pompa powietrze/woda, zwłaszcza przy dużych mrozach, ale plusem tego rozwiązania jest dużo niższa cena zakupu i montażu instalacji, ponieważ wydatki na dolne źródło energii są zerowe. Przy pompach wykorzystujących ciepłe powietrze zakupy ograniczają się do samej pompy (15-19 tys. zł), zasobnika na ciepłą wodę użytkową (ok. 4 tys. zł) i elementów instalacyjnych (ok. 10 tys. zł) plus robocizna. Wykopanie dwóch studni (woda/woda) to kolejne 5-6 tys. zł, mniej więcej tyle samo zapłacimy za kolektor poziomy. Najdroższy jest kolektor pionowy (ceny od 10 tys. zł wzwyż), ale to właśnie sondy gruntowe mają z reguły największą wydajność.

Sprawność pompy określa stosunek energii potrzebnej do zasilania instalacji do energii uzyskanej. Średnio pompy produkują cztery razy więcej energii cieplnej niż jej pobierają. Ten stosunek określany jest wartością COP, czyli współczynnikiem efektywności energetycznej – pompy, których COP jest mniejsze niż 4, mogą się okazać niewystarczające do ogrzania całego domu. Wybierając pompę warto również zwrócić uwagę na moc grzewczą pompy, która nie powinna być mniejsza niż 8,5 kW. Obliczając zapotrzebowanie domu jednorodzinnego na ciepło przyjmuje się, że dom z bardzo dobrą izolacją cieplną potrzebuje 50 W/m2, a dom ze standardową izolacją o 20 W więcej. W kilkudziesięcioletnich budynkach zapotrzebowanie na ciepło może wzrosnąć nawet do 120 W/m2. Na ogrzanie wody użytkowej dolicza się 250 W na jednego domownika.

Teoretycznie pompę ciepła można zainstalować na każdej działce, bo przecież ziemia i powietrze są wszędzie. Otóż niezupełnie. Przy pompie woda/woda studnia zasilająca musi mieć odpowiednią wydajność, natomiast kolektor gruntowy znacznie lepiej sprawdzi się na gruntach gliniastych i wilgotnych, bo właśnie tam gromadzi się najwięcej ciepła. Dla porównania: suchy grunt piaszczysty ma moc jednostkową równą 10 W/m2, podczas gdy grunt wodonośny ma moc o wartości 35 W/m2. Od tych parametrów uzależniona jest powierzchnia kolektora – im „słabsza” ziemia, tym więcej rur grzewczych musi być ułożone pod ziemią. Trzeba też pamiętać, że ten obszar, na którym znajduje się kolektor poziomy, nie może być porośnięty drzewami. Odwierty może także utrudniać nieprzyjazna struktura gruntów, na przykład twarde skały. Warto też zainteresować się, czy z pompy ciepła nie korzysta nasz sąsiad. W takim przypadku odwierty na obu działkach mogą znajdywać się zbyt blisko siebie, co automatycznie obniży wydajność pompy.

Jednak sama pompa ciepła nie zagwarantuje nam idealnych warunków mieszkalnych. Nawet jeśli pompa będzie miała dużą sprawność, a dolne źródła zapewnią wystarczającą ilość ciepła, kiepska izolacja domu i źle zaprojektowany system grzewczy w pokojach przyczynią się do tego, że rachunki za energię wcale nie będą tak niskie, jak to było w planach. Projekt domu nie musi być specjalnie adaptowany pod kątem zainstalowania pompy ciepła, ale bardzo wysokie wnętrza, skomplikowana bryła budynku, nieszczelne okna, słaby dach, dużo przeszkleń na północnej elewacji, niesprawne grzejniki sprawią, że zapotrzebowanie na energię cieplną będzie znacznie wyższe. Projekt całej instalacji musi więc uwzględniać nie tylko wydajność pompy, ale również warunki, w jakich przyjdzie jej pracować. Największym wrogiem pompy ciepła są bardzo duże mrozy, poniżej -15 stopni C. Zwłaszcza pompa cieplna powietrze/woda może sobie nie poradzić i konieczne będzie dodatkowe dogrzewanie domu. Pompa ciepła sterowana jest automatycznie, ale przyda się sprawdzenie, czy fabrycznie ustawione parametry idealnie odpowiadają warunkom klimatycznym, jakie panują w danym regionie – dotyczy to przede wszystkim producentów zagranicznych.

Podsumowując: pompa ciepła jest skutecznym i w miarę tanim sposobem na ogrzanie domu jednorodzinnego, ale do miana instalacji idealnej, zwłaszcza w dość chłodnym klimacie Polski, jeszcze trochę jej brakuje. Decydując się na takie rozwiązanie warto więc asekuracyjnie zainwestować jeszcze w dodatkowe, awaryjne źródło energii cieplnej.

Posted in Odnawialne Źródła Energii | Tagged | Leave a comment
Ekoturystyka?
ekoswiat

Cóż to tak naprawdę to ta ,,turystyka ekologiczna”? Czy do końca przeciętny obywatel potrafi to określić?Najlepiej chyba definiuje ją Wikipedia:,,Turystyka ekologiczna – forma ruchu turystycznego, minimalizująca negatywny wpływ turystyki na stan środowiska przyrodniczego (miejsca recepcji turystycznej) bez względu na motywy podjęcia podróży.

Turystyka ekologiczna jest często utożsamiana z ekoturystyką. Jest to oparte na założeniu, że turysta, dla którego przyroda stanowi główny walor turystyczny, będzie chronił jej zasoby” a więc:

,,Ekoturystyka to ruch turystyczny, którego głównym celem jest zachowanie trwałego, zrównoważonego rozwoju zasobów i walorów turystycznych poprzez: integrację działalności turystycznej z celami ochrony przyrody oraz życiem społeczno-gospodarczym, kształtowanie nowych postaw i zachowań turystów i organizatorów ruchu turystycznego, bazowanie na potencjale społecznym i gospodarczym danego obszaru.

Ekoturystyka kładzie szczególny nacisk na:

rozwijanie aktywności turystycznych związanych z bezpośrednim kontaktem turysty z przyrodą w obrębie otwartych niezdewastowanych obszarów (szczególnie przyrodniczych obszarów chronionych), co pozwala na poznawanie, podziwianie i czerpanie przyjemności z piękna krajobrazu naturalnego, ciszy i spokoju, ze społecznością lokalną, co pozwala na poznawanie tradycyjnego stylu jej życia i kultury regionalnej oraz nawiązywaniu bezpośrednich kontaktów międzyludzkich;dostosowanie wielkości ruchu turystycznego do chłonności turystycznej oraz preferowanie małej skali rozwoju w odniesieniu zarówno do grup uczestników ruchu, jak również bazy i urządzeń turystycznych; aktywizowanie życia społeczno-gospodarczego w obrębie obszarów Natura 2000 oraz w ich otoczeniu, poprzez wskazywanie działań związanych z tworzeniem pakietów usług dla różnych form aktywności w ramach ekoturystyki.

Według Dominiki Zaręby, autorki pierwszej w Polsce książki o ekoturystyce („Ekoturystyka”, Dominika Zaręba, Wyd. Naukowe PWN, Warszawa, 2000, 2006 i 2008) ekoturystyka stanowi rdzeń koncepcji turystyki zrównoważonej. Jest „najczystszą” formą podróżowania przyjaznego środowisku, ponieważ odby­wa się zwykle na obszarach o najwyższych walorach przyrodniczych i krajo­brazowych, bezpośrednio przyczynia się do ochrony środowiska naturalnego i kulturowego tych regionów, a jej uczestnikami są ludzie o dużej świado­mości ekologicznej i wrażliwości przyrodniczej. Dominika Zaręba wyodrębnia trzy najważniejsze cechy ekoturystyki wyróżniające ją spośród innych form podróżowania:

ekoturystyka jest formą aktywnego i dogłębnego zwiedzania obszarów o wybitnych walorach przyrodniczych i kulturowych; ekoturystyka strzeże harmonii ekosystemów przyrodniczych i odręb­ności kulturowej lokalnych społeczności;

ekoturystyka dostarcza środków finansowych skutecznej ochronie war­tości dziedzictwa przyrodniczego i kulturowego oraz przynosi realne korzyści ekonomiczno-społeczne ludności miejscowej.,,

Jestem więc prawdziwym ekoturystą a nawet ekoprzewodnikiem.Już we wczesnych latach osiemdziesiątych moi rodzice otrzymali adres kobieciny wynajmującej kwatery w gospodarstwie rolnym nieopodal Ustronia Morskiego i tam przez kilka lat z rzędu spędzaliśmy coś w rodzaju ekowakacji agroturystycznych.To jednak temat rozległy na zupełnie inną opowieść.Teraz warto skupić się na kraju tak niedalekim a tak właściwie nam nieznanym-Ukrainie.Oprócz opisów wspaniałej przyrody pragnę przybliżyć czytelnikom tę ,,odrębność kulturową lokalnych społeczności”.Jak wspaniale jest zwiedzać dzikie ostępy ale i znane miasta i kurorty innymi ścieżkami niż te wytyczone przez biura podróży.A co najważniejsze obcować z miejscową ludnością bo to pozwala nam naprawdę poznać dokładnie każdy odwiedzany kraj.

NA DACZY

Dacza to coś w rodzaju domku letniskowego.Dla wielu obywateli Związku Sowieckiego była to jedna z oznak luksusu i dobrobytu.Szczyt marzeń niektórych,nie dla wszystkich osiągalna.Często to coś w rodzaju naszych polskich altanek na ogródkach działkowych,czasami jakaś budowla kojarząca się nam raczej z szopą ale są też piękne osiedla i miejscowości gdzie stoją dacze luksusowe z kanalizacją,pełną infrastukturą,wszelkimi podłączeniami,telewizją satelitarną i internetem.Oczywiście chronione.

Widziałem te budowle często przejeżdżając przez podmiejskie miejscowości.Architektura i pomysłowość właścicieli wszelaka.Ale przecież chodzi głównie o to aby odpocząć, pogrillować,spotkać się z rodziną lub znajomymi ,,na prirodie”.Opowiadał mi znajomy jak kiedyś został zaproszony na daczę gdzieś pod Leningradem.Drewniana stodoła i Grisza-gospodarz pił wodę z wiadra.Te czasy już chyba minęły.

Znajomi, od których wynajmowałem mieszkanie pochwalili się jednej z kuzynek,że jest u nich ,,innostrannyj” gość.Ta postanowiła nas wszystkich zaprosić do siebie na daczę.Było to w Odessie więc klimat pozwalający na kilka miesięcy w roku zamienić mieszkanie w rozgrzanym mieszkaniu na położony gdzieś nad morzem domek.Zaproszenie przyjąłem z wielkim zadowoleniem.W końcu poczuję na własnej skórze co to takiego odpoczynek na daczy.

   Kuzynka ma na imię Marinka.Pracownica administracyjna jednego z odesskich teatrów.Jej mąż Serioża,wysokiej klasy znany okulista.Wydaje mi się,że nie odpoczywają w szopie i nie piją wody z wiadra.Znajomi bardzo ich chwalą,to podobno ichnia klasa średnia.Co prawda dawno się nie widzieli ale teraz wraz z gościem zagranicznym odświeżą rodzinne związki.

Jedziemy komunikacją miejską więc wnioskuje,że bez alkoholu się nie obędzie.Umówieni jesteśmy  pod teatrem gdzie czekać ma Marinka i dalej już razem.Wsiadamy w marszrutkę i niedługo jesteśmy pod teatrem.Marszrutka to wspaniały wynalazek i udogodnienie dla pasażerów przynajmniej w moim mniemaniu.,,Marszrutnoje taxi” to rodzaj autobusu właściwie busa,kilkanaście miejsc siedzących i stojące.Kursuje bardzo często na każdej trasie.Przemieszczać się można nim bardzo szybko,jedzie jak samochód osobowy.Takie skrzyżowanie autobusu z taksówką.Bywają wersje trochę większe,takie mini autobusy ale zasada działania taka sama.Cena trochę wyższa niż tramwaj czy trolejbus ale warto ze względu na czas podróży.W każdym mieście jest trochę inaczej,czasami płaci się przy wsiadaniu,gdzie indziej przy wysiadaniu.I zatrzyma się tam gdzie się poprosi czy zamacha stojąc przy drodze.W Odessie na przykład opłatę regulujemy przy wysiadaniu.W zależności od ilości przejechanych przystanków płaciło się 1,5 lub 2 hrywny.Nikt nie pilnuje odległości i nie liczy oprócz samych pasażerów.Nie zauważyłem nigdy żeby ktoś nie przyznał się do tej dłuższej trasy.W większej wersji marszrutki bywają drzwi z tyłu pojazdu.Czasami jeśli jest duży tłok kierowca wpuszcza lub wypuszcza nimi ludzi.Jest ciasno i kto nie ma możliwości podejść i uregulować opłaty prosi współpasażerów o pomoc.Wtedy pieniądze wędrują z ręki do ręki lub nad głowami do kasy:

-,,za dwa płacę z Morwagzała”- i podaj dalej

-,,za dwa z Morwagzała”- powtarzają uczynni współpodróżni i podają sobie banknoty.Tą sama drogą wraca też ,,zdacz” czyli wydana reszta.Jeśli ktoś chce wysiąść a cięzko się dostać do przedniego wyjścia wystarczy tylko krzyknąć tak żeby kierowca usłyszał a jeśli nie usłyszy to ktoś zaraz to samo powtórzy głośno -,,zadnie !!!” i wtedy otworzą się drzwi z tyłu.I wysiada ponoć zawsze ten kto zapłacił.Jakoś nie moge sobie wyobrazić tego w Polsce,mogłoby wyskoczyć i pół autobusu.Nie wiem czy to mentalność inna czy tak  porządku nauczyła ich władza totalitarna,w każdym bądź razie działa.I nikogo nic nie dziwi,nikomu nic nie przeszkadza.Raz jechałem z dworca z wypchaną torbą,zająłem miejsce na końcu żeby nikomu nie przeszkadzała.Ponieważ był to dzień przedświąteczny marszrutka zapełniła się do oporu,wszyscy wsiadali pod dużymi sklepami z większymi zakupami.Na moim przystanku wcale się nie rozluźniło więc przepychałem się wąskim przejściem środkiem między fotelami a torbę dźwigałem nad ludzkimi głowami trochę je też obijając.Nie usłyszałem żadnej uwagi a jeszcze wyciągały się ręce i chętnie pomagały.A kierowca cierpliwie czekał aż przebrnę.

 Pod teatrem wita nas Marinka.Kobieta pod pięćdziesiątkę,wysoka,postawna,elegancka i bardzo sympatyczna.Ma bardzo miły i przyjemny głos.Zaraz podjeżdża inna marszrutka i szybko wskakujemy.Jedziemy i jedziemy.To duże miasto.W Polsce wielu moim rozmówcom wydaje się,że Ukraina to małe miasteczka i wioski.A to potężne miasta z wielkim zapleczem olbrzymich fabryk,szerokie kilkupasmowe drogi-prospekty i masa ludzi na ulicach.Osiedla bloków-sypialnie wraz z całą infrastukturą.Taka Odessa jest chyba wielkości Warszawy a gdzie jeszcze Donieck,Dniepropietrowsk,Zaporoże,Charków,Połtawa…Taki Lwów też przecież jest duży..i Tarnopol i Stanisławów…o Kijowie już nie wspominam.Wysiadamy pod jakimś większym sklepem spożywczym,marketem.Wchodzimy na zakupy,Marinka twierdzi,że czegoś by tam można jeszcze dokupić.Pakujemy do koszyka jakieś słodycze,czipsy,owoce,to co moze się przydać na takim pikniku.Nie zapominamy o kilku kartonach miejscowego czerwonego wina.Przy kasie znajomi szepczą mi dyskretnie,że to ja powinienem za to wszystko zapłacić.Trochę mnie dziwi taka bezpośredniość bo nie jechałem w gości z pustą ręką jak oni ale płacę.Żaden problem.I znowu do marszrutki.Teraz jedziemy już po terenach podmiejskich.Domki jednorodzinne,ośrodki wczasowe,obozy pionierskie-młodzieżowe,jakiś przepiękny klasztor.Autobus kończy bieg.Pętla gdzieś w lesie.Trasa widać,że ruchliwa sądząc po ilości odpoczywających kierowców.Marszrutki się wietrzą.Nie wiem czy mi się zdaje czy to już słychać szum morza.Po drodze stoją jakieś muzealne wagony,czytam tablice pamiatkowe, gdzieś tu przebiegała linia frontu.

 Przechodzimy na skróty przez jakiś dawny ośrodek wczasowy.Całkiem jak w PRL-u tylko dużo większe.Domki się rozpadają, na placu zabaw odrapane karuzele i huśtawki.I nagle przed nami przepiękny widok.Stoimy na górze,ostre zejście w dół a tam osiedle-kilka uliczek domków i przepiękne morze.Cudo.Docieramy pomału.Dacze przeróżne.Raczej niewielkie ale i dwupiętrowe murowane i kamienne i drewniane.Drogi wybrukowane,wąskie chodniczki i całkiem niezłe samochody.Trochę to jednak przypomina mi nasze ogródki działkowe.Jeszcze tylko jedna,druga furtka i jesteśmy.Powierzchnia działki niewielka.Trawka trochę wypalona słońcem bo tu jednak panują wysokie temperatury,kilka drzewek owocowych i tradycyjnie leżaki,krzesła ogrodowe i grill.Dacza niewielka,z płaskim dachem.Dwie sypialnie,pokoik o bliżej nieokreślonym przeznaczeniu,kuchnia i niewielka łazienka.Wszystko po generalnym remoncie,gipsokartony,ładnie odmalowane.Kuchnia i łazienka wykafelkowane,oczywiście w pełni wyposażone-lodówka,pralka,kuchenka mikrofalowa i tradycyjna.Z zewnątrz budyneczek obłożony panelami.Na wszystkich drzwiach zauważam bardzo potężne i solidne zamki.Najważniejsza część i centralne miejsce całej posiadłości to taras, przez który wchodzi się do wszystkich pomieszczeń.Na tarasie wielki stół,fotele,krzesła i rozkładana kanapa. Na niej podobno chętnie śpi gospodarz.Bardzo zdrowo,wspaniałe powietrze.W Odessie wogóle jest świetny i zdrowy klimat.Kurort.Wiele sanatoriów.Oprócz wszelkich innych walorów leczniczych okolica ta słynie z leczenia alergii.I faktycznie.Sam cierpiałem na to, każdy sierpień był dla mnie bardzo ciężkim miesiącem.Męczył mnie zawsze sienny alergiczny katar.W dzieciństwie obrywałem zawsze:

-znowu smarkasz!Biegasz z chłopakami,pijesz zimne napoje, jak tak można.-Kto wtedy miał pojecie o jakiś alergiach.Po trzech tygodniach przebywania w Odessie ustąpiły wszelkie objawy

Rozsiadamy się na tarasie.Marinka krząta się,na stole pojawiają się oprócz naszych zakupów różne cuda.Pierożki ze wszystkim:ze szpinakiem,z serem i kartoszką,z mięsem i jeszcze z owocami.Pełen wybór.To jako przekąski.Skwierczy też coś już na grillu,to moi znajomi przejęli inicjatywę.Najbardziej smakuje mi tutejszy bigos.W przeciwieństwie do naszego to różne rodzaje świetnie przyprawionych mięs troszeczkę tylko obłożone kapustą.Rewelacja.Naprawdę wspaniała kuchnia.Są i słodkości,niczego nie brakuje.Wino lokalne też świetnie smakuje schłodzone.Dobrane smakiem i mocą do tych dań i klimatu.Znowu duży plus dla Marinki.Gospodyni szczerze się stara.Zrozumiałem teraz dlaczego tak znajomi cieszyli się z tego zaproszenia.I skrzętnie ze wszystkiego korzystają.Przypominam sobie jak wujek opowiadał jak to pojechał do Leningradu i poszedł na imprezę.Podano jedzenie,zakotłowało się zaraz.Stwierdził,,zaczekam aż się uspokoi,wszyscy sobie nałożą a potem ja spokojnie.I to był mój błąd”.

Jak to na imprezie rozmawiamy o wszystkim i o niczym.O dzieciach,o życiu.Marina jako długoletnia pracownica teatru opowiada jakie to sławy widziała i poznała.Odbieram sms-a,muszę pilnie skorzystać z internetu.Ale laptopa nie ma,Serioża ze swoim jeździ do pracy.Może pomoże sąsiad.Idziemy za płot,sąsiad mówi,,net problema”.Drewniana chata,BMW na podjeździe.W środku pełen wypas.

-Ale komputer jest tylko w sypialni,zaprowadzę- i prowadzi mnie do pokoju.Tam wielkie łóżko a na ścianie wieeelki monitor LCD,bezprzewodowa klawiatura gdzieś leży.

-A lubię tak,leżę sobie na łóżku i piszę ze znajomymi-opowiada skromnie sąsiad.Myślę sobie,że wody z wiadra chyba nikt tu raczej nie pije.

Od sąsiada już tylko dwa kroki na plażę.Czyściutko i pusto.Tu prawie nie ma  turystów.Sami mieszkańcy osiedla.Trochę im zaczynam zazdrościć.Można zapomnieć o wszystkich problemach.Niech się schowają wszystkie zatłoczone Tunezje,Egipty,Chorwacje.

Ded Wasia czyli gościłem u prawdziwego NKWD-dzisty

Wszyscy chyba słyszeli o takiej instytucji jak NKWD.Czym się zajmowała,co do niej należało-jakie miała prawa i obowiązki i jak się dała zapamiętać każdemu kto miał z nią styczność.Otóż na Ukrainie żyje jeszcze wielu ,,kombatantów” mających zaszczyt służyć w jej organach.Cieszą się ogólnym szacunkiem,płaci się im wysokie emerytury,biorą udział we wszystkich świętach państwowych,utrzymali wszelkie przywileje bo to w końcu weterani.Ich służba ojczyźnie właśnie na tym polegała. U moich znajomych w rodzinie był również taki ktoś.

Nazywany wujkiem i dziadkiem zdaje się brat babci czyli wujek ich matki czy jakoś tak.Ogólnie Died albo Dieduszka Wasia.Opowiadają o nim często przy okazji obchodów np.Dnia Zwycięstwa.Intryguje mnie to bardzo,chciałbym go poznać bo gdzie jeszcze osobiście zobaczę kogoś takiego?Może coś ciekawego od niego się usłyszy,może ,,pracował” w jakimś znanym nam mniej lub bardziej miejscu.Po prostu odzywa się we mnie żyłka historyka.I któregoś dnia Died Wasia zaprasza na obiad.Mnie oczywiscie też.Jedziemy gdzieś daleko na drugi koniec Odessy.Blokowisko ale jakoś dziwnie dużo zieleni,trawa nie wypalona słońcem czyli ktoś podlewa.Wszystko czyste i zadbane.Musi to być faktycznie lepsza dzielnica.Kiedyś idąc na skróty zapuściłem się w podwórka pomiedzy blokami i widziałem tam facetów w podkoszulkach pijących napoje wyskokowe i jednocześnie dbających i konserwujących swoje żiguli różnych roczników,mamy z dziećmi w piaskownicach grillujące przy ładnie zaścielonych ławeczkach ceratowymi obrusami,taki piknik osiedlowy.Tutaj tego nie było.Po drodze wstępujemy do osiedlowego marketu bo podobno Dieduszka lubi słodycze więc nabywam ja oczywiście kilogram dobrych lodów i butelkę wina bo może staruszek chociaż tego będzie mógł się odrobinkę napić.Wysłuchuję też opowieści o Zoji to jest drugiej jego żonie,że ponoć to nienajlepsza gospodyni itp.Otwiera nam postawny sprawny jeszcze mężczyzna,chodzi niby o lasce…ubrany w bielusieńki podkoszulek ale spodnie w kancik.Maleńkie mieszkanko,proszą od razu do salonu.Stół już prawie zastawiony,chyba wygłupiłem się z tym winkiem.Na ścianach zdjęcia przedstawiające naszego gospodarza w różnych epokach.W młodości pozuje chyba na Dzierżyńskiego bo na portrecie twarz z charakterystyczną bródką, nawet profil podobnie ujęty.Rozsiadamy się za stołem,ciocia Zoja zaraz poda obiad.

 -To co?Porozmawiamy po polskiemu?-zaczyna rozmowę Died Wasia ale na tym kończy się jego znajomość naszego języka.Mój talerz coś dziwnie niedomyty,chyba prawda to co opowiadają o gospodyni ale tłumaczę sobie,ze staruszka może już nie dowidzi.Przy posiłku takie tam pogaduchy.Dziadek opowiada jak to właśnie był na pogrzebie pułkownika KGB wspomina jak poznał swoją obecną żonę.Wracał z jakiegoś spotkania kombatantów z wielkim bukietem kwiatów,który mu tam podarowano.Zoja siedziała na wprost niego w tramwaju czy autobusie,wstał i po szarmancku jej go wręczył.I tak to się zaczęło.Enkawudzista romantyk.Ze swoją córką nie widuje się od momentu ślubu za to bryluje u nich Igor-pasierb.Pomaga ojczymowi,wozi go do lekarzy,kupuje lekarstwa,prezenty,ogólnie bardzo o niego dba.Jak zauważa moja znajoma chyba głównie ze względu na wysoką emeryturę i inne dobra doczesne jakie on posiada.Do i po posiłku oczywiście wódeczka.Gospodarz domu obowiązek napełniania kieliszków scedował na mnie i mojego kolegę Saszę.,,Tej wódki nalewajcie sobie a tej mnie,ta mi szkodzi a Zojce tak na razie też możecie lać ale tylko po połóweczce”.Widzę,że Dieduszka darzy mnie sympatią a już jak wypowiedziałem się niezbyt pochlebnie o inteligencji,polityce i mocarstwowości amerykanów byłem swój.,,Co to za duracki naród” podsumował zadowolony.Rozmawiamy o historii,całkiem nieźle się orientują oboje.O polskich rodach,o rozbiorach,o Napoleonie a już o szlaku bojowym Ludowego Wojska Polskiego wszystko.W końcu kobiety przenoszą się do kuchni,mają swoje sprawy,tam można zapalić bo tu absolutny zakaz i wiedzą też doskonale,że dziadek zaraz zacznie wspominać a niekoniecznie to jest dla wszystkich interesujace. A my tu sobie w końcu porozmawiamy-mam taką nadzieję.Ded Wasia zaczyna pokazując na ściany:,,popatrz na fotografie jaki byłem młody i przystojny,jakie miałem włosy,wyglądałem jak Dzierżyński”.Nareszcie!!! ,,Wiesz,na wszystkie swoje medale i ordery szczerze zasłużyłem.Są tacy co je teraz sprzedają,nie szanują.A ja wiernie służyłem ojczyźnie,ojczyznę trzeba kochać”.Nieistotne,że to już teraz niepodległa Ukraina.Na myśli ma Związek Radziecki.We wszystkich jego dawnych republikach teraz już niepodległych państwach żyją tacy ludzie.I przez większość ich obywateli są traktowani jako zasłużeni kombatanci.Takie stawianie sprawy jak robi to wielu naszych polityków,że Rosja jest be a Ukraina w jak najlepszym porządku przypomina to jacy Niemcy z NRD  zawsze dla nas byli wspaniali,dobrzy,przyjacielscy a ci z RFN to spadkobiercy nazistów.

,,Miałem 18 lat jak się zaczęła wojna,byłem słuchaczem w szkole wojskowej.Mieliśmy służbę z kolegą,patrolowaliśmy teren przyległy do naszej instytucji.Nagle nadlatuje samolot,taki mały kukuruźnik.Przy lądowaniu ma problemy.Siada ale uderza mocno w ziemię,rozbija się ale na razie nic nie wybucha.Podbiegamy i wyciągamy nieprzytomnego pilota i jakiegoś wyższego oficera.Ten jest połamany,nie moze się podnieść,ledwo się rusza.Kolega coś grzebie przy rozbitym silniku,posypuje rozlane paliwo piaskiem.Ratujemy im życie.Pierwsze pochwały i odznaczenie.

Niemcy posuwali się błyskawicznie,zostaliśmy odcięci i przebijałem się na wschód do naszych.Ciężko było bo to jednak do przejścia była linia frontu ale jakoś się udało.Rosjanie mnie zatrzymali i odstawili do jakiejś mieściny gdzie było już wielu takich jak ja.Musieliśmy stanąć przed komisją,takim właściwie sądem wojskowym.Każdy kto przyszedł z niemieckiej strony był podejrzany,właściwie to uznany był już za szpiega.W wielkiej sali za stołem siedzieli oficerowie,doprowadzano do nich żołnierza,chwila rozmowy i przeważnie decyzja-rozstrzelać.A mi już było wszystko jedno. Wykończony,zmęczony,psychicznie zdołowany.Miałem 18 lat ale już byłem gotowy,niech rozstrzelają.Moja kolej.Staję przed komisją nawet nie podnoszę głowy,nie przyglądam się.Jakieś pytania i nagle za stołu podnosi się oficer.Podchodzi do mnie i słyszę-chłopie,tyś mi życie uratował,wyciągnąłeś mnie z rozbitego samolotu-podchodzi,poklepuje.Pułkownik NKWD.I zabrał mnie do siebie,załatwił przydział.Całą wojnę z nim przesłużyłem.Dobry był chłop.”

Jak przebiegała dokładnie ta służba jakoś ciężko jest to z niego wydobyć.Może tajemnica,może nie chce opowiadać.Wiem tylko-1 Front Ukraiński i ,,I tak my razem doszliśmy do Budapesztu”.Gdzieś po drodze słyszę,że był służbowo w Polsce, w Czechosłowacji.Widział bunkry UPA-,,Co to było za wojsko,jak oni walczyli,siedzieli tylko w tych bunkrach i wychodzili mordować.Jak tam weszliśmy to było wszystko,pełne wyposażenie,wentylacja,oświetlenie,woda….no myśmy rozbijali te bunkry”.

  -Może wam zrobić zdjęcie?-Sasza proponuje a dziadek momentalnie się podnosi,wyciąga z szafy marynarkę obwieszoną medalami,zakłada i dopiero teraz pozuje.Wszystko bardzo sprawnie jak na swój wiek.

– Potrzebna Panu wogóle ta laska?-nie wytrzymuję i pytam..

-A tak trochę,tak mnie ubezpiecza…

,,A w latach wczesnych 50-ych dowiedzieliśmy się,że jest jakaś szajka złożona z samych dyrektorów przedsiębiorstw,sekretarzy i zwykłych spekulantów.Chodziło o łapówki i czarny rynek.czasy były ciężkie,wszystkiego brakowało.A oni nagle mieli wielkie pieniądze,żony w futrach,luksusy.Jeździli i balowali po kurortach,na Krym,do Gruzji,sam namierzałem kogoś tam w Soczi”.Dieduszka się rozkręca po kolejnym kielichu.,,Normalna robota czekisty wtedy była.No i co.Rozbiliśmy tę bandę.Ludzie co jeść nie mieli,po kilkanaście osób w mieszkaniu mieszkało a oni co?Okradali wszystkich.Siedem osób rozstrzelano,sukces był”…

Nareszcie zaczyna o czymś ciekawym,chyba pociągnę go trochę za język.

 ..Wiesz jak Tatiana to jest córka mojej siostry piła za młodu i jak guliała?”.Tu ma na myśli teściową Saszy siedzącego z nami przy stole.To mama Swiety,która teraz jest zajęta w kuchni z babcią Zoją babskimi sprawami.Faktycznie obijało mi się o uszy jak to lubiła zabalować za młodu.Dziecko poszło do pierwszej klasy na rozpoczęcie szkoły a mamusia nie dotarła bo jeszcze trwała impreza.Drugim jej mężem był jakiś kapitan okrętu szkoleniowego,jak wracał z rejsu zabierał ją na maraton knajpiany bo też za kołnierz nie wylewał,woził do Gruzji,Abchazji ale właściwie to przy nim sporządniała,pilnował jednak.Teraz babcia to już raczej spokojna emerytka.W przeliczeniu jakieś 50 euro emerytury na wiele nie pozwala,dorabia gdzieś jeszcze czasami bo na Ukrainie o dziwo jest praca dla emerytów.Mieszka u córki i czasami dochodzą od nich odgłosy świadczące o niezbyt miłym współżyciu.Kiedyś nieśmiało,, pożyczyła „ode mnie 20 hrywien i najbardziej widocznym zakupem była duża butelka piwa.Myślałem pić się chce bo temperatury tu strasznie wysokie panują.

 ,,Piła,balowała po nocach,szlajała się…ale ja ją oduczyłem..Nikomu to się nie podobało,wszyscy jej zwracaliśmy uwagę,prosiliśmy,tłumaczyliśmy,groziliśmy ale nie skutkowało.Aż raz wychodzę rano a tu ciągnie się taka ledwo żywa,przewraca i jeszcze odgraża mi się.O czekaj swołocz,po co ty masz żyć,powiesze cię..Wyciągnąłem z komórki kawał liny,zarzuciłem za gałąź, zawijam pętlę i jej na szyję.I ciągnę do góry.Wtedy do niej dotarło,płakać zaczęła,obiecywać,przepraszać i tak ja ją właśnie na ludzi wyprowadziłem”

 Metoda drastyczna ale skuteczna.Zaraz zacznę dyplomatycznie wypytywać znowu o wojnę skoro tak na szczerość się zebrało ale nagle Ded Wasia podrywa się czujnie,coś mu nie pasuje :

-Gdzie kobiety ,chodźcie do nich zobaczymy,mi się coś nie podoba.-i pomaszerowali z Saszą do kuchni

-Ile wyście wódki przynieśli?-pyta dziadek

-My wódki wogóle,tylko to winko-odpowiadamy.A Wasia już węszy,prowadzi dochodzenie.

-To dlaczego one takie pijane?-a w kuchni Sweta nieźle podchmielona,babcia Zoja ledwo trzyma się na nogach ale wie,że to nie przelewki,że mąż trzyma wszystko w domu za mordę i zaraz się zacznie więc sprytnie wymyka się do łazienki i zamyka od środka.Dziadek zły,krzyczy.Swieta próbuje jej bronić ale z czekistą nie tak łatwo.Okazuje się,że małżonka ma problemy z alkoholem dlatego dziadek tak pilnował przy nalewaniu,pozwalał tylko połóweczkę.Okazało się,że kiedy zniknęły w kuchni babcia wyjęła ukryte pieniądze zamotane gdzieś za spinką we włosach i posłała Swietę na zakupy:,,weź Złociutka dwie buteleczki wódki i papieroski,wypijemy sobie bo ten kozioł na nic mi nie pozwala,takie to przy nim życie…”Dały radę wypić tylko jedną.

Babcię trzeba ratować.Co z tego jak z łazienki nie odpowiada.Dieduszka zarządza wyłamanie zamka,Saszka sobie szybko z tym poradził a na sedesie śpi babcia.Przenoszą ją i układają troskliwie na łóżko(a nie jest to łatwe).Sytuacja nieprzyjemna,odwiedziny trzeba kończyć.Alkohol pokrzyżował mi badania naukowe,trudno.Jeszcze tylko dochodzi do spięcia między Swietą a dziadkiem,zapytała tylko co z daczą,czy jeżdżą tam jeszcze.

-Ja już stary jestem,sił nie mam tam cokolwiek zrobić,Igorowi zapisałem,on tam teraz gospodarz….

-To jak to,to ja mam syna,on prawie jak Twój wnuk,jemu trzeba było zapisać….jak tak można..-podpita to też sobie pozwala…To Dieduszce wystarczyło,widocznie drażliwy temat.Podniósł laskę i próbował jej przyłożyć przy czym leciały epitety typu swołocz,suczara,paszła ty na…..,ubiju ty taka.Kończymy imprezę.Zrozumiałem teraz to powiedzenie ukraińskie jak to goście się żegnają i na koniec zawsze,,przepraszamy,że bez draki”.

 Wychodzimy a o dziwo Dieduszka żegna mnie bardzo serdecznie,ściska i wręcza niewypitą butelkę wódki.

 -Wypij sobie,twoja zdobyczna…jak będziesz miał ochotę wpadnij to Ci poopowiadam jeszcze…

Tak się pije w Ukrainie I

Któregoś pięknego,słonecznego i upalnego dnia naszła mnie ochota napić się zimnej wódeczki i przegryźć to bułeczką z czerwonym kawiorem.Zapowiadało się całkiem wolne popołudnie i wieczór,moi podopieczni odpoczywali po trudach cięzkiej wyprawy w Step Akermański więc dlaczego właściwie nie?Ale przecież nie będę pił sam.W Odessie nie ma zbyt wielkiego problemu ze znalezieniem towarzystwa do butelki to i mnie się udało.Kwatery wynajmowały nam dwie kobiety,mama z córką.W ciągu dnia pracowały też na okolicznym bazarze,jedna sprzedawała w kiosku z kosmetykami,druga z pamiatkami odesskimi(nota bene identycznymi jakie mój syn przywiózł sobie z Mrzeżyna).Przechodziłem tamtędy i wpadłem na pomysł żeby moze napić się wieczorem z nimi.W końcu to nasze gospodynie,dbają też o nas,trzeba je jakoś uhonorować.Zaproszenie przyjęły z zadowoleniem,trochę tylko krępowały sie tym kawiorem bo to uchodzi za drogi rarytas.

-U nas to się nazywa,,carska kolacja”.Tylko nie Kupujcie tu-zaproponowała młodsza.-

-Jak zamkniemy sklepiki to podejdxiemy tam trochę dalej,ja zaprowadzę,tam jest taki duży market.Taniej i wybór dużo większy.Tak gdzieś o 18,dobrze?.

I tak zrobiliśmy.Spacerkiem przeszliśmy sobie do supermarketu takimi skrótami,że ja sam jeden nie wiem czy bym się odważył.Nabyłem bułeczki,masełko,jakieś piwko,papieroski,KAWIOR,butelke dobrej wódki(którą nieśmiało proponowała Młodsza,chyba ze względu na cenę.).Wracając postnowiliśmy podjechać te dwa przystanki tramwajem.Na przystanku siedziała kobieta,trzymała papierosa jak prawdziwa dama.Umalowana,wyczesana tylko trochę nadużyła alkoholu.Ludzi zagadywała o coś wydając z siebie takie dźwięki,że bez tłumacza nie pojmiesz:

-Eeeee aaaaaa,buuuuuuaaaaa, da.-i bądź tu mądry co ona chce.

Na wprost niej siedział mężczyzna,elegancki,w drogiej koszuli,w ręku trzymał tylko butelke wódki.To były całe jego zakupy.Kiedy wzrok baby skierował sie na niego podniósł flaszkę,pomachał nią jej przed oczami i zapytał:

-Wodki popijosz?-Dawno nie widziałem takie szczęścia w oczach,aż zaniemówiła.Ale minęło kilka minut,dotarło do niej,że facet robi z niej jaja i dopiero się zaczęło…:

-O ty durak,buuuuaaaaa,da,,,ooooooaaaaaa…

I akurat przyjechał tramwaj więc nie widziałem finału.

Zasiedliśmy w pokoju pełniącym funkcję jadalni,dziewczyny nakryły stół,zmroziły wódeczkę bo na dworze było ok. 40 stopni.Spojrzałem na butelkę,na te drobne kobiety i zaproponowałem,że wyskoczę jeszcze do sklepu obok,wezmę jakiegoś soku i coli.

-????A po co?Wam się chce Coca-coli?-zdziwiła się młodsza.

-Nie ,to dla Was-odpowiadam i mam przed oczami nasze damy wymyślające drineczka z sokiem takim a takim a moze ewentualnie z colą …..a może jeszcze cos innego byle nie czystą…

-A nieeeeee-zaczęła sie śmiać-mineralna jest jakby co….!!!

W miłej i przyjacielskiej atmosferze posiedzieliśmy sobie do bardzo poźnego wieczora i powiem szczerze-kobiety dotrzymywały pola.W między czasie pojawił się jeden z moich podopiecznych i był nieco zdziwiony.W końcu wszystko się pokończyło a i upał i zmęczenie też zrobiły swoje.Starsza pożegnała się i poszła do siebie piętro wyżej ale Młodsza mieszkała kilka ulic dalej.Mąż był na nocnej zmianie a w mieszkaniu tylko teściowa ze swoją córką.Przyjechały ze wsi spod Nikołajewska posiedzieć młodym trochę na głowie.O teściowej słyszałem,ze też za kołnierz chętnie nie wylewa ale z gotówką problemy.Śpi juz też na pewno więc my jako dżentelmeni zadecydowaliśmy szarmancko,że odprowadzamy Młodszą do domu.Zgodziła się chętnie a prowadziła nas tak,że akurat po drodze był sklep monopolowy.Z za żelaznej kraty,przez mały otwór nabyliśmy jeszcze kilka butli(chyba 1,5l) piwa.W domu teściowa i córka owszem spały już ale kiedy w mieszkaniu pojawili się goście i kilka butelek piwa momentalnie w szlafrokach siedziały za zastawionym stołem.W kieszeni miałem jeszcze paczkę mołdawskich papierosów bez filtra,którymi mozna się było raczej najeść niż napalić(kupiłem z ciekawości)i darując je Wali(imię teściowej)sprawiłem jej ogromną przyjemność.

Długo jeszcze słyszałem jak to Wali spodobało się u synowej.W nocy przyjdą,piwka i papierosków przyniosą.Raj w tej Odessie!

Po ,,ŻELAZNEJ DRODZE”

Bardzo lubię ukraińskie pociągi.We wszystkich krajach dawnego Związu Radzieckiego kolej chyba pozostała niezmieniona.Szerokie tory,wielkie, wysokie  przestronne wagony,wysuwane schodki i wycierane poręcze przez obsługę na każdym postoju żeby czasem pasażer się nie męczył i nie pobrudził.(Mam tu na myśli tylko pociągi dalekobieżne bo takie kursujące na krótszych trasach nazywane są ,,elektriczką”.)Pociągi dłuuugie i często ciągną je dwie lokomotywy.Na każdy wagon jeden opiekun-prowadnik ale przeważnie to prowadnica czyli kobieta.Do jej obowiązków należy kontrola i opieka nad pasażerem-wpuszcza go do wagonu bo bez biletu do tego pociągu nikt nie wsiądzie no chyba,że osoba odprowadzająca ale to tylko za zgodą prowadnika, wydaje pościel, robi herbatę alb kawę, u niej często znajduje się mini bufecik gdzie zaopatrzysz się w jakieś przekąski,ciasteczka,wafelki,czekoladki a czasami i piwko lub podobno nawet coś mocniejszego….Jest to taki konduktor-opiekun,postać bardzo ważna dla pasażera na czas jego podróży.Prowadnik jest oczywiście umundurowany więc odpowiedzialny jak urzędnik  na służbie.

Nie ma pierwszej i drugiej klasy.Najtańsza i najpopularniejsza chyba to plackarta.Wagony otwarte bez przedziałów z miejscami leżącymi.Wzdłuż korytarza wnęki z czterema kuszetkami-dwie na dole,dwie na górze i pod oknem naprzeciwko również dwa miejsca oczywiście leżące.Lepsze  wagony to kupe czyli normalny przedział z czterema miejscami do spania.W każdym wagonie samowar a w zimie prowadnik pali w piecu w korytarzu przy przejściu za toaletami.Na dalszych i poważniejszych trasach czyli między np. poważnymi miastami, stolicami itp. bywają też wagony LUX.Nie we wszystkich pociągach jest podczepiony wagon restauracyjny i pozostaje nam ratować się na postojach lub u prowadnicy.

Ludzie przyzwyczajeni do kilkunastogodzinnych i dłuższych podróży.W pociągach przebierają się w kapcie,dresy po domowemu,śpią, rozmawiają ale tak po cichu żeby nikomu nie przeszkadzać.Jedzą a jeśli piją to też bardzo spokojnie i nieuciążliwie dla otoczenia.Problem bywa tylko z paleniem.Do niedawna w każdym pociągu w przejściu między wagonami były popielniczki a teraz absolutny oficjalny zakaz.Palą dalej,prowadnice rozumieją problem, nic nie mówią albo ostrzegają bo to jednak przepis i mandat można dostać.A ponieważ na Ukrainie większość ludzi chyba jeszcze pali więc jest to faktycznie problem.Naród zmuszony jest łamać przepisy i łamie bo kto wytrzyma kilkanaście godzin bez dymka?

Podróżując często ukraińskimi pociągami widziałem już niejedno,prowadziłem wiele rozmów,poznało się naprawdę dużo ciekawych ludzi,cały przekrój społeczeństwa.Rozmowy o polityce,o świecie,o wszystkim i o niczym jak to zwykle w podróży.

  •      Wsiadam we Lwowie.Pociąg już podstawiony, ja jadę do Z. ale pociąg jedzie dalej aż do Symferopola czyli na Krym.Lwów-Symferopol-skład elegancki,czyściutki,wagon restauracyjny.Prowadnica ładna młoda dziewczyna sprawdza bilet i kieruje mnie na moje miejsce.Jadę plackartą,miejsce nieciekawe pod oknem,dolne na korytarzu czyli nie we wnęce z kuszetkami.Nade mną też ktoś jeszcze będzie spał ale nieistotne,ważne,że mam bilet i jadę,zależało mi bardzo żeby pojechać akurat tym pociągiem i dojechać na czas.Chowam bagaż,zajmuję miejsce.W kuszetce na wprost mnie jakiś wąsaty facet,brunet w średnim wieku już rozściela pościel i układa się do spania.Obok dwóch młodych ludzi,jeden z może dziesięcioletnią córką również ścielą już kuszetki.pociąg odjeżdża chyba o 9.47 rano a on już idą spać?Ja mam za sobą  noc w podróży ale jakoś nie usnąłbym jeszcze.Pasażerów w wagonie niewielu.Wąsaty brunet już chrapie,obok chłopaki też jeszcze rozmawiają a córka już też leży i naprawdę śpi.Za chwilę jeden z nich również wdrapuje się na swoją kuszetkę i też zasypia,drugi gdzieś wychodzi.Siedzę i myślę.Jak zawsze jestem pod wrażeniem lwowskiego dworca.Piękny.Pamiętam go z opowieści dziadków.Zawsze słyszałem jaki to by wspaniały dworzec…W czasach sowieckich jak wszystko podupadł ale teraz po remoncie wrócił do świetności…Piękne sztukaterie,sufity,kamieniami wyłożone ściany i podłogi…A przede mną jeszcze jakieś 20 godzin jazdy.Zastanawiam się co robić.Kilka godzin na pewno pośpię ale póki co?
  • Pomału dosiadają się pasażerowie.Zajmują miejsca, przebierają się…wszyscy po domowemu.Widzę człowieka w eleganckim garniturze,wychodzi to toalety chyba i wraca w dresiku i w kapciach nie do rozpoznania.Korytarzem przechodzi dziewczyna z wagonu restauracyjnego z wózkiem.Piwo,czipsy,orzeszki,słodycze.Myślę napiję się piwka,może dwóch,trzech i spać pójdę,czas jakoś zleci.Wybieram piwko,płacę,ładna dziewczyna w białej bluzeczce i czarnych spodniach pięknie się uśmiecha i podaje mi butelkę.Już odchodzi ale piwo dostałem nieotwarte.Może zapomniała,może ma otwieracz więc proszę ją o otwarcie.Z pięknym uśmiechem wraca do mnie,bierze butelkę w rękę i szybkim uderzeniem o obręcz okna otwiera ,kapsel spada gdzieś na podłogę a ona podaje mi piwko,jeszcze raz błyska zębami w uśmiechu i znika.Teraz sączę napój chmielowy pomału.Następna większa stacja Tarnopol.Wsiada dużo ludzi.Na wprost mnie lokuje się małżeństwo.Zaczyna się krzątanina,na stole ląduje pieczona kura,worek kiełbasy,słodycze,termosy,napoje i oczywiście butelka wódki.Ponieważ Wąsal na wprost nich cały czas śpi spoglądają na mnie i zapraszają. -dawaj do nas !!! Trochę mi głupio ale nie ustępują więc się dosiadam z moją marną buteleczką piwka.
  •  -Wasyl-
  • przedstawia się meżczyzna i wyciąga rękę ,
  •  – a to moja żona,jedziemy do mojej siostry na Krym na 60 urodziny.
  • Nalewa mi kieliszek i częstuje wszystkim co na stole.Nie mam prawa odmówić,byłby to straszny nietakt.
  • -po ukraińsku rozumiesz?
  • -tak,bez problemu.
  • Wypijamy buteleczkę,najadłem się juz świeżych domowych wyrobów,pora odpocząć.Wraca jeden z braci,jak się okazało był w wagonie restauracyjnym.Nawiązujemy rozmowę,okazuje się,że to Lwowiak a brat,który śpi mieszka na Krymie.Jedzie do Jałty do pracy a córka jak się dowiedziała,że jest mozliwość pojechaćnad Morze Czarne uparła się i nie odpuściła.Nie było wyboru,musieli ją zabrać.Igor,bo tak ma na imię mój nowy kolega chce ze mną rozmawiać po polsku.Rozumie wszystko,mówi też bez akcentu ale brakuje mu słów.W między czasie budzą się Wąsal i Igora rodzina.Zaczyna się naprawdę ciekawie i przyjemnie.Biesiada podróżna.Dosiada się współpasażerka,zajmuje miejsce nade mną.Bardzo ładna młoda dziewczyna.Sportsmenka,jedzie na urlop do domu z miasta,którego barwy reprezentuje w klubie sportowym.Jedzie tak jak i ja do Z. więc dogadujemy się,że gdybym przysnął to dopilnuje i mnie obudzi żebym nie zajechał na Krym co byłoby wielce prawdopodobne bo niespałem już prawie 2 noce a impreza się rozkręca.Wasyl z Wąsalem popijają i nas z Igorem też ugaszczają.Przypominam sobie,że mam w torbie czekoladowe cukierki,zdążyłem kupić we Lwowie na bazarze,bardzo smaczne i na warunki ukraińskie dość drogie,towar wręcz luksusowy.Wyciągam je,częstuje ale za wyjątkiem córki Igora,która z zachwytem się za nie zabiera nie cieszą się zainteresowaniem.Biesiadnicy wolą coś konkretnego pod butelkę a sportsmenka odmawia bo  dieta.Alkoholu zresztą też nie dotyka ale nie przeszkadza jej i jak wszyscy pozostali współpasażerowie wykazuje się zrozumieniem sytuacji.Nikogo zresztą nic nie gorszy,prowadnica też spogląda sympatycznie.Przyzwyczajona pewnie do różnych podróżnych.Po korytarzu kursuje dziewczyna z wagonu restauracyjnego ze swoim wózeczkiem.Też już zaprzyjaźniła się z nami.Wąsal okazuje się lekarzem wojskowym.Bardzo sympatyczny,mówi tylko po rosyjsku.Rozmowa toczy się więc w trzech językach bo Igor cały czas upiera się szlifować swój polski.Podróż mija szybko i przyjemnie.Za długo siedzimy,pora już obiadowa,postanawiamy z braćmi przespacerować się trochę.Dochodzimy do wagonu restauracyjnego.Tu wita nas uśmiechem nasza znajoma,ta co chodzi z wózkiem po korytarzu.Wagon bardzo przyzwoity,białe obrusy,ceny przystępne.Do obiadu najpierw Igor a potem jego brat przynoszą po karafce.Wódkę zamawia się tu na gramy tzn. można wziąć 100,200,300 itd.Podaje się zamówioną gramaturę w karafce a do tego stawia odpowiednią ilość kieliszków.Panie z baru również zaprzyjaźniają się z nami.Na razie wracamy na nasze miejsca.Tam im zabrakło napitku.Siedzą spokojnie i rozmawiają o wszystkim i o niczym.Dokupują po piwku bo akurat pojawia się nasza koleżanka z wózkiem.Myślę sobie-taka fajna dziewczyna,Ukrainka i znalała pracę w WARSIE,udało się jej.Po chwili dopiero dociera do mnie,ze jestem na Ukrainie i to raczej nic dziwnego,ze pracują tu UkrainkiOHO !Trzeba zbastować z tym alkoholem!
  • Zatrzymujemy się na jakiejś stacji.Postój trochę dłuższy.Wychodzimy na peron jak zresztą wielu pasażerów.Ze wszystkich stron zjawiają się nagle sprzedawcy z wózkami:pierożki,piwo,ryba,wszystko co może być potrzebne w podróży.Zaczynają się zakupy.Sam planuję coś kupić ale nie bardzo daję sobie radę z targowaniem,nie czuję się w tym mocny.Daję 50 hrywien Igorowi,ten wymawia się ale w końcu chowa w kieszeń i przystępuje do dzieła zaczynając ostrą polemikę z jedną z babuszek.Widzę jak nasz Wąsal-doktor chowa już butelkę wódki do kieszeni.Igor też też się dogadał bo wraca już do wagonu z gorzałką i chyba metrową wędzoną rybą jakiegoś nieznanego mi gatunku.Ruszamy w drogę.Zakupy na stole,ryba fachowo pokrojona w dzwonki, całkiem smaczna.Oczywiście odwiedzamy jeszcze raz wagon restauracyjny.Tu nasza znajoma od wózka wciska mi butelkę koniaku,cena i tak dużo niższa niż w naszym sklepie więc się decyduję.Szybko na stole lądują kieliszki i ku mojemu zdziwieniu do mojego koniaku zasiadają również szefowa restauracji i jeszcze jakaś kobieta w fartuchu,chyba też pracownica.Oczywiście nasza koleżanka-wózkarka też.Butelka na długo nie starcza bo kobiety pociągają szybko,nie mają czasu na posiedzenia,są przecież w pracy.Jedynie Igor nie próbuje,twierdzi,że na koniak jest za młody.
  • Wreszcie zapada wieczór,przygaszają światła,pasażerowie już śpią.My też zapadamy w drzemkę.Zmęczenie i procenty.Po jakimś czasie otwieram oczy.Wszyscy chrapią na siedząco jedynie Igor na wprost mnie nie śpi i ma bardzo przerażoną minę.
  • _co się stało?-pytam
  • -pociąg jedzie w drugą stronę,przedtem siedziałem przodem do kierunku jazdy,teraz tyłem..-i po nim widać,że nie może zrozumieć jak to możliwe i co się stało.Ale jednak zauważył,znaczy nie był aż tak pijany.
  • – i co?myślisz,że nas porwali?albo zamienili pociągi?-chcę zażartować
  • -nieznaju !!!-odpowiedział i myśli.
  • -idziemy pospać.-mówię i siadam na swojej kuszetce.On też poszedł wdrapywać się na swoją.
  • Budzi mnie światło.Nade mną stoi moja sąsiadka Sportsmenka i już pakuje torbę.
  • -no i dojechaliśmy,zaraz będzie Z.-mówi do mnie,
  • -a Pan nic nie pospał,tak tylko na siedząco trochę-widać,że się martwi,tam są bardzo dobre i wyrozumiałe kobiety.
  • Rozmawiamy jeszcze chwilkę,4 rano dojeżdżamy,pomagam wypakować bagaż.Jedynie Igor złazi ze swojej pryczy i podaje mi rękę na do widzenia.Cała reszta towarzystwa śpi snem sprawiedliwych.Sportsmenkę odbiera mama,mówimy sobie,,spasiba i dasfidania”i każdy w swoją stronę. Tak minęło prawie niespostrzeżenie 20 godzin jazdy.Ja muszę jeszcze zaczekać na dworcu około godzinki zanim ktoś mnie odbierze,tak się umówiliśmy.Znajduję toaletę dworcową ale nie mogę skrzystać bo akurat panie myją podłogę i mnie przeganiają.Idę więc do damskiej i nikogo nic nie dziwi.Przypominam sobie ten rosyjski dowcip jak to facet musiał tak jak ja w tej chwili skorzystać z damskiej toalety.Stoi z rozpiętym rozporkiem a wpada ktoś z obsługi i krzyczy-,,Towarzyszu, to dla kobiet!!!” ,a on się odwraca dalej z tym rozpiętym rozporkiem i pyta-,,a co? a to nie dla kobiet?”.
  • Zaczekam na dworcu.Na każdym jest przynajmniej jeden bar i poczekalnie.Jest też tzw. ,,poczekalnia o podwyższonym standardzie” gdzie płaci się za wstęp lub za każdą godzinę oczekiwania.Tam są wygodne fotele,w zimie zawsze jest ciepło,gra telewizor,ochrona.Można spokojnie i bezpiecznie nawet się przespać.W poczekalni spotykam współpasażerów.Ojciec i syn,nie brali udziału w naszej biesiadzie ale gdzieś tam na korytarzu kilka razy rozmawialiśmy.W Z. mieli gdzieś się przesiadać.Przysiadają się do mnie i widać,że coś ich gnębi.
  • -zabrakło nam na bilet,nie wiedzieliśmy,że ceny podnieśli.3 ruble.- mówi ojciec.Często ludzie pamiętający Związek Radziecki na hrywnę mówią rubel.Sentyment chyba.
  • Wychodzę do kiosku,kupuję papierosy raczej po to tylko żeby rozmienić pieniądze i wręczam im 5 hrywien i kilka papierosów.Nie dowierzają,są zdziwieni.
  • -hwatit?-pytam
  • -hwatit,hwatit.- obściskują mnie i biegną do kasy….

Niedawno opowiadał mi kolega ze wschodniej Polski jak to jego ojciec postanowił spędzić urlop na Krymie.Znajomi zawieźli go do Lwowa,kupili bilety i wsadzili do pociągu(chyba tej samej relacji ,o którym właśnie pisałem tj. Lwów-Symferopol).Był pełen obaw jak to będzie.Ktoś mu doradził:

_,,daj konduktorowi 100-150 hrywien żeby się tobą zajął,zadbał o czystą pościel itp”.Próbował dać ale ten nie wziął.I tak wszystko było w porządku.Opowiadał potem:,,przyjechał długi pociąg,dwie lokomotywy i pociągnął, wszystko było super”.Podobno też była imprezka,zapraszali go,bał się ale w końcu się przełamał.Od tej pory jest wielkim propagatorem spędzania urlopu na Ukrainie.Czy to Morze Czarne,Krym czy Karpaty.

Nie zawsze bywa tak przyjemnie.Zmęczony wsiadam,prowadnicy (bo to pociąg dalekobieżny i jest ich dwoje-mężczyzna i kobieta,jadą długo i zmieniają siew obowiązkach co kilka godzin)wskazują mi miejsce,tym razem droższe kupe.Mam górną kuszetkę.Niespałem długo więc pokręciłem się trochę i kładę się na łóżko.Wagon prawie pusty a w moim kupe jescze nikogo.Zmęczenie bierze górę i zasypiam.Budzę się z bólem głowy i dziwnym smakiem w ustach.Godzina chyba 16 więc przespałem jakieś 6-7 godzin.Coś nie tak.Sięgam do kieszeni wewnętrznej,nie ma karty kredytowej.Zgodnie z zasadami dokumenty i gotówkę porozkładałem po różnych kieszeniach….paszport jest,pieniądze,portfel w kieszeniach spodni też….brak tylko karty…Trzeba zgłosić żeby nie było potem problemów.Idę do prowadników.Opowiadam wszystko.Twierdzą,że właściwie nikogo obcego nie zauważyi w wagonie ale mógł ktoś przechodzić.Przecież to złodziej pilnuje ofiary.Po moich objawach tj. bólu głowy i niesmaku w ustach stwierdzają,że najprawdopodobniej dostałem ,,balonik”.To znaczy śpiącemu przykłada się do nosa jeszcze jakiś środek usypiający,najczęściej właśnie w baloniku.Prowadnicy wzywają przez radio milicję.Na najbliższej stacji ma ktoś się zgłosić.Nie dowierzam ale faktycznie na peronie już czekają.Dwóch oficerów operacyjnych-operatiwniki w cywilu i jeden umundurowany.Jeden młody,postawny, drugi trochę starszy,obaj w drogich skórzanych kurtkach.Wzbudzają zaufanie ale i respekt.Zaczynają przesłuchiwać i mnie i prowadników,obszukują wagon.Pociąg rusza a oni jadą z nami.Wynajdują jakiegoś pana zalanego w trupa,który podobno kręcił się między przedziałemi i ku mojemu zdziwieniu dokładnie rewidują.Kazali mu się rozebrać do majtek…Wygląda podejrzanie i nieciekawie ale on raczej nie ma z tym nic wspólnego.Dzwonią ciągle telefony.Operatiwniki do kogoś,ktoś do nich.Okazuje się,ża na moją kartę ktoś już kupił telewizor plazmowy.Jak to ustali nie wiem ale potrzebuję już faktycznie zaświadczenie o kradzieży do banku.Wypełniam dokumenty,podpisuję , młodszy z oficerów informuje mnie,ze w tej chwili to podpada już ,,pod sprawę kryminalną” i ktoś tam to zacznie jutro prowadzić.Ja dostanę wszystkie dokumenty na adres domowy do Polski.Mam prawo potem domagać się odszkodowania od ukraińskich kolei i takie tam..Właściwie to wymuszam na nim,żeby wystawił od ręki jakieś zaświadczenie.W koncu wystawił i bogu dzięki bo informacja i dokumenty do Polski do dnia dzisiejszego nie dotarły.Widocznie jeszcze prowadzą to kryminalne śledztwo.Na odchodne młodszy oficer wyraz swój żal i ubolewanie,że tak się stało,mówi ,że Ukraina nie jest wcale taka zła itp.Ma racje. Właściwie to przecież mogło się zdarzyć wszędzie,kradzieże w pociągach to nic dziwnego.Tu była moja wina,nie powinienem zasypiać w pustym przedziale.Ale trudno,stało się.Do końca podróży pozostałem pod czułą i serdeczną opieką prowadników Stiopy i Hałki za co im jestem ogromnie wdzięczny.

Prowadnice bywają bardzo różne ale z reguły są sympatyczne.Nie raz nawiązywałem rozmowy,opowiadały jak zwykle jak to ciężko żyć w takim kraju jak Ukraina,ile zarabiają, o rodzinie,o znajomych.Mnie oczywiście wypytywały co tu robię,jak jest na zachodzie bo Polska to dla nich już zachód.Jeżdżąc na tych samych trasach już się rozpoznajemy,witamy i pozdrawiamy jak starzy znajomi.Ostatnio wsiadam do wagonu,tym razem trafiam na mężczyznę.Też bardzo przyjemny chłopak.Jeszcze jakieś 20 minut do odjazdu to wychodzę jeszcze na powietrze na peron.Patrzę w lewo-sąsiedni wagon obsługuje znajoma.Pamiętam jak częstowałem ją polską kawą i herbatą a ona mnie ciasteczkami.Zauważa mnie,kłaniam się,podchodzi i zaprasza do siebie na herbatkę jak ruszymy.Potem patrzę w prawo a tu też znajoma.Ta znowu mieszka w Z. na ulicy Wrocławskiej, jej córka pracuje w Niemczech, ostatnio jak wysiadałem prosiła ,,przekażcie ode mnie polskiej ziemi pokłon” a pochodzi zdaje się z Moskwy.Sama nałogowy palacz i problem z zakazem palenia doskonale rozumiała.Przed każdym dłuższym postojem szła przez swój rewir i informowała palaczy,że,, zaraz będzie postój” tyle i tyle minut i można spokojnie wyskoczyć na peron na papierosa.Albo nawet w nocy ,że co prawda to nie żadna stacja ale pociąg bedzie stał jakiś czas w polu to otworzy drzwi i w korytarzu będziemy palić.Też mnie zauważa,witamy się:

-zapraszam do mnie w gości wieczorkiem,herbatki się napijemy. -i leci gdzieś dalej wzdłuż wagonów.

Ale mam zaproszeń,ta podróż też może szybko zlecieć.Nie korzystam jednak.Zapadam się w kuszetkę z ciekawą książką i czas jakoś mija.Drugiego dnia rano jakąś godzinę przed przyjazdem do stacji docelowej nagle w korytarzu pojawia się ta z prawego wagonu.Teraz to się dopiero ze mną wita!!! Łapie i ściska za szyję,obejmuje…

-a dlaczego w gości nie przyszedł? Wstydził się ?..pyta z uśmiechem.

Tłumaczę się chyba chorobą czy bólem nerek, życzy mi zdrowia i rozstajemy się.Niedługo chyba się znów spotkamy bo na tej trasie podróżuję często.

Lubię patrzeć przez okno ,,pędzącego” pociągu.Ukraina jest piękna,duża i widoki zróżnicowane,zależnie od okolic.Pagórki,lasy to za Lwowem.Karpaty i step.Wielkie przestrzenie.Czasami nie widać nic za horyzontem.Miasteczka i wioski.Maszerujące stada kaczek i gęsi.Na wszystkich mijanych stacyjkach ludzie z towarem próbujący coś sprzedać.Raz mijaliśmy miejscowość, wktórej chyba musi być jakaś fabryka zabawek bo wszystkie stragany zawalone były pluszakami wszelkich rozmiarów.Niektóre więsze od samych sprzedających.Czytam napisy na mijanych dworcach,staram się się zawsze skojarzyć czy wiem coś o tych miejscach:

Tarnopol-to wiadomo,masa repatriantów,dawne polskie wojewodztwo itp.,

Winnica-kwatera Hitlera na wschodnim froncie,teren działania agenta sowieckiego Kuźniecowa-jak Hans Kloss przebierał się w mundur niemieckiego porucznika i szerzył dywersję

Szewczenko to chyba od nazwiska poety Tarasa Szewczenki….. i takie ćwiczenia pamięci i szarych komórek…Zaporoże też jasne-kozacy,Chmielnicki,,,Ogniem i mieczem”……Ciekawa tu wszędzie historia wiążaca się i z Polską i ukraińska i sowiecka…..Czego ta ziemia nie widziała.Tatarów,Turków,kozaków,Połowców,zbrojne chorągwie Rzeczypospolitej ,pancerne zagony niemieckie i sowieckie,partyzantów polskich,sowieckich,rezunów UPA i tak można bez końca.Powstało o tym wiele książek,filmów,opracowań i prac naukowych. W ślimaczym tempie przejeżdżamy przez jakąś mieścinkę.Już niedaleko do Lwowa.Odsuwam zasłonkę i tłumaczę nazwę na polski-Zadwórze.I kojarzę taką pieśń ,,Kwiaty Zadwórza czy pamiętacie” i dalej szło ,,Termopile,polskie Termopile,to ofiara młodej polskiej krwi, pod kurhanem we wspólnej mogile wolna Polska harcerzom się śni”. Tak to musi być tu.Miejce bitwy z bolszewikami.,,Wyszło ich ze Lwowa ponad trzystu by zatrzymać Konnej Armii trzon,obronić Polskę od bolszewizmu….”i jakoś dalej.I rzeczywiście.Za stacją zaraz rzędy niskich wojskowych białych krzyży i jeden wysoki .Taki cmentarzyk.Wszysto odnowione,wysprzątane i zadbane.

Zadwórze było traktowane jako dalekie strategiczne przedpole Lwowa.Podczas wojny polsko-bolszewickiej kiedy Konarmia Siemiona Budionnego zbliżała się do miasta w celu opóźnienia jej marszu wyruszył oddział 330 Obrońców Lwowa ze zgrupowania rotmistrza Romana Abrahama,młodych ludzi,ochotników,często jeszcze uczniów i harcerzy, Orląt Lwowskich w tym wiele dziewcząt.Dowodził kapitan Bolesław Zajączkowski.Przemieszczali się wzdłuż linii kolejowej.Znienacka ostrzelani zostali z broni maszynowej od strony Zadwórza zajętego już przez bolszewików.Polacy formują 3 tyraliery i nacierają.Obok stacji stoją sowieckie działa.Porucznik Antoni Dawidowicz prowadzi pluton,chce je zdobyć.Wtedy z lasu szarżuje sowiecka kawaleria.Polacy odpierają natarcie i kontratakują.W południe zdobywają stację kolejową,która potem w wyniku zaciętych starć przechodzi  z rąk do rąk.Żołnierze polscy zajmują również pobliskie wzgórze..Odparto kilka szarż bolszewików.Zaczyna brakować amunicji.Ze Lwowa nadlatują trzy polskie samoloty.Atakują nieprzyjaciela bombami i ostrzałem z karabinów maszynowych.Przybywają kolejne oddziały bolszewików i zacieśniają okrążenie.Polaków ostrzeliwuje ciężka artyleria.Kończy sie amunicja.W ruch idą szable,bagnety i kolby.Ocalałych około 30 ludzi wraz z kapitanem Zajączkowskim próbuje przebić sie do pobliskiego lasu.Otoczeni w pobliżu budki dróżnika podejmują jeszcze walkę na bagnety i kolby.Nie ma już szans.Sowieci wściekli dobijają ich szablami i bagnetami.Aby nie dać się pojmać kpt. Zajączkowski i kilku żołnierzy popełnia samobójstwo.Ginie 318 Lwowskich Orląt.Nieliczni trafiają do niewoli.Zwłoki są obdarte z odzieżyi ograbione.Strasznie zmasakrowane,nie ma możliwości identyfikacji.Wsród poległych jest kawaler Krzyża Walecznych i Virtuti Militari Konstanty Zarugiewicz.Dziewiętnastoletni uczeń,obrońca Lwowa z 1918 roku.Jego matka wybiera później trumnę ze szczątkami N.N,która później zostaje umieszczona w Warszawie w Grobie Nieznanego Żołnierza.Wszystkich poległych pochowano właśnie w pobliżu miejsca bitwy.

Być może ich ofiara nie poszła na marne.Może opóźnili faktycznie atak na Lwów.Budionny 20 sierpnia odstępuje od swoich planów i kieruje się na pomoc Tuchaczewskiemu w okolicach Warszawy.Pod Komarowem w pobliżu Zamościa zostaje  zatrzymany i całkowicie wycofuje się na wschód.

Tu co krok to historia.Ta najbliższa czyli najbardziej bolesna.Wspomnienia cudem ocalałych,w porę ostrzeżonych często przez sąsiadów Ukraińców ludzi,którzy wymknęli się mordercom UPA.Mógłbym tu teraz przytoczyć setki przykładów.Czystki etniczne, Zbyt to brutalne i bolesne aby tu o tym  teraz pisać ale trzeba pamiętać.Jesteśmy im to winni.Zwłaszcza teraz kiedy zostali w imię jakiś wyższych niezrozumiałych przyczyn,układów i potrzeb politycznych zapomniani a wręcz często niewygodni.Ich jedyną winą jest to,że zginęli z rąk nie tego wroga,gdyby to zrobiło NKWD byli by ,,wymordowaną elitą Polską”a tak są tylko ,,naszą trudną wspólną historią”….

Przeważnie wszystkie swoje eskapady po Ukrainie zaczynam we Lwowie.Stąd łatwo i niedrogo można znaleźć połączenia ze wszystkimi miejscami dawnego imperium.Wspaniały,przepiękny dworzec świadczący o wielkości, bogactwie i znaczeniu miasta.Lwów to przecież stolicja Galicji.Mieszanka kultur,wielonarodowościowość.Często nazywany Paryżem czy Rzymem wschodu(Rzymem to z powodu tego,że podobnie wznosi się na wzgórzach).Wiele o nim napisano,toczą się cały czas dyskusje o jego status historyczny,kulturowy,narodowy.Ja przede wszystkim staram się go poznać po swojemu.Znam go od dziecka z opowieści dziadków,sąsiadów,znajomych.Zawsze wspominali go z zachwytem wręcz czcili jako coś niepowtarzalnego, jedynego.Słyszało się te oczywiście złe i ironiczne uwagi o Lwowiakach typu,,chlib,mliko,tajojki,lwowskie chamstwo i prostactwo” od ludzi pochodzących z innych stron naszego wspaniałego kraju ale byc może powodowała to zazdrosć,kompleksy itp.Łatwo to udowodnić ale nie czas i miejsce na to.A także nie ma najmniejszego sensu.W ich przypadku postępujmy tak jak to śpiewali lwowskie batiary w jednej z licznych,cudownych piosenek,,a kto Lwowa nie szanuji naj nas w dupe pocałuji”.

Do lwowskich korzeni przyznaje się w tej chwili tylu obywateli,że jak to policzył jeden naukowiec miasto musiało przed wojną mieć ok. 6 milionów mieszkańców.Bycie Lwowiakiem chyba ich w jakiś sposób musi nobilitować.Jest to w łatwy sposób wytłumaczalne.Lepiej jeśli przodkowie pochodzą z europejskiej metropolii gdzie rozwija się wspaniale kultura,nauka,architektura,jeżdżą elektryczne tramwaje,tętni życie towarzyskie,ulica dyktuje style,modę,działają znane teatry,kabarety niż z zacofanej wsi ukraińskiej gdzie o toalecie nawet takiej drewnianej czesto nikt nie słyszał.

Osobiście spotkałem się z przypadkiem,gdzie facet pochodzący z rodziny niemającej pojęcia o czymś takim jak polskość we Lwowie,gdzie lwowianie traktowani byli jako zawzięci,wredni,zacofani,parszywi ewentualnie może spolszczeni Ukraińcy,którzy z przyczyn materialnych kiedyś przeszli na katolicyzm( ale jednak te straszne geny w nich biorą często górę) pod wpływem swojej drugiej żony stał się prawdziwym batiarem i piewcą polskości kresowej.Oczywiście rodzina jego teściowej była najważniejszą,najbardziej popularną,wpływową i opiniotwórczą w Galicji.Wydała najlepszych prawników,posiadała niezmierzone bogactwa m.in. szyby naftowe w Borysławiu o takich drobnostkach jak luksusowe automobile już nie wspominam.Cały czas słyszy się od niego jak to smakuje karp po lwowsku,jak wygląda lwowska zastawa stołowa,jaki to w domu wisi piękny lwowski obraz…no i oczywiście tu muszę zacytować,,Mieszkali przed wojną we Lwowie w polskiej dzielnicy”.Jakiś czas temu wrzuciłem ten temat na jedno z for internetowych historycznych i do dzisiaj amatorzy historii,zawodowi badacze i historycy oraz dawni mieszkańcy łamią sobie głowę gdzie to była dokładnie ta dzielnica polska.Koledzy z pracy(kiedy akurat pracował,bo jak   u serialowego Ferdka nie zawsze w tym kraju jest praca dla ludzi z jego kwalifikacjami) mieli go za prawdziwego batiara.I na tym poprzestańmy bo to temat na naprawdę inną opowieść być może fantastyczną i pole do popisu dla psychologa lub psychiatry.Lwów więc do dzisiaj nobilituje i leczy kompleksy.

Prawdą jest,że w dawnym Lwowie jak w każdym dużym mieście istniał równiez półświatekDziewczyny lekich obyczajów,batiarka,kieszonkowcy,mordercy,złodzieje i włamywacze-dżentelmeni,kasiarze.Koloryt tego pięknie oddają piosenki lwoskiej ulicy.Polecam:,,Na Łyczakowskiej,,,Ballada o Białoniu”,,,Na Batorego” i wiele,wiele innych.Mówiono nawet,że we Lwowie to tylko,,kurwa i złodziej”.Taką scenkę opowiadał mi dziadek,,wysiadam na dworcu we Lwowie a tam prostytutki na peronie dorwały starego Żyda,zabrały mu kapelusz i grały nim jak piłką,podawały sobie a on biedny motał się od jednej do drugiej,skakał z wyciągniętymi rękami,próbował złapać i -aj,aj,aj,Panie oddajcie”

A babcia opowiadała:,,Żyliśmy wszyscy razem,wspólne.Miałam koleżanki Ukrainki i Żydówki.Jako dzieciaki biegaliśmy na jakieś ceremonie i do cerkwi i pod synagogę,oni przychodzili do nas.Mieszkaliśmy niedaleko torów kolejowych,jeździł wtedy taki pociąg międzynarodowy bardzo drogi i elegancki<Lux Torpeda>.Patrzyło się na zegarek i leciało szybko na nasyp go oglądać jak przejeżdżał<Chodźcie,zaraz będzie Lux Torpeda!!!>.A torpeda tylko przeleciała i tyle ją było widać.”

Tego miasta już nie ma ale nadal jest piekny i pasjonujący.Urokliwe zaułki,zakamarki i uliczki.Udawał Paryż w radzieckiej wersji ,,Trzech Muszkieterów”.Grała tam też Odessa a Kamieniec Podolski znany nam z ,,Pana Wołodyjowkiego” był twierdzą La Rochelle.

Posted in Odnawialne Źródła Energii | Tagged | Leave a comment